piątek, 27 czerwca 2014

Sine Nomine Ensemble i spotkanie z muzyką Boccheriniego

Jakiś czas temu miałam przyjemność wysłuchania koncertu, poświęconego twórczości wybitnego włoskiego kompozytora Luigi Boccheriniego (1743-1805) z okazji jego 209 rocznicy śmierci przypadającej 28 maja, w wykonaniu kwartetu smyczkowego Sine Nomine Ensemble.
Koncert odbył się na dziedzincu Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu Jagillońskiego. Choć dziedziniec skromnych rozmiarów, za to niezwykle urokliwy pod względem architektonicznym, stworzony wręcz do kameralnych wystąpień. Ciężko było objąć 50 mm obiektywem całość obiektu. Postanowiłam więc wpisać weń zespół i to dość dosłownie ;). Między tralkami, niczym przez dziurkę od klucza, przeciskały się nieśmiało dźwięki muzyki. Nasłuchiwałam ich w ukryciu i podglądałam przez obiektyw subtelne ruchy dłoni muzyków, które wprawiały smyczki w rytmiczny taniec.


w składzie:
Paulina Woś - skrzypce
Jakub Bańdur - skrzypce
Sylwia Wojtowicz - altówka
Jakub Gucik - wiolonczela

Trio d-moll op. 54 nr 5 G. 117
Koncert wiolonczelowy G-dur G. 480
Kwartet C-dur op. 32 nr 4 G. 204







































Patronat Honorowy: Konsul Honorowa Republiki Włoskiej w Krakowie
Jej Ekscelencja Anna Boczar-Trzeciak


piątek, 20 czerwca 2014

Niektórym weekend zaczyna się w czwartek :D.

Zaniemogłam ostatnio dość znacznie. Myślałam, że znamy się z koleżanką atopią już na tyle dobrze (wszak 10 lat związku "partnerskiego" mamy za sobą), że nic mnie nie zdziwi, tymczasem koleżanka postanowiła mnie z tego mniemania wyprowadzić całkiem znienacka, i to metodą szokową. Bywały wiosny i upalne lata, kiedy pomykałam po dworze odziana w długi rękaw, ale nie pamiętam takich czasów, ażebym się w desperacji golfów i mitenek chwytać musiała, coby jakoś do ludzi móc wyjść. Końca tortur widać nie było, i jedyne o czym marzyłam to szpachla z tynkiem budowlanym oraz burka z malutką dziurką na oczy. Ostatecznie, zanosząc się dreszczami, dałam się dźgnąć igłą raz jeden, drugi, trzeci i czwarty... Myślałam już, że nie obejdzie się bez szpitala, na szczęście do pionu postawiły mnie silne leki, po których nagle wszystkie objawy zupełnie ustąpiły :). To były najpiękniejsze dwa tygodnie od czasów, do których już nawet pamięcią nie sięgam. Zobaczymy, jak długo ten w miarę błogi stan - bo ledwo 2 tydzień mija po zakończeniu terapii - się utrzyma. Mam nadzieje, że tym razem wygraną bitwę świętować będę trochę dłużej i dane mi będzie czas jakiś odpocząć od naszych sporów i waśni. Ze swojej i tak ubogiej diety na czarną listę przepisałam kolejny produkt - mleko i wszelkie produkty pochodne, także, jest zacnie :). Od czwartku przebywam w moim rodzinnym miasteczku, odpoczywając od krakowskich smogów i białej wody ;). O mały włos pojechałabym bez aparatu, posiałam ostatnio gdzieś swoją ładowarkę do baterii. Na szczęście godzinę przed naszym wyjazdem listonosz raczył paczkę dostarczyć ;P. Zdjęć dużo, co sobie będę szczędzić. Korzystam, póki koleżanka o mnie nie pamięta ;).

















fot. by Mysz

Kombinezon: od Koko design
bluzka, pasek: lumpeks
sandały: H&M
branoletki: dawno temu w indyjskim
kolczyki: dawno temu % w Aldo.

sobota, 3 maja 2014

Oswajanie rurek

Dawno rurek nie miałam na nogach :). Będzie jakieś hmm... 4 lata? Oswajam się z nimi powoli i ilekroć mam je na sobie, zastanawiam się jak ja ich, kurczę, mogłam nie mieć w szafie! Z drugiej strony dzięki takiej długiej przerwie odkrywam w sobie nieznane mi dotąd oblicze kobiecości :). Wiecie, dzieciowi 2 lata stuknęło, a mi do stanu wyjściowego wciąż dalej niż bliżej. Zostało tu i ówdzie niestety. Jakoś pewniej i swobodniej się czuję w zwiewnym, luźnym i szerszym dole. Ale może i odrobina pazura tudzież seksapilu nie zaszkodzi matce? Starość nie radość, na łażenie w kocach i namiotach mam jeszcze czas ;).









tunika: lumpeks
woskowane rurki: Tomex
kozaki: prezent (Wieluń)
narzutka: New Yorker
torba: własnoręcznie uszyta