poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Dreadlokowe afro

Nie sądziłam, że zapuszczanie grzywki to taki mozolny proces. Ile to już? Chyba rok, a ona ledwo za brodę sięga. Można by tę długość już przełknąć, gdyby nie fakt, że grzywka powstała prawie z połowy moich włosów :/.  Mysz już za nią tęskni. Ja jeszcze nie ;). Chcę sobie przypomnieć jak to jest bez niej, nawet jeśli kolejny rok będę wypatrywać na mej głowie tego zadowalającego efektu. 
Nigdy nie eksperymentowałam z włosami. U fryzjera byłam kilka razy w życiu i chyba dlatego w końcu odezwała się we mnie jakaś potrzeba zmiany... niewielkiej ;), bo nie umiem sobie na przykład wyobrazić siebie w krótkich włosach. To raczej nie dla mnie, albo zbyt bardzo boję się drastycznych zmian. Za to lubię siebie w takim afro. Szkoda, że to tylko jednodniowy efekt. Z rozrzewnieniem przypominam sobie czasy liceum, kiedy to zafundowałam swoim włosom trwałą. Dalece jej było do tak piorunującego efektu, ale włosy podobnie nie wymagały dużego zachodu przy układaniu, a to sobie ogromnie cenię. No i lubię jak mam dużo na głowie, bo proporcje twarzy się wtedy wyrównują. Właścicielki dużych nosów chyba podzielą moje spostrzeżenie ;). Byłabym skłonna zaryzykować utrzymanie tego efektu na dłużej, ale nie mam pojęcia gdzie i jak tego dokonać, żeby w efekcie nie dorobić się siana na głowie. 




maxi spódnica, top, buty: lumpeks
bransoletka: od Baglady :)
naszyjnik: Medicine %


sobota, 26 lipca 2014

ETNOmania

Raczej z niej już nie wyrosnę :). Przylgnęła do mnie jak tatuaż - permanentnie.  Okres wakacyjny wyjątkowo sprzyja moim etno zapędom i na szczęście, nie muszę się ograniczać w jakikolwiek sposób.

W upalne dni świetnie sprawdzają się luźne i przewiewne spodnie. Uwielbiam tkaniny w etniczne wzory! Dobrze się komponują ze zwykłym jednokolorowym topem. Można poszaleć wtedy z biżuterią. Do tego dodać jeszcze chustę w podobnej kolorystyce i zestaw na wyjście do miasta gotowy!













indyjskie spodnie baggy: KOKO design
kolumbijska biżuteria: KOKO design
Torebka, a właściwie torebki (bo zdjęcia z dwóch spacerów ;P) "Tribute to Africa": projekt i wykonanie własne :)
buty: allegro
narzutka: lumpeks
pasek: New Yorker (dawno temu)
chusta: indyjski
top: Primark

czwartek, 24 lipca 2014

Matka się pakuje ;)

Wreszcie rozpoczęłam długo wyczekiwany urlop. Standardowo wybieram się z synem do mojego rodzinnego miasteczka - Wielunia. Długoterminowe prognozy pogody zapowiadały w większości upały, ale przezorna matka nie pojedzie przecież bez ciuchów na ewentualny nagły powrót sezonu deszczowego (kalosze wzięte!) oraz spadek temperatury do 10 stopni (a to kurtki też spakuję). Przypomniałam sobie, jak bardzo nie cierpię się pakować. Nie cierpiałam jak miałam do dyspozycji całą walizkę tylko dla siebie, a teraz nie cierpię podwójnie, bo dzielę ją z synem i  przestrzeń na moje kreacje mi się znacznie uszczupliła. Wiecie jak to jest, jak się ma słabość do ciuchów. W moim przypadku pakowanie w systemie "2 pary gaci, 4 topy, 2 t-shirty, coś z długim rękawem, kiecka na jakieś święto i laćki na zmianę"  nie działa, bo zawsze pakuję się zestawowo, tj. komponuję w myślach całą stylizację od butów po chustę na głowę. A że w mojej szafie sporo kolorów, mogę zaoszczędzić miejsca jedynie wybierając rzeczy w zbliżonej kolorystyce, żeby nie musieć brać 10 par butów i 10 sweterków na chłodniejsze dni ;). Na biżuterię mam taki specjalny mały plastikowy kuferek. Dzięki niemu moje pióra i inne błyskotkotki się nie gniotą. Jeszcze tylko torba z kosmetykami (zestaw atopika :]), zabawki syna, aparat i można jechać. Wróć! Przecież zabieram maszynę do szycia, coby odpoczywać na urlopie bardziej efektywnie :]. Ehh i znowu nerwowe przekopywanie całego mieszkania w poszukiwaniu wszystkich potrzebnych materiałów, podszewek, zamków, nici, igieł wszelakich i szpilek. Zdejmowanie miar, żeby nie brać całego stosu szablonów. A to jeszcze wezmę ciuchy do przerobienia, które czekają na ten zacny dzień od roku, jak nie dłużej. Tym oto sposobem na korytarzu stoi wielka walizka, podobnych rozmiarów torba ze szmatami, maszyna do szycia, torba z butami, zestaw fotograficzny ze statywem włącznie, fotelik na rower, syn z siatką zabawek i wreszcie matka, która drapie się na ten widok po głowie. Możecie sobie wyobrazić minę mojego taty, który po nas przyjechał i jego wymownie wypowiedziane: "Dzieeeeckoooo!". Duskusje na temat "A gdybyś miała pięcioro dzieci to jechałabyś ciężarówką?" nie są mi obce. Cóż, dobrze, że tym razem nie zapakowałam w podróż jeszcze naszego kota ;).









szarawary: podarunek od czytelniczki Moniki z Kuwejtu :)
naszyjnik: podarunek od czytelniczki Gabrieli :)
trampki: H&M %
Torebka "Tribute to Africa": projekt i wykonanie własnoręczne :)