środa, 31 grudnia 2008

sylwestrowo a la Erykah Badu

Zamieszczam szybko fotki przed wyjściem :) Resztę napiszę później...

Przed wyjściem zorientowałam się, że zostawiłam swoją panterkową chustkę w rodzinnym domu :/ Musiałam szybko wykombinować coś innego. Myślę, że ta chusta (choć bardziej w egipskie wzory) też pasuje do sukienki. Dzięki temu, że jest grubsza wyszło mi coś turbano-podobne :) Zastanawiałam się jeszcze nad naszyjnikiem, czy już nie za dużo tych dodatków, ale w końcu go założyłam :)


sylwestrowa kreacja kręcone włosy etnosylwestrowa kreacja kręcone włosy etno
Sukienka: stradivarius
chustka: sh
bolerko: sh
koturny: c&a
naszyjnik: własnoręcznie zrobiony :)
kolczyki: stragany na krakowskim rynku

Na życzenie Baglady drut, dzięki któremu uzyskałam taką fryzurę (miałam 20szt) :)
Jakby ktokolwiek wiedział lub widział gdzie coś takiego można kupić, to błagam o informację!!!

druty do włosów
Te moja ciocia zakupiła u Ruskich, którzy za czasów jej studiów (jakieś 18 lat temu) sprzedawali na rynku/kleparzu w Krakowie :)

...Aż człowiek


jestem

...
..............moje kształty
..............zdradzają kobiecość
..............choć w linii bioder
..............śpią jeszcze
..............skrzydła ptaka złożone
..............a piersi
..............swego przeznaczenia
..............nie znają
...
człowiekiem?

..............w człowieku
..............jest zwierze
..............pokryte sierścią buntu
..............co wbija pazury
..............w szczęście
..............myląc miłość
..............z walką
..............o przetrwanie gatunku
..............i co kłami się wgryza
..............w szyję życia

w czło............jest zwierze
..........wie
................ku
nawet gdy jest człowiekiem

czy żeby być człowiekiem
wystarczy być tylko człowiekiem?

.............o blat stołu
.............wystukuję palcami
.............drewniane melodię
.............spod rzęs zasłony
.............na świat patrzę
.............ślepymi zielonymi oczami

znając odpowiedź

TEKST: Bastet
wiersz napisany przeze mnie jeszcze w liceum :)

niedziela, 28 grudnia 2008

Sukienka o dwóch twarzach we wschodnim klimacie

Już się zaczynam gubić w nazewnictwie. Przyznaję się bez bicia, że wiedzę o modzie mam mizerną. Mogę tak tylko intuicyjnie stwierdzić, że dany strój nawiązuje do jakiegoś stylu. Więc jakbym kiedyś mijała się z prawdą to proszę mnie poprawiać :)
Dzisiaj z rodziną byłam w odwiedzinach u babci. Zrobiłam z siostrą prawdziwy najazd łupieżczy na dom babci :D Ofiarą mojej strychowej grabieży padła ta oto sukienka :D - uszyta z jakieś 20 lat temu przez moją ciocię z chustek, które dziadek skądś przywiózł na czyściwo do samochodu - cokolwiek to oznacza. Dobrze, że ciocia zahibernowała kilka chust w tej sukience, bo są naprawdę piękne :) Mam jakąś manię symetrii i jak pierwszy raz wzięłam tę sukienkę i zobaczyłam jej tył, to trochę mnie on rozczarował. Szkoda, że cała sukienka nie jest w tej samej kolorystyce co np. z przodu :/ Myślałam nawet żeby z tej sukienki zrobić bluzko-tunikę tj. przednią dolną chustę dać na tył. Tym sposobem w sumie miałabym dwie różne bluzki. Ale jak tak teraz patrzę na te zdjęcia to powoli zaczyna mi się podobać jej odmienność. Mogę ją nosić raz jednym kolorem na przodzie, a raz drugim :D
Ps. Wiem, że nudna jestem z tą swoją bazową czernią :/ Może powinnam sobie zrobić jakieś postanowienie noworoczne w tej kwestii i postarać się o większe urozmaicenie kolorystyczne ;) Ale z drugiej strony jakoś bezpiecznie czuję się w czerni. Nie lubię jakiegoś przeładowania kolorystycznego.



Sukienka: po cioci :)
paselk: sh
ręcznie robiona chusta: z szafy babci :) - siostry stwierdziły, że wyglądam w niej jak obładowany wielbłąd (!!!??? ale co tam! )

sobota, 27 grudnia 2008

sukienka w ludowym klimacie

Robiłam ostatnio przegląd w szafie w moim rodzinnym domu i odkopałam tę oto sukienkę :) Ciocia nosiła ją w czasie studiów, a przywieziona została we Szwecji :) Jakoś nie byłam nigdy do tej sukienki przekonana. Może i z tego powodu, że koledzy z liceum bywają złośliwi pod niektórymi względami :/ Domyślam się, że wyglądam w niej trochę jak "w worku", ale nic to! Sukienka ma śliczne hafty. Dzięki dodatkom nadałam jej trochę bardziej etnicznego wyglądu. Żałuję, że nie wzięłam ze sobą mokasynów z frędzlami, bo idealnie by do niej pasowały. Jak wrócę do Krakowa to postaram się jakieś lepsze zdjęcia zrobić. Tymczasem niech wystarczą te :)




sukienka: po cioci
wisior: wykonany przeze mnie
podkolanówki: New Yorker
saszki: humanic
bransolety: sklep indyjski i stragan koło "Adasia"
kolczyki: ul. floriańska

piątek, 26 grudnia 2008

Wspomnienia z dzieciństwa

Chyba każda z dziewczyn, gdy była mała, uwielbiała bawić się lalkami. Pamiętam jak razem z moimi siostrami (posiadam 2) bawiłyśmy się lalkami Barbie. To była prawdziwa ceremonia. Najpierw wymyślałyśmy scenariusz: np. rozbitkowie, mieszkańcy dżungli, bal, księżniczki, Kopciuszek (i tutaj za scenariusz służyły najróżniejsze bajki), a nawet siostry zakonne!!! Haha :D Potem przygotowywałyśmy scenografię - ustawiałyśmy wszystko na biurku lub łóżku, montowałyśmy też pufy, uwieszałyśmy różne koce, chusty, potem stawiałyśmy kwiatki, które miały udawać las; formowałyśmy niebieskie ścierki lub folię, które raz były stawem innym razem rzeką, a jeszcze kiedy indziej prawdziwym wodospadem, no i jeszcze gromadziłyśmy cały zwierzyniec maskotkowych koni, kotów i niedźwiedzi. Nasza wyobraźnia nie miała granic. Jedynie mama się wkurzała strasznie, że przez te nasze "ustrojstwa" nie dało się wejść do pokoju. A nie daj Bóg przesunąć coś lub ruszyć, a zaraz zanosiłyśmy się lamentem i spazmami ;) W trakcie tych przygotowań scenograficznych ja zajmowałam się szyciem kreacji dla lalek - heh, czyli gdzieś ten dryg projektantki-stylistki objawił się u mnie w bardzo młodym wieku :) (czasy podstawówki). Szyłam sukienki ślubne (wiadomo o czym najbardziej marzą małe dziewczynki :D), suknie dla księżniczek, ale i dla kocmouchów, które potem okazywały się królewnami. Zawsze był jakiś wątek cierpiętniczy w naszych zabawach. Oczywiście zjawiał się potem nagle królewicz w postaci Kena, zwanego również Erykiem, który dokonywał nieziemskiego odkrycia, jakoby biedna, uboga Barbie była prawdziwą królewną, która o tym fakcie nie miała pojęcia! I potem żyli długo i szczęśliwie :)
Sukienek dla lalek chyba już nie znajdę - pewnie są gdzieś porozdawane innym dzieciom. Ale obiecuję sobie, że jak będę miała córkę powróce do tego krawieckiego fachu :)
A tutaj kilka zabawek, które w całości zostały uszyte przeze mnie :) Prosze mi wybaczyć pewne niedociągnięcia krawieckie - no ale wtedy naprawdę byłam małym dzieckiem. Pamiętam, jak kiedyś do mojej babci przyjechała ciocia i robiła na drutach sweter, ja miałam z 10 lat wtedy. Siedziałam przy niej i patrzyłam jak przekłada oczka. Potem pod nieobecność babci sama wzięłam druty iiiiiii i jakoś mi szło :) No ale o czym ja tutaj...

Moje zabawki. Taraaaaaaaaam!


Pierrot: uszyty z jakiegoś lnianego worka i koronki :)


Wilk: pacynka, z tyłu ma jeszcze ogonek (zdaje się, że bawiłam się w teatr "Jaś i Małgosia"). Łapki uszyte z palców rękawiczki.


No i tutaj cały komplet: w roli głównej pacynka Małgosia - ruda z zielonymi oczami :)

Zostawię sobie te zabawki na pamiątkę :)

niedziela, 14 grudnia 2008

Gejsza

Pobijam własne rekordy przerabiania upolowanych lumpeksowych ubrań ;D Prezentowana tunika była rozmiaru 46!!! :D ale tak mi się materiał spodobał, że postanowiłam za wszelką cenę tę tunikę uszczuplić. Może ja powinnam zostać krawcową? Po przerobieniu tunika prezentuje się na mnie jak japońskie kimono :) (tak, tak - to odcięcie, które u pani o rubensowskich kształtach powinno znajdować się pod biustem u mnie wypadło gdzieś w pasie, ale to chyba nie najgorzej :)). Jak byłam mała uwielbiałam szyć sukienki dla lalek Barbie :) Mam nawet kilka maskotek, które sama sobie uszyłam - pacynki przedstawiające Małgosię i wilka, którymi potem bawiłam się w teatr :) Ile ja wtedy mogłam mieć lat? 13? To było jakoś w podstawówce :) Poszukam ich w domu jak pojadę na święta, a jak znajdę to może pochwalę się na blogu :)

Nie cierpię chodzić w związanych włosach... no ale tu postanowiłam zrobić wyjątek :)
Dodałam parę dodatków - pas i pałeczki - i teraz hhhm... czy ja wyglądam jak japońska gejsza?




kimono-sukienka - sh 12zł
spódnico-spodnie: sh (wieki temu) 10zł
pas: skradziony siostrze - z jakichś spodni :)
pałeczki: sklep z ozdobami do włosów (chyba z 6 lat temu kupione - ceny nie pamiętam)
pod spodem: fioletowy top - amisu 39zł
kolczyki: prezent od drugiej siostry przywieziony ze Szwecji :)

sobota, 13 grudnia 2008

nostalgicznie...

.




Modelka: Paula (moja siostra :))
Fot.: Bastet

Ps. Jakość zdjęcia taka trochę w ciapki :/, bo skanowane

wtorek, 9 grudnia 2008

Spódnico-spodnie

Miałam ambitne plany zrobić na blogu wątek:"tydzień ze spodniami", ale wierzcie, że to wcale nie takie łatwe. Dzisiaj oczywiście założyłam spódnicę :), bo nie mogłam się powstrzymać ;) Prezentowany zestaw będzie formą pośrednią. Jak to się mówi: "wilk syty i owca cała" :D
(jakiś dziwny kolor zdjęć wyszedł - nie cierpię cyfrówek, zwłaszcza tych omalże zabytkowych, no ale cóż)



spódnico-spodnie: sh parę lat temu (one są ze sztruksu - nie wiem,czy to widać na zdjęciu)
koralikowe trampki z folkowymi motywami: 30zł
pasek: sh
top: Top Secret
Sweterek: Top Secret
panterkowa apaszka: sh 3zł
drewniane koła: hm ok 19zł
drewniane bransoletki: sklep indyjski 15zł za 2 szt.

niedziela, 7 grudnia 2008

Yeti

Najpierw był prezent od Mikołaja (Oblubieńca) w postaci czapy :D Postanowił się odwdzięczyć (zemścić ;) ?) za czapkę borsuka (tzw. uszatka ze sztucznego futerka), którą z kolei dostał ode mnie ;P Mikołajowa czapa była pierwotnie w białym kolorze i jak to Oblubieniec stwierdził, wyglądałam w niej jak Śnieżynka. Jakoś średnio byłam przekonana do tego swojego nowego wizerunku, bo nie bardzo wiedziałam do czego mi będzie pasowała śnieżynkowa czapa. Planowałam zakup zimowych dodatków z białymi akcentami w postaci legwarmersów albo jakiejś chusty. Doszłam jednak do wniosku, że lepiej będzie po prostu wymienić czapę na inny kolor tj. czarny (oczywiście za zgodą Świętego Mikołaja :D). No i sama chciałam! Wcześniej wyglądałam jak Śniezynka a teraz jak diabeł tasmański ;D Choć przyznam szczerze, że w całym tym zestawie bliżej mi chyba do Yeti :D
Heh spróbujcie sobie wyobrazić jak wyglądamy z Oblubieńcem w tych czapach idąc razem ulicą :D A i jeszcze torba! Hehehe zawaliłam jakiś sprawdzian w liceum przez nią - stare dzieje. Mam czasem coś takiego, że jak się uprę na coś np. przerobienie jakiegoś ciucha, albo uszycie np. takiej torby, potrafię zawalić wszystko na rzecz dokonania tej czynności. Torbę uszyłam z.... futerkowej kapy na łóżko :D Heheh, to była dopiero atrakcja ;) Pamiętam, że jakaś nauczycielka zapytała mnie wtedy (a to już wiosna była) czy mi nie za gorąco w tym niedźwiedziu :D




futerkowa czapa z pomponami - prezent od Św. Mikołaja ;)
frędzelkowe mokasyny: allegro ok 25zł
spodnie: sh
pasek: sh
bluzka: hm
torba: własnoręcznie uszyta
futrzana kamizelka: własnoręcznie uszyta
bransoletka: sklep indyjski
kolczyki z ludowym motywem: c&a
płaszcz: hm

Anioł w pudełku od zapałek (cz. VII - ostatnia)

.......Jej drobne palce stukały w rytm muzyki na klawiaturze. Ostatnie słowa rodziły się na białym tle, stając się kilkoma zdaniami lepionymi na kształt zbrodni, która stała się jej udziałem jakiś czas temu. Zaciągnęła rękawy na zmarznięte dłonie. Za oknem biały śnieg wydawał się panować nad całą ziemią, pchając swoje puszyste ciało we wszystkie zakamarki świata. Słońce chyba umarło... Nie widziano go od kilku miesięcy. To nie dobrze. Zimą ludzie są jak rośliny - zwiędnięte, oskubane z życia do ostatniego liścia. Oderwała wzrok od komputera i utopiła swój wzrok w białym śniegu. Te kroki, małe i duże wydawały się być blizną na nieskalanej bieli. Nagle jej uwagę przykuło coś dziwnego. To niemożliwe... a jednak. To nie były zwykłe ślady na śniegu, ale stopy odbite tak dokładnie, niewiarygodnie wyraźnie... Ludzkie bose stopy... Wydrukowała wiersz i przeczytała raz jeszcze:

Pod wieczór będę cię sądził z miłości
mówiłeś do mnie
a ja pióro po piórze
rwałam ze skrzydeł Aniołów Stróżów

Lecz teraz wiem
że przyjdzie mi cierpieć

nim białe pióra
wyłowie z mroku

i drogę do Ciebie
przemierzę bosymi stopami

A Ty mnie przygarniesz
w modlitwie utulisz
Na sercu Miłość położysz

........Uśmiechnęła się do siebie. Od dawna szukała tych słów. A teraz z taką łatwością przyszły.
........Wyjrzała za okno i przyjrzała się raz jeszcze dziwnym śladom. Wzięła pudełko do ręki i przycisnęła je mocno do serca. Ciepło było tak intensywne, że zrobiło jej się aż gorąco. Wiedziała co musi teraz zrobić. Ubrała się ciepło i wyszła na dwór. "To jest ostatnia rzecz, z którą muszę się zmierzyć. Gdybym Cię nie zabiła, sam byś to zrobił pełen pokory, chroniąc mnie przed tym cierpieniem. Teraz sama muszę poznać co to jest cierpienie i ból". Ścisnęła mocno pudełko. Blask Anioła dodawał jej dziwnego ciepła i siły. Ściągnęła buty i nieśmiało postawiła bosą stopę na wgłębieniu w śniegu. Czuła przerażający chłód, ale miała w sobie tę dziwną siłę i wewnętrzne ciepło, które pozwalało jej znieść ten ból. Powoli stawiała kolejne kroki na śladach zostawionych w śniegu. Szła nieznaną jej dotąd drogą, której kresu nie było widać. Zrobiło się zupełnie ciemno. Ślady stawały się coraz mniej zauważalne. Była zmarznięta i zmęczona i powoli traciła czucie w stopach. Starała się nie myśleć o przeszywającym ją na wskroś bólu stawiając machinalnie kroki.
.........W dali stał niewielki dom, w którym paliło się światło. I właśnie w jego kierunku zmierzały ślady zostawione na śniegu. Chciała jak najszybciej dotrzeć do celu, zapukać do drzwi, poprosić o możliwość ogrzania się choć przez chwilę... Przycisnęła z całych sił pudełko z Aniołem do serca i ostatnimi siłami szła w kierunku domku zanurzając stopy w śniegu przeszywającym zimnem jak ostrze noża. Resztkami sił dotarła na miejsce, nie czując prawie stóp. Próbowała być silna, ale oczy miała pełne słonych łez. Nacisnęła dzwonek i upadła pod drzwiami.
.........Kiedy otworzyła oczy za oknem robiło się jasno. Leżała na obcym łóżku przykryta grubą kołdrą. Ból w stopach stopniowo ustępował. Na jej dłoni zaciskała się czyjaś obca dłoń. Odwróciła się powoli. Na fotelu obok spał...
- Miłosz? Co Ty tutaj robisz? - spytała zaskoczona. Otworzył oczy i spojrzał na Julkę z uśmiechem.
- Mieszkam tutaj. Wczoraj wieczorem znalazłem Cię pod drzwiami. Możesz mi wytłumaczyć skąd się tam wzięłaś i czemu szłaś boso w tym śniegu? Mogłaś sobie odmrozić stopy! Kolejny raz Cię ratuję! - powiedział i spojrzał na dziewczynę oczekując odpowiedzi na swoje pytania.
- Jak to kolejny raz mnie ratujesz?! - spytała zaskoczona.
.........Przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu.
- To Ty mnie wtedy znalazłeś nad rzeką? - spytała nieśmiało. Na twarzy Miłosza pojawił się szczery uśmiech. Julka siedziała w osłupieniu nie wiedząc, co powiedzieć. Próbowała zebrać myśli, szukała odpowiednich słów. Przypomniała sobie o martwym Aniele Stróżu.
- Znalazłeś moje pudełko z Aniołem?
- Tak, leży tutaj - powiedział i podał jej do ręki. Pudełko nie było już ciepłe i wyglądało jakby zupełnie było pozbawione wcześniejszego blasku. Patrzyli oboje z zaciekawieniem na mały przedmiot. Julka powoli wysunęła szufladkę. Anioła nie było. W środku leżał czerwony błyszczący kamyk w kształcie serca. "Więc to jest Światło, którego szukałam" - pomyślała i uśmiechnęła się do Miłosza. Wyciągnęła kamyk z szufladki.
- Podaj mi dłoń. Chyba tylko tyle mogę Ci ofiarować - powiedziała i zamknęła kamyk w jego dłoni.
- Aż tyle... AŻ! - odpowiedział.

TEKST: Bastet

sobota, 6 grudnia 2008

Anioł w pudełku od zapałek (cz. VI)

.......Przez chwilę przyglądała się badawczo niewielkiemu przedmiotowi, a potem zacisnęła mocno pudełko w swojej dłoni. Tyle się wydarzyło dzisiejszego dnia. Z jednej strony nie miała teraz wpływu na nic, bo wszystko działo się bez jej zgody i wbrew jej woli, a z drugiej strony powoli uświadamiała sobie, że przecież sama się do tego przyczyniła nie inaczej jak właśnie przez zbrodnię, której dokonała. Wcześniej te wszystkie "znaki" przeznaczone były dla jej Anioła. Teraz sama musiała nie tylko jakoś je odczytać, ale również podążać za nimi wiedząc, że nie będzie to wcale łatwe, bo droga wiedzie przez cierpienie. - Musze sobie przemyśleć to wszystko. Poukładać w swojej głowie. Mam nadzieję, że się nie pogniewasz, ale chciałabym zostać teraz sama - zwróciła się do kolegi. Spojrzał na nią ze zrozumieniem. Po raz pierwszy uśmiechnęła się do niego. Podziękowała mu i odprowadziła go do drzwi.
.......
To wszystko, co zdarzyło się w ciągu ostatnich dni zupełnie ją przerastało. Czuła się bardzo zagubiona. Nie była jeszcze gotowa do podjęcia jakiejkolwiek decyzji. Nie była pewna, czy w ogóle potrafi wyruszyć w drogę poszukiwań swojego prawdziwego Światła. Przecież
wszystko czego dokonała, zrobiła właśnie po to, by uciec od niego jak najdalej. By odciąć się zupełnie od przeszłości, od wszystkiego czego doświadczyła, niezależnie czy niosło ze sobą miłe wspomnienia, czy wręcz przeciwnie. Wszystko kłóciło się w sobie... miłość naszpikowana nienawiścią jak jeż. "Jak to możliwe żeby "białe" stało się "czarnym"? Możesz zadawać nieskończoną ilość pytań i nigdy nie dostaniesz na nie odpowiedzi. Nigdy nie należy twierdzić, że to czego się doświadcza to prawdziwe szczęście, nawet jeśli wszystkie znaki na niebie i ziemi na to wskazują. Nigdy nie należy być pewnym, ze jest się prawdziwie kochanym. Nigdy, nigdy... nie należy ufać, wierzyć do samego końca..."
........Usiadła na łóżku obok zwiniętego w kłębek kociaka. Delikatnie go pogłaskała nie chcąc by się zbudził. - Wiesz, czasem myślę, że jestem podobna do ciebie, bo moje serce pogrążone jest w mroku tak czarnym jak twoja sierść - powiedziała. I kiedy to mówiła poczuła dziwne ciepło w swojej dłoni. Rozłożyła palce. Światło wymykające się ze szpar pudełka było odrobinę bardziej intensywne. Ściągnęła brwi ze zdziwienia, bo nie bardzo wiedziała, co przyczyniło się do tej nagłej zmiany. Spojrzała na ścianę. Nad drzwiami pokoju wisiał On - ten, którego kiedyś postanowiła zacementować swoją obojętnością. "Bo widzisz, to jest tak, że ja już dłużej nie mogłam się modlić... Kiedyś wszystko było miłością, ale postanowiłeś mi ją nagle odebrać. Przestałam się modlić, bo modlitwa była dla mnie zgubą. I nie wiem, czy potrafisz to w ogóle zrozumieć..." Łzy znowu zaczęły płynąć po jej policzkach. Potrzebowała tego - wypłakać z siebie to wszystko, co tłumiła w sobie od tak dawna. - Bo widzisz... - mówiła przez łzy - modlitwa to jest wiara i nadzieja. A ja nie chciałam dłużej wierzyć, mieć nadziei. Nie chciałam się łudzić, że można coś cofnąć i naprawić. Wiedziałam... wiedziałam, ze drzwi zostały zamknięte, że nie było klamki, żeby je otworzyć i wrócić. Rozumiesz to?! - łkała. - Zrozum, ze inaczej nie umiałam. Tak było najprościej. Nie mogłam się oszukiwać, a zwłaszcza Ciebie. Wiesz o tym, bo ilekroć z Tobą rozmawiałam, tak naprawdę podświadomie błagałam Cię żebyś cofnął czas, żebyś zwrócił mi moje szczęście... - powiedziała z trudem.
........
Pudełko świeciło jak wściekłe. Julka usilnie starała się znaleźć powód tego świecenia. Przyglądała mu się dokładnie ze wszystkich stron z nadzieją, że znajdzie jakiś znak lub wskazówkę. Przypomniała sobie słowa kolegi.
- Światło coś próbuje mi przekazać... coś ważnego musiało się wydarzyć, skoro świeci teraz znacznie mocniej. Ale przecież nic takiego nie zrobiłam, więc skąd ta zmiana?! Wtedy gdy poczułam, że pudełko robi się cieplejsze, powiedziałam tylko, że moje serce... - zamilkła. Nagle zdała sobie sprawę z własnego odkrycia. To, co powiedziała było znakiem, ku jej własnemu Światłu. Było swego rodzaju nazwaniem rzeczy po imieniu: "białe" jest Białe, "czarne" jest Czarne. O nic więcej nie chodziło. Ale nic nie jest łatwe. Nadal nie wiedziała, co ma zrobić dalej. Zrobiło jej się trochę lżej na sercu, bo cokolwiek powiedziała przed momentem - choć w gniewie i złości - było to w jakimś sensie jej rozmową z Bogiem, a więc modlitwą. Postanowiła poszukać jakiś informacji o Aniołach w internecie. Liczyła na znalezienie czegokolwiek, co pomoże jej podjąć jakąkolwiek decyzję. Powoli zaczęła odczuwać chęć odnalezienia własnego Światła. Tak naprawdę to nie ono jej potrzebowało, ale ona jego. Zdziwiła się, bo informacji o Aniołach było tak wiele, że potrzebowałaby całego swojego życia, żeby to wszystko przeczytać. "Anioły to istoty przedstawiane z białymi skrzydłami (...)", "w Anioły wierzono już w starożytności (...)", "Anioły chronią przed złem, osłaniają przed cierpieniem (...)", "Anioł to inaczej posłaniec", "Anioły dają nam znaki, kiedy stoimy przed jakimś wyborem (...)" - czytała kolejne informacje.
- Ale jakie znaki?! - skierowała pytanie do martwego Anioła, łudząc się, że dostanie na nie odpowiedź. Prawie wszystko to, co przeczytała, wiedziała już od kolegi. Zdziwiła się jego wiedzą. "Skąd on to wszystko wiedział?" - zadawała sobie pytanie w myślach. Doszła do wniosku, że czytanie kolejnych informacji nie ma już sensu, bo jej przypadek jest indywidualny i o podobnym nie pisali. Oparła twarz na dłoni wpatrując się intensywnie w skamieniałą istotę, leżącą tuż obok. Włączyła cicho muzykę i postanowiła popracować chwilę na komputerze. W jej głowie plątały się nieuporządkowane myśli, które należało wyłowić na światło dzienne, nadać im konkretny kształt, pozwolić im wyciągnąć się czarnymi cieniami w postaci choć kilku słów. Zaczęła pisać...




TEKST: Bastet

piątek, 5 grudnia 2008

Anioł w pudełku od zapałek (cz. V)

......Postanowił wrócić do domu. Nie powinna go widzieć. Nie potrzebował od niej wymuszonej wdzięczności. Dziękował Bogu, że wczoraj ją znalazł i być może nawet ocalił jej życie. Przez całą drogę myślał o jej zielonych oczach. Było w niej coś nadzwyczajnego, co go w niej interesowało. Zdawała się być wyniosła i zimna, ale odnosił dziwne wrażenie, że to tylko pozory. Czuł, że pod tą skorupką obojętności kryje się zupełnie inna osoba - ktoś, kogo próbuje w sobie zniszczyć, uśpić za wszelką cenę. Niestety na własnej skórze doświadczamy, że życie nie jest takie, jakie każdy chciałby żeby było... Przychodzi taki dzień, że wszystko wywraca się do góry nogami i najlepszą drogą na pogodzenie się z zastaną rzeczywistością i własną przeszłością jest ucieczka, stanie się kimś zupełnie innym. Tak jest łatwiej, ale... nie zawsze lepiej. "Zadzwonię do niej. Zapytam jak się czuje i czy wszystko w porządku" - pomyślał i wystukał jej numer telefonu.
- Julia? - zapytał, ale nikt nie odzywał się w słuchawce. Po chwili usłyszał jej tłumiony płacz. - Wszystko w porządku? Może mógłbym Ci jakoś pomóc? - spytał z troską.
- Nic nie jest w porządku... i chyba nikt nie może mi pomóc - powiedziała przez łzy. -Przepraszam, ale nie jestem w najlepszym nastroju - dodała i odwiesiła słuchawkę nie czekając na jego odpowiedź.
- Julka?! Zaczekaj! - odezwał się, ale w słuchawce zapadła cisza.
......Przez chwilę próbował zebrać myśli. "Coś złego się dzieje. Czuję to. I zupełnie nie wiem co mam zrobić". Ubrał kurtkę i wyszedł z domu.

.......Od dawna nie płakała. Śmiała się często w gronie przyjaciół, ale nie okazywała nigdy swoich prawdziwych uczuć. Powoli przypominała sobie gorzkich smak łez. "Zawsze smakują tak samo, obojętnie czy się płacze z rozpaczy czy ze śmiechu, próbując ukryć tę rozpacz". Czasami czekała aż zapadnie mrok, aż zostaną we dwoje - ona i jej samotność. A potem pozwolą sobie na tę odrobinę cierpkiej i słonej melancholii.
.......Zadzwonił dzwonek do drzwi. Postanowiła udać, że nie ma jej w domu. Ktoś jednak uparcie nadal naciskał dzwonek. Wreszcie nastała cisza. "Poszedł" - pomyślała. Po chwili jednak klamka w drzwiach zaskrzypiała.
- Halo! Julia jesteś tu? - zobaczył ją skuloną w rogu pokoju - ... drzwi były otwarte wiec postanowiłem wejść - powiedział zmierzając w jej kierunku.
- Co Ty tu robisz?! - zapytała, wycierając łzy z policzków.
- Przyszedłem bo... co to za dziwne światło? - spytał spoglądając na mały przedmiot leżący pod jej stopami.
- To jest... to jest mój Anioł. Nie żyje. Pewnie w to nie uwierzysz, ale to ja go zabiłam - wybełkotała przez łzy.
.......Patrzył na nią przez chwilę w osłupieniu.
- .... zostało po nim to dziwne światło - dodała i schowała twarz w dłoniach.
.......Kucnął przy niej, chciał ją przytulić, pozwalając się jej wypłakać w swoje ramiona, ale odsunęła się w bok. Było mu jej żal. Chciał jej pomóc, ale była taka zamknięta w sobie. Wziął do ręki pudełko po zapałkach i przyjrzał się dokładnie figurce leżącej na dnie szuflady, od której bił tak dziwny blask.
- Skoro twierdzisz, że to Twój Anioł to... ja wiem tylko, że Anioły to wysłannicy Boga. Każdy z nas ma przydzielonego w swoim życiu tylko jednego Anioła Stróża. Ich zadaniem jest pomóc człowiekowi przy wyborze odpowiedniej drogi życiowej. One nie wybierają za nas, ale starają się nam pokazać, że jest kilka dróg, którymi możemy podążyć. Oświetlanie tej właściwej drogi to wielki ból dla Aniołów, bo cierpią zmagając się ze złem, przed którym próbują nas ochronić. To światło, które od nich bije nie należy do nich, tylko do samego Stwórcy, więc dlatego nic nie jest w stanie go zniszczyć - zwrócił się do Julki.
- Nie rozumiem. Ale dlaczego to światło na przykład nie wróciło z powrotem do Nieba? - spojrzała na chłopaka.
- Nie wiem. Może to światło ma jeszcze coś do zrobienia tutaj na ziemi. Może coś próbuje ci powiedzieć, przekazać. Przeczytałem kiedyś, że ci, którzy stracą swojego Anioła, muszą sami odnaleźć drogę do prawdziwej Światłości. Ale wiele przyjdzie im wycierpieć, bo teraz sami muszą znieść ból, przed którym wcześniej chronił ich Anioł. Wiesz, czasem to jest tak, że to światło jest bardzo blisko nas, tylko my go nie zauważamy, albo nie zdajemy sobie sprawy z tego, że to właśnie jest to światło, którego od tak dawna poszukujemy. Wystarczy wyciągnąć rękę, posłuchać głosu własnego serca - powiedział i spojrzał na dziewczynę. Lubił na nią patrzeć, na jej drobne dłonie i jak zmysłowo odgarniała nimi włosy z twarzy odsłaniając swoje zielone oczy, którymi teraz tak badawczo mu się przyglądała. Wyglądała uroczo z tym rozmazanym tuszem, który spłynął razem z łzami po jej policzkach. Tak bardzo chciał ją przytulić i jakoś pocieszyć. W końcu nie codziennie ponosi się konsekwencje zabicia własnego Anioła Stróża.
- Co powinnam teraz zrobić? - spytała błagalnie.
- Nie potrafię Ci odpowiedzieć na to pytanie, w książkach nie piszą o tym - zaśmiał się, ale po chwili zrobiło mu się jej bardzo żal. W jego głosie było pełno szczerości. Julka posmutniała na twarzy, bo nie takiej odpowiedzi oczekiwała. - Ale myślę, że powinnaś go nosić ze sobą. Może coś zauważysz. Jakieś zmiany w świetle. Cokolwiek. Może on wskaże Ci drogę i wtedy będziesz wiedziała, co dalej robić - powiedział kładąc na jej dłoni pudełko z martwym Aniołem.

TEKST: Bastet

czwartek, 4 grudnia 2008

czarno na białym

To będzie zdecydowanie jeden z moich ulubionych zestawów!
Jakiś czas temu wyczytałam w pewnej gazecie, że gwiazdy mają słabość do niektórych swoich ubrań do tego stopnia, że nazywają je imionami :D. W tym świetle fakt, że niektórzy mężczyźni mówią do swoich samochodów 'Kochanie' przestaje mnie dziwić;)) . Muszę się przyznać, że zakochałam się w tej spódnicy! Wiem, że to idiotyczne, ale chyba wymyślę jej jakieś imię ;D

Praktyki licealne zbliżają się duuużymi krokami :-@ a co za tym idzie, trzeba będzie trochę "normalniej" wyglądać :/ W tym stroju chyba mogę pokazać się przy tablicy ;>



spódnica: sh (zwężona przeze mnie z rozmiaru 40 na 36 :D)
bluzka: hm
bolerko: sh
pasek: sh

środa, 3 grudnia 2008

Etno-folk

ehhh miałam zacząć oszczędzać kasę... No ale jak to zrobić, kiedy po drodze z uczelni są dwa lumpeksy i szyldy "Nowa dostawa"? Ratunku! No to weszłam, z nadzieją, że wyjdę bez niczego, a tam co? Ta spódnica. No jak się nie rzucić na nią? I portfel znowu lżejszy :/ Ale przyznacie chyba, że czasem warto zgrzeszyć :D


spódnica: sh (rozmiar 40! ale już kminię jak ją uszczuplić w pasie :))
indyjskie bransoletki: od kuzynki

wtorek, 2 grudnia 2008

Anioł w pudełku od zapałek (cz. IV)

- Chodź, zabiorę cię. Zamarzniesz tutaj na śmierć - powiedział do niej. Milczała. Nawet nie spojrzał na niego. Miała zamknięte oczy. Można było pomyśleć, że śniła.
- Nie zmuszaj mnie do tego... Dzięki Bogu, że cię w ogóle znalazłem. Domyśliłem się, że coś się stało, bo miałaś taki dziwny głos. Wiesz, też tu czasem przychodzę, jak nie wiem co z sobą począć, albo jak zupełnie tracę cierpliwość do ciebie i wmawiam sobie, że przecież tyle jest... ale nie potrafię powiedzieć dlaczego... Coś ciągle każe mi wracać do ciebie. W dziwny sposób czuję się za ciebie odpowiedzialny, nawet jak jesteś taka zimna i obojętna dla mnie, jak mnie unikasz - zrobiło mu się dziwnie lekko na sercu jak to powiedział. Niósł ja na rękach jak małe dziecko, wierząc że słyszy wszystko co do niej mówi.
......Śnieg ciągle jeszcze padał. Szedł już chyba ponad pół godziny. Czuł przez płaszcz jak drży z zimna. Wiedział gdzie mieszka, choć nigdy nie zaprosiła go do siebie. Spotkali się tylko kilka razy. Przystanął na chwilkę żeby złapać oddech.
- Zabiłam Anioła... - wyszeptała tak cicho, ze ledwo dało się zrozumieć jej słowa. Zmarszczył czoło i objął ją mocniej.
- Już niedaleko, zaraz będziemy na miejscu. Chyba masz gorączkę - powiedział z troską. Zatrzymał się przed drzwiami i zaczął szukać klucza w kieszeniach jej płaszcza. Popchnął drzwi i wniósł Julkę do środka mieszkania. "Nie mówiłaś, że masz kota". Położył ją na łóżku, delikatnie rozebrał z płaszcza i kozaków i przykrył ciepłą kołdrą. Poszperał trochę po mieszkaniu w poszukiwaniu jakiejś apteczki. Znalazł opakowanie leków na przeziębienie i wrócił do jej pokoju zabierając z kuchni szklankę z wodą.
- Zabiłam Anioła... - wymamrotała.
- Wypij to - powiedział, podając jej tabletkę i wodę do popicia. - Nikogo nie zabiłaś. Porozmawiamy jutro. Okrył ją dokładnie kołdrą i wyszedł z pokoju zamykając za sobą drzwi. Poszedł do kuchni poszukać zapasowych kluczy do mieszkania. Kluczy nie brakowało, ale żadne nie pasowały do wyjściowych drzwi. "Wiem, ze będziesz wściekła na mnie, ale nie mogę Cię zostawić w otwartym mieszkaniu". Znalazł koc i zdrzemną się na fotelu w kuchni.
......Dochodziła dziesiąta rano, kiedy się ocknął. Podszedł pod drzwi do pokoju Julki. "Cisza... więc jeszcze śpi". Napisał coś na kartce i wsunął pod magnes na lodówce. Zaparzył herbatę. Zza drzwi było słychać jakiś szmer i skrzypienie podłogi. "Chyba się obudziła". Wyszedł cicho z mieszkania przymykając za sobą drzwi.

- Skąd się tu wzięłam? Pamiętam jak wczoraj wyszłam na spacer i ... i nic poza tym. A może to tylko kolejny dziwny sen? Próbowała sobie przypomnieć wszystko. Bolała ją głowa i źle się czuła. Poszła do kuchni wstawić czajnik z wodą. Jakież było jej zdziwienie kiedy zobaczyła na stole szklankę z jeszcze gorącą herbatą. Do lodówki była przyczepiona kartka z napisem: "Dbaj o siebie! Twój Anioł"

- Anioł?! Ja chyba oszaleję! - krzyknęła. Zmięła ze złości kartkę i cisnęła ją w ścianę. Odgarnęła włosy z twarzy i szybkim krokiem poszła do swojego pokoju. Wysunęła kuferek spod łóżka i wyjęła pudełko po zapałkach. - Masz z tym wszystkim coś wspólnego?! Nie prosiłam cię o pomoc! No odpowiedz mi! Boże, to nie możliwe że on... Przecież on nie żyje! Więc jak się wczoraj tu znalazłam?! - mówiła coraz ciszej. "Wyszłam na spacer. Nie pamiętam dokąd szłam, ale nagle zrobiło się tak zimno... nie miałam siły już iść dalej, więc... usiadłam na chwilę na tej ławce... a potem... a potem już nic nie pamiętam". Przez chwilę zdało jej się, że czuła się wczoraj tak lekko, jakby płynęła w powietrzu, albo jakby była małym dzieckiem niesionym na rękach. Usiadła na podłodze podciągając kolana pod brodę. Oparła głowę na dłoniach i cichutko zaczęła płakać...




TEKST: Bastet

poniedziałek, 1 grudnia 2008

Anioł w pudełku od zapałek (cz. III)

........Na twarzy Julki malował się dziwny spokój. Wzięła do ręki pudełko od zapałek... przyjrzała mu się dokładnie. Jej wzrok zdał się tkwić zawieszony w jakiejś pustej przestrzeni, zmrużyła oczy i zacisnęła pudełko w swojej dłoni. Gniew pojawił się w nagle ściągniętych brwiach... "Tak jest łatwiej żyć... nie mieć wyrzutów sumienia wspominając miniony dzień... kiedy rzuca się łapczywie na każdy okruch pieszczoty jak głodne zwierzę... Tak jest łatwiej kiedy żyje się po prostu z dnia na dzień, na swój własny rachunek o nic Cię nie prosząc... nie mając do Ciebie pretensji, że jest Ci obojętny mój los... Lepiej sobie oszczędzić niepotrzebnych cierpień". Otworzyła dłoń i palcami pogładziła pudełko. "Więc znów się zjawiłeś? co chcesz tym razem mi udowodnić?!" Powoli wysunęła szufladkę małego pudełka. Uwolnione światło raziło w oczy. Przysłoniła twarz dłonią, powoli rozwierając palce, żeby przyzwyczaić się do nagłego blasku. W środku martwy jak kamień leżał on. Drzwi do pokoju zatrzasnęły się z hukiem, pomimo iż nie mogło być mowy o żadnym przeciągu. Z biurka, wprost pod jej stopy, upadła kartka z wierszem. Pod pierwszą strofą pojawiły się kolejne wersy, zapisane tym samym nieznanym jej pismem:

Lecz teraz wiem
że przyjdzie mi cierpieć

nim białe pióra
wyłowię z mroku

i drogę do Ciebie
przemierzę bosymi stopami

- Co to ma wszystko znaczyć?! Może mi powiesz?! Nie, ty już nic nie powiesz... - zamyśliła się i utkwiła wzrok w podłodze. Shadow ziewnęła, podrapała się za uchem i zeskoczyła z łóżka. Przeciągnęła się jak to mają w zwyczaju koty zaraz po przebudzeniu i podeszła do swojej pani, łasząc się nachalnie.
- Może ty mi powiesz, co mam teraz zrobić? - uśmiechnęła się ironicznie, ale kociak tylko się zjeżył na widok dziwnego światła. Wsunęła szufladkę pudełka i z powrotem schowała trumnę z aniołem do kuferka.

.......Było bardzo zimno. Poczuła to dopiero wtedy, kiedy przemierzała uliczki miasta. Chciała pozbierać myśli. Naiwnie wierzyła, że wyjście na spacer przyniesie odpowiedzi na miliony pytań, które nagle pojawiły się w jej głowie albo pozwoli znaleźć choćby namiastkę czegoś, co można by nazwać "znakiem" nadejścia czegokolwiek dobrego. Nie zastanawiała się dokąd iść. Po prostu szła przed siebie, chowając zmarznięte ręce w kieszeniach długiego płaszcza. "Kogo to obchodzi, że zabiłam Anioła?! W końcu nie mówi się o nich nic. Traktuje się je jak bohaterów baśni dla dzieci. Zresztą zabicie człowieka nie jest już niczym nowym w dzisiejszym świecie. A poza tym to był mój Anioł i to moja sprawa, czy potrzebuję ochroniarza czy nie". Szła dalej przed siebie sięgając oczami nie dalej jak za czubki zimowych kozaków. Spod zaciągniętego na czoło kaptura ledwo było widać jej zielone oczy. Zaczęło się powoli ściemniać. Ulice stawały się coraz mniej znajome, droga wybierana na oślep, byle iść tylko naprzód, byle iść dalej, dalej... i wreszcie światła zostają gdzieś z tyłu, mrok gęstnieje i nawet śnieg wydaje się być czarny jak dobra mielona kawa. Musiała iść bardzo długo, bo znalazł ją na wpół przytomną siedzącą na ławce nad rzeką.



Ps. Figurkę aniołka dostałam od dobrej koleżanki z akademika :)
A opowiadanie pisałam słuchając m. in. ścieżki dźwiękowej do filmu Osada (The Village) - jeden z utworów zamieszczony na blogowym mp3 :) piękna muzyka :) Kompozytor - James Newton Howard.

niedziela, 30 listopada 2008

Anioł w pudełku od zapałek (cz. II)

.......Przyjrzała się napisanym wyraźnie literom, przeczytała jeszcze kilka razy i odłożyła na biurko. Do pokoju zmierzała Shadow, usiadła w progu i zaczęła starannie oblizywać łapki. - Gdybyś była kocurem, pewnie nazwałabym cię Begemotem - uśmiechnęła się do siebie i wsunęła między książki podniesioną z podłogi jedną ze swoich ulubionych powieści Bułhakowa "Mistrza i Małgorzatę". Zadzwonił telefon. "Zupełnie zapomniałam..."
- Cześć... przepraszam, ale ostatnio byłam taka zabiegana, więc... tak... dziękuję, że zadzwoniłeś... postaram się znaleźć chwilkę... yhmy... spotkamy się w tym tygodniu... odezwę się... no pa i jeszcze raz przepraszam - powiedziała z wyszukaną uprzejmością i bezwładnie odwiesiła słuchawkę. "Nie rozumiem, po co do mnie dzwonisz? Za każdym razem Cię przepraszam, że się nie odezwałam, że zapomniałam. A Ty ciągle dzwonisz z naiwnością, że tym razem usłyszysz co innego w drodze moich tłumaczeń."
........Rzecz w tym, że wcale nie miała ochoty na spotkanie. Od dłuższego czasu nie było w jej życiu nikogo. Zupełnie jej przestało zależeć na tym. Miłość się zużywa... Odchodzi i zabiera ze sobą wszystko, obracając szczęście w garść zasuszonych wspomnień. To jest trochę tak, jak z rzuceniem palenia po długim czasie i nagłym dostrzeżeniem zapomnianych zapachów roślin i smaków potraw. Tylko, że teraz... docenia się smak życia... przestrzeń w pustych wagonach tramwajowych, samotność wypisaną na twarzach obcych ludzi, ich tęsknotę za dotykiem wyglądającą spod spuszczonych powiek i mimo tego odgradzać się od tych właśnych spostrzeżeń, chowająć świadomie ręce w kieszenie, uparcie wmawiając sobie, że się nie dzieli losu mijanych przed momentem ludzi. Tymczasem wskazówki zegara wydają się płynąć wolniej, palce szukające bliskości nużą sie tylko w stronicach na nowo czytanych książek, topią się w miękkiej sierści kota... i te słodkie dźwięki muzyki z ulubionych płyt... delikatne szarpanie strun gitary albo ciche, stukanie w klawisze fortepianu... kilka delikatnych wysokich dźwięków... jakby rodził się ciepły uśmiech... potem oczami wyobraźni podąża się za szeptaniem wysokich traw... jej falowaniem w uniesieniu pod wpływem letniego wiatru, pragnieniem zatracenia się w sobie; czuje się słodki ciężar spadających na nie ciepłych kropel deszczu... cisza... jeden obcy dźwięk... potem drugi podobny... tamte delikatne pierwsze dźwięki zdają się po omacku szukać siebie, wyciągają ręcę, rozchylają zasłony nagle zastanej nocy, ale tych kilka... tych kilka zgrzytających, kłujących brzmień warczy, żeby zgubić je, roztrzaskać uderzeniem piorunu, zmieszać z wichurą, już nie słodkim, ale z gorzkim i cierpkim ciężarem kropel zimnych... słonych... z ciężarem mroku...
....... Jeżeli można skoczyć z okna, to lepiej stojąc na parapecie najwyższego piętra... niebo utopić gołymi rękoma w kałuży... takiej najmniejszej... przysypanej jesiennymi liśćmi białych piór...
........Kiedyś wierzyła, że spotkała Anioła. Wierzyła, że dane jej było dotknąć nieba. Ale to było zaledwie jego odbicie w kałuży. Anioł okazał się nie być Aniołem. Nigdy w życiu tak bardzo sie nie pomyliła. Kałuża dawno wyschła, nie pozostawiając śladu po swoim istnieniu.
i... zrobił się........Julka kończyła sprzątanie pokoju. Shadow zwinięta w kłębek spała niewinnie na łóżku. Przez okno wpadły pierwsze nieśmiałe promienie słońca kładąc się na ścianach pokoju. W jednym miejscu zdawały się rzucać światło niezwykle jasne i ciepłe. Julka odwróciła głowę w kierunku dziwnego światła. Promienie padały na mały wiklinowy kuferek wystający spod łóżka. Podeszła bliżej i wysunęła kuferek. Otworzyła go i nagle odsunęła od niego dłonie. Przez chwilę jej palce pozostały rozwarte jakby bały się czegoś i powoli zaczęły składać się w zaciśnięte pięści. Na dnie kuferka leżało pudełko od zapałek... "Pamiętam, byłeś przy mnie każdego dnia. Byłeś przy mnie kiedy chciałam Cię uwielbiać dziękując za wszystko i kiedy ze zgarbioną duszą wracałam do Ciebie, na kolanach prosząc o wybaczenie za swoja ucieczkę. Potem... to było tak... nie wiem... jakoś nagle... zauważyłam, że poprostu nie ma Cię w moim życiu. Patrzyłeś na mnie tym swoim znaczącym spojrzeniem , a ja przechodziłam obok Ciebie obojętnie, jak przechodzi się codziennie między tysiącami obcych twarzy. Zacementowałam Cię w ścianie swoją obojętnością! Ale Ty byłeś mimo wszystko, stałeś uparcie, a ja poraz ostatni patrząc ci w oczy , zaprzeczyłam, ze miłość istnieje. Nie na tym polega miłość kiedy się odchodzi na zwsze, żeby rzucić komuś w twarz słowa nienawiści, wbić w skórę długie szpilki kłamstw! Wystarczyłoby kilka słów... Tych kilka szczerych słów - żeby zamknąć przeszłość na ostatni guzik i już nigdy do niej nie wracać. Potem przysłałeś jego. Kazałeś mu być przy mnie. A ja widziałam tylko Twoją kpinę w jego skrzydłach. Musiałam to zrobić. Nie mogłam patrzeć na te białe pióra. Wyrwałam je wszystkie... do ostatniego taki mały... stał sie zaledwie martwą figurką wielkości rzecznego kamyczka. Zamknęłam go w tym pudełku, żeby przestał świecić. Zabiłam go! Zabiłam Ciebie..."

TEKST: Bastet

Właśnie sobie zdałam sprawę, ze przepisałam dopiero 2,5 strony z 9 :D Na pewno jeszcze chcecie ciąg dalszy? ;->

sobota, 29 listopada 2008

Anioł w pudełku od zapałek (cz. I)

Od dłuższego czasu zastanawiałam się nad publikacją na łamach bloga innych swoich tekstów tj. tych prozatorskich. Za 'nie' przemawiał argument, że są zbyt długie. Ale z drugiej strony ten blog to taka moja mała skarbonka, gdzie mieści się wszystko co jest mną, wszystkie moje pasje małe i duże, wszystko to, co wymyka się z niedomkniętych szaf i szuflad :) Moje pisanie czym jest? Terapią przede wszystkim :) I właśnie z tego powodu powstało większość tekstów - żeby nazwać swoje uczucia, te dobre i te złe i żeby zamknąć pewien rozdział życia... nabrać dystansu do pewnych spraw, do przeszłości.
To opowiadanie powstało jakieś 3 lata temu i nigdzie publikowane nie było, więc będzie to jego pierwsze wychylenie się na światło dzienne :)



.......Jej drobne palce stukały w rytm muzyki na klawiaturze. Ostatnie słowa rodziły się na białym tle, stając się kilkoma zdaniami lepionymi na kształt zbrodni, która stała się jej udziałem jakiś czas temu. Zaciągnęła rękawy na zmarznięte dłonie. Za oknem biały śnieg wydawał się panować nad całą ziemią, pchając swoje puszyste ciało we wszystkie zakamarki świata. Słońce chyba umarło... Nie widziano go od kilku miesięcy. To nie dobrze. Zimą ludzie są jak rośliny - zwiędnięte, oskubane z życia do ostatniego liścia. Oderwała wzrok od komputera i utopiła swój wzrok w białym śniegu. Te kroki, małe i duże wydawały się być blizną na nieskalanej bieli. Nagle jej uwagę przykuło coś dziwnego. To niemożliwe... a jednak. To nie były zwykłe ślady na śniegu, ale stopy odbite tak dokładnie, niewiarygodnie wyraźnie... Ludzkie bose stopy...

.......Otworzyła oczy i spojrzała na zegarek. Dochodziła godzina dziesiąta, więc pora już wstawać. Julka miała wrażenie, że śniło jej się coś niezwykłego, ale mimo wszelkich starań nie potrafiła sobie przypomnieć dzisiejszego snu. Za oknem nieprzerwanie padałał śnieg. Nie lubiła zimy. Tłumiła w niej całą radość, zaciskała na szyi palce depresji jak zimowy szalik. Rozejrzała się po pokoju. Na wszystkich krzesłach wisiały zmięte ubrania, zapisane w pośpiechu kartki leżały wszędzie porozrzucane na podłodze. "Trzeba będzie posprzątać wreszcie". Zdjęła piżamę ubrała się ciepło, wsunęła stopy w pantofle i poszła do kuchni.
- Mmmm.... jesteś głodna? Zaraz Cię nakarmię. Hmmm... Gdzie twoja miska?
Mała Shadow plątała jej się pod nogami. Julka nalała mleka do miseczki i przyglądała się przez chwilę czarnemu kociakowi. Nastawiła wodę na herbatę, rozsunęła zasłony w oknie żeby wpuścić trochę dziennego światła, usiadła przy oknie podpierając dłonią brodę i martwo zawiesiła wzrok na ciągle padającym śniegu. "To nie prawda, że ludzie są szczęśliwi, nawet jak na takich wyglądają... Można udawać, że wszystko jest w porządku, że niczego nam nie brak do szczęścia... Można śmiać się do bólu w gronie przyjaciół, a potem, jeszcze tego samego dnia, płakać cicho w nocy... ze skrajności popadać w skrajność. Wciąż jeździć tramwajem, przyklejać rzęsy do szyby i myśleć o czymś, co odeszło i tylu złych rzeczach, które się stały w gniewie i złości. W tramwaju, pociągu wszystko wydaje się mieć zmieniony kształt. Czas wyjęty ze swoich granic rozciąga się, masz go niemal na dłoni, głaszczesz go jak oswojonego kota. Zanurzasz się w nim, wyławiasz wszystkie chwile i cieszysz się nimi jakby trwały tu i teraz. A tymczasem, jakby na przekór tobie, czas za oknem płynie inaczej. Szybciej niż zwykle. I pomyśleć, że te dwa światy dzieli tylko kawałek przeszklonej ściany. I właśnie ta ściana pozwala nam się czuć bezpiecznie. Patrzysz w oczy płynącemu czasowi i kpisz z niego. Z jednej strony to unicestwienie każdej chwili, z drugiej jednak, ma się coraz większą świadomość tego, że podróż w czasie zaraz dobiegnie końca. Drzwi się uchylą. Zostaniesz sam na pastwę zwykłej rzeczywistości. Zdasz sobie sprawę, że miłe chwile dawno obróciły się w proch przeszłości i nigdy nie wrócą. Przesypią się przez palce jak drobny piasek. Zostaną puste dłonie, powoli zaciskające się w pięści..." Woda w czajniku prawie zupełnie się wygotowała... "Czasem ludzie pozbywają się ostatniej deski ratunku na złość samym sobie, żeby udowodnić wszystkim za wszelką cenę, że nie potrzebują pomocy. Nie tak miało być, nie tak..." Zjadła śniadanie i zabrała się do sprzątania. Uklękła na podłodze i zaczęła zbierać porozrzucane kartki. Kiedyś potrafiła pisać wiersze bez opamiętania, słowa na oślep rzucały się na papier, szalone i namiętne, cierpkie, słodkie i gorzkie zarazem. Teraz z trudem szukała odpowiednich słów. Jakieś głosy serca, wewnętrzna pustka nie pozwalały na dawną lekkość tworzenia. Coś nie dało jej spokoju... przetasowała pozbierane przed momentem wiersze.
- Przecież... widziałam to gdzieś! Skądś znam te słowa, jakbym sama je pisała, ale... to przecież nie moje pismo...


Pod wieczór będę Cię sądził z miłości
mówiłeś do mnie
a ja pióro po piórze
rwałam ze skrzydeł Aniołów Stróżów

Tekst: Bastet

czwartek, 27 listopada 2008

Lśnienie...

.



A to takie moje eksperymenty fotograficzne ;) Lubię bawić się światłem, na przekór wszelkim zasadom :) Czasem ciekawe efekty można tym sposobem uzyskać.

Ps. Dla zainteresowanych: Moje fotografie z serii "Kraków" można obejrzeć w Empiku w Galerii Kazimierz (galeria na antresoli)

środa, 26 listopada 2008

Daguizm

Moje inspiracje Baduizmem są niewątpliwe. Jestem niepoprawnie zachwycona Eryką po pierwsze ze względu na jej muzykę, po drugie ze względu na jej etniczny styl :) Jej turbany są absolutnie nie do pobicia - majstersztyk!
Ale wypracowałam swoją własną filozofię życiową, którą zwę Daguizmem :D

A tu Erykah: Och! Ach!
Dredów sobie nigdy nie zrobię :) Ale, ale... zrobienie takiej szopy jest chyba wykonalne (planuję na sylwestra :D).




A tu moja ulubiona sukienka w 2 wersjach:
1) jako spódnica


sukienka: stradivarius
bluzka: amisu
pasek: c&a
kolczyki: drewniane krążki - hm
bransoletka: bazarek

2) jako sukienka

sukienka: stradivarius
kolczyki: bazarek 10zł

wtorek, 25 listopada 2008

Nefretete (odsłona 2)

Zestaw już znany, acz teraz w zimowym wydaniu - postanowiłam go odświeżyć trochę :) Chusta też znana (z postu Pocztówka z Egiptu - tam w roli spódnicy oraz z postu Coś z niczego - top) . Jak widać jest wielofunkcyjna :D


pasek: sh
biżuteria: przerobiona przeze mnie z koralikowego paska :)

poniedziałek, 24 listopada 2008

asymetrycznie z orientalnym akcentem

Spódniczką się już kiedyś chwaliłam. Tym razem występuje solo :). Mam jakieś biżuteryjne zboczenie - jakoś łyso bym się czuła bez jakiegoś naszyjnika i kolczyków ;)). Do tej wielokolorowej spódnicy idealnie pasuje wisior z czerwonymi akcentami.
Średnio się przejmuję faktem, że buty mi trochę nie pasują (ważne, że są ciepłe), aczkolwiek muszę przyznać, że nadają całości mocniejszego akcentu.



spódnica: sh
pasek: sh
wisior: zrobiony własnoręcznie
płaszcz: hm
szal: sh
torba: New Yorker
buty: lesta

piątek, 21 listopada 2008

Kamień w wodzie

.



Kamień w wodzie

Pierwszy rzuciłeś kamieniem - osunęłam się wzdłuż linii grzechu

... Mówisz, że przeszłość można wydać na ukamienowanie...

- To nie prawda, że miłość wybacza wszystko
Słowa tkwią jak drzazgi pod powiekami

Skrzydła złożone w linię horyzontu
rozpięte między początkiem i końcem
depczą po zgliszczach zerwanych mostów

Wyrwane pióra kładą się na kałużach jak jesienne liście
a mówiłeś że jesień to nasza pora roku...

Patrzę na pióra unoszące się na tafli wody
z całej siły ciskając w nie swoim kamieniem


Tekst: Bastet
Fot.: Bastet
Modelka: M.

Zawsze chciałam mieć takie coś! ( Pocztówka z Egiptu)

Mój kolejny sposób na tę chustę (miał poczekać na wakacje, ale wykorzystałam poniekąd patent Baglady na noszenie pod spodem getrów na rajstopy, więc jest mi szalenie ciepło:)). Uwielbiam tę chustę ze względu na te "egipskie" wzorki i będę ją eksploatować na wszystkie możliwe sposoby :D Żałuję, że nie kupiłam jeszcze jednej takiej.
W wersji letniej idealnie będą pasowały koturny. A w zimowej, no cóż, nie posiadam butów, które by jakoś pasowały oszałamiająco do niej, ale z płaszczem nie wygląda to chyba tragicznie.
Mam nadzieję, że się w niej jutro nie zabiję, bo ciężko w niej solidny krok postawić ;) Siostra się śmiała, że będę jak jakaś Gejsza (lub Buka z Muminków) płynęła po krakowskich chodnikach ;D Ale już coś wymyśliłam (potrzeba matką wynalazku!) - podpięłam wewnętrzny róg do góry agrafką i jest ok :)
Taki mi trochę egipski zestaw wyszedł :) (nie wiem, czy na zdjęciu coś widać, ale na powiekach mam takie czarne kreski wychodzące poza zewnętrzny kącik oka).



Tak teraz patrzę, że chyba do płaszcza lepiej czarna chusta będzie pasowała, bo ta ma trochę inną kolorystykę :/

chusta: sklep indyjski 9zł
pasek, koturny: c&a
bluzka: hm 39zł
torba: prezent od kuzynki
płaszcz:hm
chusta na szyi: sh 3zł
pasek na płaszczu: sh 17zł
wisior: hand made
kolczyki: straganik na Floriańskiej 10zł

środa, 19 listopada 2008

A little less provocation ;)

Moja zeszłoroczna sylwestrowa sukienka w zimowym wydaniu :). (Na Sylwestrze byłam w samej sukience :) w koronkowych rajstopach i balerinkach - co wyglądało dość apetycznie :D musicie mi wierzyć - Oblubieniec nie lubi jak ją zakładam, bo się za dużo ludzi ogląda za mną ;) - ale faceci już tacy są- najchętniej by nas trzymali w klatce- i trzeba im to wybaczyć). Ja generalnie baaaaaaaardzo rzadko chodzę w krótkich spódniczkach tudzież takich eksponujących sukienkach, zdecydowanie wolę długość do ziemi :). Postanowiłam nadać tej sukience trochę bardziej topornego looku i chyba mi się udało ;)



Sukienka: cubus
spodnie: cropp
buty: lesta
futerko: własnoręcznie uszyte
szal: sh
kolczyki: prezent od Oblubieńca :)

Krakowski Kazimierz moimi oczami

.


I jeszcze jedno z tej serii (moja jedyna odbitka), negatyw z tą klatką został zniszczony przez nieudolnego fotografa! :-@ Od tamtej pory wywołuję sama zdjęcia :D A to ujęcie muszę koniecznie powtórzyć! Mam nadzieję, że znajdę kiedyś odpowiedniego modela i doczekam się, aż znowu na tymi drzwiami pojawi się reflektor (bo został chyba zdjęty - przynajmniej jak byłam tu ostatnio, to nie było :/)


Fot.: Bastet
(zdjęcia robione kilka lat temu, Kazimierz - jedno z moich ulubionych zdjęć :))

Konstanty Ildefons Gałczyński - Ocalić od zapomnienia

Ile razem dróg przebytych,
ile ścieżek przedeptanych,
ile deszczów, ile śniegów
wiszących nad latarniami,
ile listów, ile rozstań,
ciężkich godzin w miastach wielu,
i znów upór żeby powstać
i znów iść i dojść do celu.

Ile w trudzie nieustannym
wspólnych zmartwień,
wspólnych dążeń,
ile chlebów rozkrajanych,
pocałunków, schodów, książek,
oczy Twe jak piękne świece
a w sercu źródło promienia
więc ja chciałbym
Twoje serce ocalić od zapomnienia.

U Twych ramion płaszcz powisa,
krzykliwy, z leśnego ptactwa,
długi przez cały korytarz,
przez podwórze, aż gdzie gwiazda Wenus (Mars ?)
A tyś lot i górność chmur,
blask wody i kamienia.
Chciałbym oczu Twoich chmurność
ocalić od zapomnienia.

Marek Grechuta - Ocalić od zapomnienia. (Piękna jest ta piosenka)

poniedziałek, 17 listopada 2008

Czarownica :)

Do pełni zaistnienia tego faktu brakuje mi chyba tylko miotły i butów czarownicy :D Kota czarnego mam i czarownicowywujący look chyba też ;)
Chciałam coś mrocznego Komedy na mp3 wrzucić (motyw z Dziecko Rosemary, acz w pięknym wydaniu Marysi Sadowskiej) , ale Youtube coś ubogie w taką muzykę, a poza tym nie będę jazzem męczyć, bo nie wszyscy lubią ;)
Dla zainteresowanych- fragment tego wykonania tutaj (Intro - kołysanka Rosemary I) . A swoją drogą to piękna płyta :) jedna z moich ulubionych. Polecam!


Właśnie pastwię się nad "Opowieściami galicyjskimi" :)

spódnica: sh (atmosphere)
bluzka: bershka
kolczyki: bazarek na Floriańskiej

Taki ze mnie trochę skate ;)

Heh, pewnie będzie wam trudno w to uwierzyć, ale niegdyś, jak maniakalny zapaleniec, słuchałam hip-hopu i amerykańskiego rapu. Nosiłam wtedy szerokie bluzy i spodnie z krokiem w kolanach tudzież ogrodniczki ze spuszczonymi w dól szelkami ;D Przez kilka lat toczyła się zaciekła bitwa o muzykę między mną i siostrami (które też wierne były temu prądowi) a moim tatą, który jest maniakalnym z kolei słuchaczem klasyki - nie rozumianej tutaj jako muzyka klasyczna. Tata cierpliwie czekał aż wyrośniemy z młodzieńczego buntu. Ostatecznie poniosłyśmy sromotną klęskę. Aczkolwiek do tej pory znam na pamięć niektóre teksty polskich zespołów z tamtego okresu. A miłość do szerokich spodni, jak widać, przetrwała do dzisiaj :)



Spódnico-spodnie: sh (upolowane kilka lat temu)
koszula: hm
pasek: sh
chustka w koty: cubus

piątek, 14 listopada 2008

Granica

- Przypatruję się tobie z pewnym namaszczeniem. Widzę w twoich oczach niedowierzanie temu, co widzą i mam nieodparte wrażenie, że za tym drżącym, ledwo zauważalnym uśmiechem, zęby zaciskają się mocno i boleśnie. Nie zaprzeczaj! Nie usprawiedliwiaj się! To tylko gniew, złość, chwilowe zwątpienie... Często sama sobie to powtarzam. A potem mam żal do siebie, że ten gniew to tylko zwyczajna niemoc własnej siebie...
- Dziwi cię to?
- Przecież to proste. Wystarczy, że dłoń wyciągnę... oglądam ją ze wszystkich stron, z wierzchu, od zewnętrznej strony, drepczę spojrzeniem po tych liniach zapisanych przez życie dla życia - jak bilet w jedną stronę... wepchnięcie w pociąg... bez przesiadki... wysiadasz gdzieś... i nie masz pojęcia gdzie to "gdzieś" tak właściwie jest... - oglądam tę dłoń od strony nie mojej, od strony poza mną, ale przecież będącej mną. Delikatnie głaszczę granicę tych dwóch światów. Zastanawiam się czy palce, kiedy się stykają, mają świadomość tego substytutu własnej rzeczywistości... Jakie to zabawne... dotykam przepaści, namacalnej jak nigdy przedtem... Gładka, zimna powierzchnia - maska! To tylko maska... - tam wewnątrz pulsują jeżące się ostrza kryształowych zębów.
- Jaki związek ma niemoc z dłonią?
- Popatrz! Wyciągam dłoń przed siebie. Zmuszam się do gniewu. Nie! Wcale nie muszę się zmuszać, bo on jest przecież we mnie... i jedyne co teraz mogę zrobić, to palce skulić w pięść!
- Myślisz że to gotowość do ataku?
- Ja myślę, że jeśli człowiek się kuli, to ze strachu, z tchórzostwa, z niemocy, ze zgody na własną bezradność. Te dłonie, skulone w pięści... wydają się takie same, one się kulą z niemocy i bezsilności... ATAK! CIOS! - są tylko niewiarą św. Tomasza, są tylko dotknięciem tego, czemu oczy nie wierzą...
- Udowodnij, że mówisz prawdę!
- Proszę... Zaciskam pięść i wymierzam cios - cios nie w pustą przestrzeń, wymierzam cios w ciebie, żeby się przekonać, że nie istniejesz, żeby zaprzeczyć tobie! Uderzam! Granica naszych dwóch światów rozsypuje się szklanym pyłem, prosto pod moje stopy. Zastanawiam się, czy ty to widzisz? Czy teraz dowiodłam, że ciebie nie ma? Absurd! Jeszcze przed chwilą. zanim ściągnęłam z przepaści maskę, patrzyłaś na mnie pytająco. A przecież gdyby nie ja, nie byłoby ciebie. Patrzysz na mnie teraz ukradkiem milionami szklanych oczu, warczysz na mnie tymi rozsypanymi ostrzami, oślepiasz mnie swoim kłującym blaskiem. Jesteś na mnie zła, wściekła!
- Myślisz, że pokonałaś własną niemoc?
- Unicestwiłam siebie... jestem winna swojej pozornej śmierci mnie we mnie. Dowiodłam sobie - wbrew temu, że już to wiedziałam, ale mimo wszystko chciałam dowieść to tobie... - że ty i tak jesteś! Moja niemoc wyłania się nagle z mroku... zauważam, że patrzysz na mnie tymi samymi oczami z innych szklanych granic tego świata, z innych jej przepaści... namacalnych tak samo jak fakt, że zniszczyłam tylko jeden most między nami, zdegradowałam go do szczęścia potłuczonego na okres siedmiu lat i pięści naznaczonej czerwonymi kapiącymi liniami...




TEKST: Bastet. Publikowany w periodyku literackim Sekcji Twórczości Oryginalnej. (AP w Krakowie)
Fot. : Autoportret

czwartek, 13 listopada 2008

Instrukcja wiązania turbanu

W związku z tym, że pytacie o mój sposób wiązania turbanu, postanowiłam spełnić wasze życzenie.
Przedstawiam wam obrazkową instrukcję. Mam nadzieję że jest dosyć czytelna :) W razie problemów pytać :)



Wernisażowe dylematy...

W niedziele odbędzie się wernisaż, na którym (wśród innych poetów i poetek krakowskich) wystąpię i ja :) Jestem najmłodszą członkinią tego stowarzyszenia :) W sumie miałam teraz tyle na głowie - praktyki w gimnazjum i inne sprawy, że miało mnie nie być na tym wernisażu. Wiersza nie wysłałam - czasu jakoś mi brakło, żeby się tym zająć :/ Pewnego dnia ktoś zadzwonił do mnie, że jak to się stało, że mnie tam nie będzie i że wernisaż nie może się odbyć bez mojego udziału. Cóż, bardzo to był miły telefon :) i jeszcze tyle komplementów pod adresem mojej twórczości padło, że nie mogłam odmówić :) Pojawię się więc i odczytam swój wiersz, aczkolwiek tym razem nie będzie on zamieszczony w przewodniku po wystawie malarskiej.
Dla niewtajemniczonych: Jest to bardzo specyficzne środowisko artystyczne, do którego przypadkiem trafiłam i w ogóle podchodzę do niego z dużą dawką humoru :) Większość uczestników jest w wieku moich dziadków :D I też bardzo specyficzna publiczność przychodzi nas słuchać i oglądać wystawę malarską. Z osób być może znanych szerszemu gronu należałoby wymienić malarza i grafika Stefana Berdaka oraz krakowskiego jazzmana i zarazem polskie wcielenie Raya Charlesa - Jerzego Bożyka (fortepian i wokal) :D

zdjęcie stąd

Jako najmłodszy narybek zaczęłam się przyczyniać do pojawiania się młodszej publiczności, z czego się cieszę :)

Mam dylemat co na się włożyć.
Mam kilka propozycji i nie wiem, na co się zdecydować :-@


1) CARYCA :) Pomieszałam kilka stylów. Główne inspiracje to oczywiście folklor rosyjski ale i też trochę orientalnego klimatu. Zastanawiam się czy bardziej pasuje beżowy sweterek czy bordowe bolerko?



w roli głównej kopertowa spódnica: sh 1,90!!!!
top: amisu
pasek: sh
bolerko:sh
sweterek: top secret
torba: cudne tłoczenia! Dostałam od kuzynki :)
wisior: wykonany przeze mnie :)
buty: prezent od dziadka, hehe

Przypomniałam sobie, że mam fioletowy sweterek :D (w sumie to trochę nie bardzo mogę wełnę nosić, ale jakoś przeżyję). Wykopałam go kiedyś w lumpeksie. Teraz jakoś moja młodsza siostra się do niego przykleiła :)

Wersja ostateczna- decyzja chyba podjęta :)




2) orientalnie z chustą


3) orientalnie z asymetryczną bluzką



No i na co się zdecydować??