niedziela, 30 listopada 2008

Anioł w pudełku od zapałek (cz. II)

.......Przyjrzała się napisanym wyraźnie literom, przeczytała jeszcze kilka razy i odłożyła na biurko. Do pokoju zmierzała Shadow, usiadła w progu i zaczęła starannie oblizywać łapki. - Gdybyś była kocurem, pewnie nazwałabym cię Begemotem - uśmiechnęła się do siebie i wsunęła między książki podniesioną z podłogi jedną ze swoich ulubionych powieści Bułhakowa "Mistrza i Małgorzatę". Zadzwonił telefon. "Zupełnie zapomniałam..."
- Cześć... przepraszam, ale ostatnio byłam taka zabiegana, więc... tak... dziękuję, że zadzwoniłeś... postaram się znaleźć chwilkę... yhmy... spotkamy się w tym tygodniu... odezwę się... no pa i jeszcze raz przepraszam - powiedziała z wyszukaną uprzejmością i bezwładnie odwiesiła słuchawkę. "Nie rozumiem, po co do mnie dzwonisz? Za każdym razem Cię przepraszam, że się nie odezwałam, że zapomniałam. A Ty ciągle dzwonisz z naiwnością, że tym razem usłyszysz co innego w drodze moich tłumaczeń."
........Rzecz w tym, że wcale nie miała ochoty na spotkanie. Od dłuższego czasu nie było w jej życiu nikogo. Zupełnie jej przestało zależeć na tym. Miłość się zużywa... Odchodzi i zabiera ze sobą wszystko, obracając szczęście w garść zasuszonych wspomnień. To jest trochę tak, jak z rzuceniem palenia po długim czasie i nagłym dostrzeżeniem zapomnianych zapachów roślin i smaków potraw. Tylko, że teraz... docenia się smak życia... przestrzeń w pustych wagonach tramwajowych, samotność wypisaną na twarzach obcych ludzi, ich tęsknotę za dotykiem wyglądającą spod spuszczonych powiek i mimo tego odgradzać się od tych właśnych spostrzeżeń, chowająć świadomie ręce w kieszenie, uparcie wmawiając sobie, że się nie dzieli losu mijanych przed momentem ludzi. Tymczasem wskazówki zegara wydają się płynąć wolniej, palce szukające bliskości nużą sie tylko w stronicach na nowo czytanych książek, topią się w miękkiej sierści kota... i te słodkie dźwięki muzyki z ulubionych płyt... delikatne szarpanie strun gitary albo ciche, stukanie w klawisze fortepianu... kilka delikatnych wysokich dźwięków... jakby rodził się ciepły uśmiech... potem oczami wyobraźni podąża się za szeptaniem wysokich traw... jej falowaniem w uniesieniu pod wpływem letniego wiatru, pragnieniem zatracenia się w sobie; czuje się słodki ciężar spadających na nie ciepłych kropel deszczu... cisza... jeden obcy dźwięk... potem drugi podobny... tamte delikatne pierwsze dźwięki zdają się po omacku szukać siebie, wyciągają ręcę, rozchylają zasłony nagle zastanej nocy, ale tych kilka... tych kilka zgrzytających, kłujących brzmień warczy, żeby zgubić je, roztrzaskać uderzeniem piorunu, zmieszać z wichurą, już nie słodkim, ale z gorzkim i cierpkim ciężarem kropel zimnych... słonych... z ciężarem mroku...
....... Jeżeli można skoczyć z okna, to lepiej stojąc na parapecie najwyższego piętra... niebo utopić gołymi rękoma w kałuży... takiej najmniejszej... przysypanej jesiennymi liśćmi białych piór...
........Kiedyś wierzyła, że spotkała Anioła. Wierzyła, że dane jej było dotknąć nieba. Ale to było zaledwie jego odbicie w kałuży. Anioł okazał się nie być Aniołem. Nigdy w życiu tak bardzo sie nie pomyliła. Kałuża dawno wyschła, nie pozostawiając śladu po swoim istnieniu.
i... zrobił się........Julka kończyła sprzątanie pokoju. Shadow zwinięta w kłębek spała niewinnie na łóżku. Przez okno wpadły pierwsze nieśmiałe promienie słońca kładąc się na ścianach pokoju. W jednym miejscu zdawały się rzucać światło niezwykle jasne i ciepłe. Julka odwróciła głowę w kierunku dziwnego światła. Promienie padały na mały wiklinowy kuferek wystający spod łóżka. Podeszła bliżej i wysunęła kuferek. Otworzyła go i nagle odsunęła od niego dłonie. Przez chwilę jej palce pozostały rozwarte jakby bały się czegoś i powoli zaczęły składać się w zaciśnięte pięści. Na dnie kuferka leżało pudełko od zapałek... "Pamiętam, byłeś przy mnie każdego dnia. Byłeś przy mnie kiedy chciałam Cię uwielbiać dziękując za wszystko i kiedy ze zgarbioną duszą wracałam do Ciebie, na kolanach prosząc o wybaczenie za swoja ucieczkę. Potem... to było tak... nie wiem... jakoś nagle... zauważyłam, że poprostu nie ma Cię w moim życiu. Patrzyłeś na mnie tym swoim znaczącym spojrzeniem , a ja przechodziłam obok Ciebie obojętnie, jak przechodzi się codziennie między tysiącami obcych twarzy. Zacementowałam Cię w ścianie swoją obojętnością! Ale Ty byłeś mimo wszystko, stałeś uparcie, a ja poraz ostatni patrząc ci w oczy , zaprzeczyłam, ze miłość istnieje. Nie na tym polega miłość kiedy się odchodzi na zwsze, żeby rzucić komuś w twarz słowa nienawiści, wbić w skórę długie szpilki kłamstw! Wystarczyłoby kilka słów... Tych kilka szczerych słów - żeby zamknąć przeszłość na ostatni guzik i już nigdy do niej nie wracać. Potem przysłałeś jego. Kazałeś mu być przy mnie. A ja widziałam tylko Twoją kpinę w jego skrzydłach. Musiałam to zrobić. Nie mogłam patrzeć na te białe pióra. Wyrwałam je wszystkie... do ostatniego taki mały... stał sie zaledwie martwą figurką wielkości rzecznego kamyczka. Zamknęłam go w tym pudełku, żeby przestał świecić. Zabiłam go! Zabiłam Ciebie..."

TEKST: Bastet

Właśnie sobie zdałam sprawę, ze przepisałam dopiero 2,5 strony z 9 :D Na pewno jeszcze chcecie ciąg dalszy? ;->

2 komentarze:

  1. heh myślała że spotkała Anioła...Ja spotkałam tyle że odfrunął :(

    Ja chcę kolejne strony! Będę czekać! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. nie bój żaby, jeszcze go spotka :D

    A tak swoją drogą, mój były Anioł... no właśnie to jest o moim byłym Aniele, albo raczej kimś, kto się za niego przebrał...

    OdpowiedzUsuń

Komentarze zawierające SPAM oraz jakąkolwiek REKLAMĘ (w tym reklamowanie własnego bloga) będę kasowała!
Anonimie zdradź swe imię! :) Chyba, że chcesz być Anonimem1,Anonimem2, Anonimem3...
Aby załączyć aktywny link zamieść następujący kod:
<a href="adres">nazwa</a>