piątek, 14 listopada 2008

Granica

- Przypatruję się tobie z pewnym namaszczeniem. Widzę w twoich oczach niedowierzanie temu, co widzą i mam nieodparte wrażenie, że za tym drżącym, ledwo zauważalnym uśmiechem, zęby zaciskają się mocno i boleśnie. Nie zaprzeczaj! Nie usprawiedliwiaj się! To tylko gniew, złość, chwilowe zwątpienie... Często sama sobie to powtarzam. A potem mam żal do siebie, że ten gniew to tylko zwyczajna niemoc własnej siebie...
- Dziwi cię to?
- Przecież to proste. Wystarczy, że dłoń wyciągnę... oglądam ją ze wszystkich stron, z wierzchu, od zewnętrznej strony, drepczę spojrzeniem po tych liniach zapisanych przez życie dla życia - jak bilet w jedną stronę... wepchnięcie w pociąg... bez przesiadki... wysiadasz gdzieś... i nie masz pojęcia gdzie to "gdzieś" tak właściwie jest... - oglądam tę dłoń od strony nie mojej, od strony poza mną, ale przecież będącej mną. Delikatnie głaszczę granicę tych dwóch światów. Zastanawiam się czy palce, kiedy się stykają, mają świadomość tego substytutu własnej rzeczywistości... Jakie to zabawne... dotykam przepaści, namacalnej jak nigdy przedtem... Gładka, zimna powierzchnia - maska! To tylko maska... - tam wewnątrz pulsują jeżące się ostrza kryształowych zębów.
- Jaki związek ma niemoc z dłonią?
- Popatrz! Wyciągam dłoń przed siebie. Zmuszam się do gniewu. Nie! Wcale nie muszę się zmuszać, bo on jest przecież we mnie... i jedyne co teraz mogę zrobić, to palce skulić w pięść!
- Myślisz że to gotowość do ataku?
- Ja myślę, że jeśli człowiek się kuli, to ze strachu, z tchórzostwa, z niemocy, ze zgody na własną bezradność. Te dłonie, skulone w pięści... wydają się takie same, one się kulą z niemocy i bezsilności... ATAK! CIOS! - są tylko niewiarą św. Tomasza, są tylko dotknięciem tego, czemu oczy nie wierzą...
- Udowodnij, że mówisz prawdę!
- Proszę... Zaciskam pięść i wymierzam cios - cios nie w pustą przestrzeń, wymierzam cios w ciebie, żeby się przekonać, że nie istniejesz, żeby zaprzeczyć tobie! Uderzam! Granica naszych dwóch światów rozsypuje się szklanym pyłem, prosto pod moje stopy. Zastanawiam się, czy ty to widzisz? Czy teraz dowiodłam, że ciebie nie ma? Absurd! Jeszcze przed chwilą. zanim ściągnęłam z przepaści maskę, patrzyłaś na mnie pytająco. A przecież gdyby nie ja, nie byłoby ciebie. Patrzysz na mnie teraz ukradkiem milionami szklanych oczu, warczysz na mnie tymi rozsypanymi ostrzami, oślepiasz mnie swoim kłującym blaskiem. Jesteś na mnie zła, wściekła!
- Myślisz, że pokonałaś własną niemoc?
- Unicestwiłam siebie... jestem winna swojej pozornej śmierci mnie we mnie. Dowiodłam sobie - wbrew temu, że już to wiedziałam, ale mimo wszystko chciałam dowieść to tobie... - że ty i tak jesteś! Moja niemoc wyłania się nagle z mroku... zauważam, że patrzysz na mnie tymi samymi oczami z innych szklanych granic tego świata, z innych jej przepaści... namacalnych tak samo jak fakt, że zniszczyłam tylko jeden most między nami, zdegradowałam go do szczęścia potłuczonego na okres siedmiu lat i pięści naznaczonej czerwonymi kapiącymi liniami...




TEKST: Bastet. Publikowany w periodyku literackim Sekcji Twórczości Oryginalnej. (AP w Krakowie)
Fot. : Autoportret

2 komentarze:

  1. Wlasciwie to nie mnie oceniac ten tekst, ale szczerze mi sie ogromnie podoba i cokolwiek o nim nie napisze wyda sie banalne. Tez kiedys pisalam proze :) I piekne zdjecie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. dziękuję :) Mam w zanadrzu jeszcze dwa opowiadania, które można by podpiąć trochę pod nurt realizmu magicznego :) Tylko nie wiem jak miałabym je tu zamieścić, bo są dość długie :/ chyba że w odcinkach :P
    Mogę tytuły zdradzić: "Anioł w pudełku od zapałek", "Lucy nigdy nie śpi".

    OdpowiedzUsuń

Komentarze zawierające SPAM oraz jakąkolwiek REKLAMĘ (w tym reklamowanie własnego bloga) będę kasowała!
Anonimie zdradź swe imię! :) Chyba, że chcesz być Anonimem1,Anonimem2, Anonimem3...
Aby załączyć aktywny link zamieść następujący kod:
<a href="adres">nazwa</a>