poniedziałek, 1 grudnia 2008

Anioł w pudełku od zapałek (cz. III)

........Na twarzy Julki malował się dziwny spokój. Wzięła do ręki pudełko od zapałek... przyjrzała mu się dokładnie. Jej wzrok zdał się tkwić zawieszony w jakiejś pustej przestrzeni, zmrużyła oczy i zacisnęła pudełko w swojej dłoni. Gniew pojawił się w nagle ściągniętych brwiach... "Tak jest łatwiej żyć... nie mieć wyrzutów sumienia wspominając miniony dzień... kiedy rzuca się łapczywie na każdy okruch pieszczoty jak głodne zwierzę... Tak jest łatwiej kiedy żyje się po prostu z dnia na dzień, na swój własny rachunek o nic Cię nie prosząc... nie mając do Ciebie pretensji, że jest Ci obojętny mój los... Lepiej sobie oszczędzić niepotrzebnych cierpień". Otworzyła dłoń i palcami pogładziła pudełko. "Więc znów się zjawiłeś? co chcesz tym razem mi udowodnić?!" Powoli wysunęła szufladkę małego pudełka. Uwolnione światło raziło w oczy. Przysłoniła twarz dłonią, powoli rozwierając palce, żeby przyzwyczaić się do nagłego blasku. W środku martwy jak kamień leżał on. Drzwi do pokoju zatrzasnęły się z hukiem, pomimo iż nie mogło być mowy o żadnym przeciągu. Z biurka, wprost pod jej stopy, upadła kartka z wierszem. Pod pierwszą strofą pojawiły się kolejne wersy, zapisane tym samym nieznanym jej pismem:

Lecz teraz wiem
że przyjdzie mi cierpieć

nim białe pióra
wyłowię z mroku

i drogę do Ciebie
przemierzę bosymi stopami

- Co to ma wszystko znaczyć?! Może mi powiesz?! Nie, ty już nic nie powiesz... - zamyśliła się i utkwiła wzrok w podłodze. Shadow ziewnęła, podrapała się za uchem i zeskoczyła z łóżka. Przeciągnęła się jak to mają w zwyczaju koty zaraz po przebudzeniu i podeszła do swojej pani, łasząc się nachalnie.
- Może ty mi powiesz, co mam teraz zrobić? - uśmiechnęła się ironicznie, ale kociak tylko się zjeżył na widok dziwnego światła. Wsunęła szufladkę pudełka i z powrotem schowała trumnę z aniołem do kuferka.

.......Było bardzo zimno. Poczuła to dopiero wtedy, kiedy przemierzała uliczki miasta. Chciała pozbierać myśli. Naiwnie wierzyła, że wyjście na spacer przyniesie odpowiedzi na miliony pytań, które nagle pojawiły się w jej głowie albo pozwoli znaleźć choćby namiastkę czegoś, co można by nazwać "znakiem" nadejścia czegokolwiek dobrego. Nie zastanawiała się dokąd iść. Po prostu szła przed siebie, chowając zmarznięte ręce w kieszeniach długiego płaszcza. "Kogo to obchodzi, że zabiłam Anioła?! W końcu nie mówi się o nich nic. Traktuje się je jak bohaterów baśni dla dzieci. Zresztą zabicie człowieka nie jest już niczym nowym w dzisiejszym świecie. A poza tym to był mój Anioł i to moja sprawa, czy potrzebuję ochroniarza czy nie". Szła dalej przed siebie sięgając oczami nie dalej jak za czubki zimowych kozaków. Spod zaciągniętego na czoło kaptura ledwo było widać jej zielone oczy. Zaczęło się powoli ściemniać. Ulice stawały się coraz mniej znajome, droga wybierana na oślep, byle iść tylko naprzód, byle iść dalej, dalej... i wreszcie światła zostają gdzieś z tyłu, mrok gęstnieje i nawet śnieg wydaje się być czarny jak dobra mielona kawa. Musiała iść bardzo długo, bo znalazł ją na wpół przytomną siedzącą na ławce nad rzeką.



Ps. Figurkę aniołka dostałam od dobrej koleżanki z akademika :)
A opowiadanie pisałam słuchając m. in. ścieżki dźwiękowej do filmu Osada (The Village) - jeden z utworów zamieszczony na blogowym mp3 :) piękna muzyka :) Kompozytor - James Newton Howard.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze zawierające SPAM oraz jakąkolwiek REKLAMĘ (w tym reklamowanie własnego bloga) będę kasowała!
Anonimie zdradź swe imię! :) Chyba, że chcesz być Anonimem1,Anonimem2, Anonimem3...
Aby załączyć aktywny link zamieść następujący kod:
<a href="adres">nazwa</a>