wtorek, 2 grudnia 2008

Anioł w pudełku od zapałek (cz. IV)

- Chodź, zabiorę cię. Zamarzniesz tutaj na śmierć - powiedział do niej. Milczała. Nawet nie spojrzał na niego. Miała zamknięte oczy. Można było pomyśleć, że śniła.
- Nie zmuszaj mnie do tego... Dzięki Bogu, że cię w ogóle znalazłem. Domyśliłem się, że coś się stało, bo miałaś taki dziwny głos. Wiesz, też tu czasem przychodzę, jak nie wiem co z sobą począć, albo jak zupełnie tracę cierpliwość do ciebie i wmawiam sobie, że przecież tyle jest... ale nie potrafię powiedzieć dlaczego... Coś ciągle każe mi wracać do ciebie. W dziwny sposób czuję się za ciebie odpowiedzialny, nawet jak jesteś taka zimna i obojętna dla mnie, jak mnie unikasz - zrobiło mu się dziwnie lekko na sercu jak to powiedział. Niósł ja na rękach jak małe dziecko, wierząc że słyszy wszystko co do niej mówi.
......Śnieg ciągle jeszcze padał. Szedł już chyba ponad pół godziny. Czuł przez płaszcz jak drży z zimna. Wiedział gdzie mieszka, choć nigdy nie zaprosiła go do siebie. Spotkali się tylko kilka razy. Przystanął na chwilkę żeby złapać oddech.
- Zabiłam Anioła... - wyszeptała tak cicho, ze ledwo dało się zrozumieć jej słowa. Zmarszczył czoło i objął ją mocniej.
- Już niedaleko, zaraz będziemy na miejscu. Chyba masz gorączkę - powiedział z troską. Zatrzymał się przed drzwiami i zaczął szukać klucza w kieszeniach jej płaszcza. Popchnął drzwi i wniósł Julkę do środka mieszkania. "Nie mówiłaś, że masz kota". Położył ją na łóżku, delikatnie rozebrał z płaszcza i kozaków i przykrył ciepłą kołdrą. Poszperał trochę po mieszkaniu w poszukiwaniu jakiejś apteczki. Znalazł opakowanie leków na przeziębienie i wrócił do jej pokoju zabierając z kuchni szklankę z wodą.
- Zabiłam Anioła... - wymamrotała.
- Wypij to - powiedział, podając jej tabletkę i wodę do popicia. - Nikogo nie zabiłaś. Porozmawiamy jutro. Okrył ją dokładnie kołdrą i wyszedł z pokoju zamykając za sobą drzwi. Poszedł do kuchni poszukać zapasowych kluczy do mieszkania. Kluczy nie brakowało, ale żadne nie pasowały do wyjściowych drzwi. "Wiem, ze będziesz wściekła na mnie, ale nie mogę Cię zostawić w otwartym mieszkaniu". Znalazł koc i zdrzemną się na fotelu w kuchni.
......Dochodziła dziesiąta rano, kiedy się ocknął. Podszedł pod drzwi do pokoju Julki. "Cisza... więc jeszcze śpi". Napisał coś na kartce i wsunął pod magnes na lodówce. Zaparzył herbatę. Zza drzwi było słychać jakiś szmer i skrzypienie podłogi. "Chyba się obudziła". Wyszedł cicho z mieszkania przymykając za sobą drzwi.

- Skąd się tu wzięłam? Pamiętam jak wczoraj wyszłam na spacer i ... i nic poza tym. A może to tylko kolejny dziwny sen? Próbowała sobie przypomnieć wszystko. Bolała ją głowa i źle się czuła. Poszła do kuchni wstawić czajnik z wodą. Jakież było jej zdziwienie kiedy zobaczyła na stole szklankę z jeszcze gorącą herbatą. Do lodówki była przyczepiona kartka z napisem: "Dbaj o siebie! Twój Anioł"

- Anioł?! Ja chyba oszaleję! - krzyknęła. Zmięła ze złości kartkę i cisnęła ją w ścianę. Odgarnęła włosy z twarzy i szybkim krokiem poszła do swojego pokoju. Wysunęła kuferek spod łóżka i wyjęła pudełko po zapałkach. - Masz z tym wszystkim coś wspólnego?! Nie prosiłam cię o pomoc! No odpowiedz mi! Boże, to nie możliwe że on... Przecież on nie żyje! Więc jak się wczoraj tu znalazłam?! - mówiła coraz ciszej. "Wyszłam na spacer. Nie pamiętam dokąd szłam, ale nagle zrobiło się tak zimno... nie miałam siły już iść dalej, więc... usiadłam na chwilę na tej ławce... a potem... a potem już nic nie pamiętam". Przez chwilę zdało jej się, że czuła się wczoraj tak lekko, jakby płynęła w powietrzu, albo jakby była małym dzieckiem niesionym na rękach. Usiadła na podłodze podciągając kolana pod brodę. Oparła głowę na dłoniach i cichutko zaczęła płakać...




TEKST: Bastet

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze zawierające SPAM oraz jakąkolwiek REKLAMĘ (w tym reklamowanie własnego bloga) będę kasowała!
Anonimie zdradź swe imię! :) Chyba, że chcesz być Anonimem1,Anonimem2, Anonimem3...
Aby załączyć aktywny link zamieść następujący kod:
<a href="adres">nazwa</a>