piątek, 5 grudnia 2008

Anioł w pudełku od zapałek (cz. V)

......Postanowił wrócić do domu. Nie powinna go widzieć. Nie potrzebował od niej wymuszonej wdzięczności. Dziękował Bogu, że wczoraj ją znalazł i być może nawet ocalił jej życie. Przez całą drogę myślał o jej zielonych oczach. Było w niej coś nadzwyczajnego, co go w niej interesowało. Zdawała się być wyniosła i zimna, ale odnosił dziwne wrażenie, że to tylko pozory. Czuł, że pod tą skorupką obojętności kryje się zupełnie inna osoba - ktoś, kogo próbuje w sobie zniszczyć, uśpić za wszelką cenę. Niestety na własnej skórze doświadczamy, że życie nie jest takie, jakie każdy chciałby żeby było... Przychodzi taki dzień, że wszystko wywraca się do góry nogami i najlepszą drogą na pogodzenie się z zastaną rzeczywistością i własną przeszłością jest ucieczka, stanie się kimś zupełnie innym. Tak jest łatwiej, ale... nie zawsze lepiej. "Zadzwonię do niej. Zapytam jak się czuje i czy wszystko w porządku" - pomyślał i wystukał jej numer telefonu.
- Julia? - zapytał, ale nikt nie odzywał się w słuchawce. Po chwili usłyszał jej tłumiony płacz. - Wszystko w porządku? Może mógłbym Ci jakoś pomóc? - spytał z troską.
- Nic nie jest w porządku... i chyba nikt nie może mi pomóc - powiedziała przez łzy. -Przepraszam, ale nie jestem w najlepszym nastroju - dodała i odwiesiła słuchawkę nie czekając na jego odpowiedź.
- Julka?! Zaczekaj! - odezwał się, ale w słuchawce zapadła cisza.
......Przez chwilę próbował zebrać myśli. "Coś złego się dzieje. Czuję to. I zupełnie nie wiem co mam zrobić". Ubrał kurtkę i wyszedł z domu.

.......Od dawna nie płakała. Śmiała się często w gronie przyjaciół, ale nie okazywała nigdy swoich prawdziwych uczuć. Powoli przypominała sobie gorzkich smak łez. "Zawsze smakują tak samo, obojętnie czy się płacze z rozpaczy czy ze śmiechu, próbując ukryć tę rozpacz". Czasami czekała aż zapadnie mrok, aż zostaną we dwoje - ona i jej samotność. A potem pozwolą sobie na tę odrobinę cierpkiej i słonej melancholii.
.......Zadzwonił dzwonek do drzwi. Postanowiła udać, że nie ma jej w domu. Ktoś jednak uparcie nadal naciskał dzwonek. Wreszcie nastała cisza. "Poszedł" - pomyślała. Po chwili jednak klamka w drzwiach zaskrzypiała.
- Halo! Julia jesteś tu? - zobaczył ją skuloną w rogu pokoju - ... drzwi były otwarte wiec postanowiłem wejść - powiedział zmierzając w jej kierunku.
- Co Ty tu robisz?! - zapytała, wycierając łzy z policzków.
- Przyszedłem bo... co to za dziwne światło? - spytał spoglądając na mały przedmiot leżący pod jej stopami.
- To jest... to jest mój Anioł. Nie żyje. Pewnie w to nie uwierzysz, ale to ja go zabiłam - wybełkotała przez łzy.
.......Patrzył na nią przez chwilę w osłupieniu.
- .... zostało po nim to dziwne światło - dodała i schowała twarz w dłoniach.
.......Kucnął przy niej, chciał ją przytulić, pozwalając się jej wypłakać w swoje ramiona, ale odsunęła się w bok. Było mu jej żal. Chciał jej pomóc, ale była taka zamknięta w sobie. Wziął do ręki pudełko po zapałkach i przyjrzał się dokładnie figurce leżącej na dnie szuflady, od której bił tak dziwny blask.
- Skoro twierdzisz, że to Twój Anioł to... ja wiem tylko, że Anioły to wysłannicy Boga. Każdy z nas ma przydzielonego w swoim życiu tylko jednego Anioła Stróża. Ich zadaniem jest pomóc człowiekowi przy wyborze odpowiedniej drogi życiowej. One nie wybierają za nas, ale starają się nam pokazać, że jest kilka dróg, którymi możemy podążyć. Oświetlanie tej właściwej drogi to wielki ból dla Aniołów, bo cierpią zmagając się ze złem, przed którym próbują nas ochronić. To światło, które od nich bije nie należy do nich, tylko do samego Stwórcy, więc dlatego nic nie jest w stanie go zniszczyć - zwrócił się do Julki.
- Nie rozumiem. Ale dlaczego to światło na przykład nie wróciło z powrotem do Nieba? - spojrzała na chłopaka.
- Nie wiem. Może to światło ma jeszcze coś do zrobienia tutaj na ziemi. Może coś próbuje ci powiedzieć, przekazać. Przeczytałem kiedyś, że ci, którzy stracą swojego Anioła, muszą sami odnaleźć drogę do prawdziwej Światłości. Ale wiele przyjdzie im wycierpieć, bo teraz sami muszą znieść ból, przed którym wcześniej chronił ich Anioł. Wiesz, czasem to jest tak, że to światło jest bardzo blisko nas, tylko my go nie zauważamy, albo nie zdajemy sobie sprawy z tego, że to właśnie jest to światło, którego od tak dawna poszukujemy. Wystarczy wyciągnąć rękę, posłuchać głosu własnego serca - powiedział i spojrzał na dziewczynę. Lubił na nią patrzeć, na jej drobne dłonie i jak zmysłowo odgarniała nimi włosy z twarzy odsłaniając swoje zielone oczy, którymi teraz tak badawczo mu się przyglądała. Wyglądała uroczo z tym rozmazanym tuszem, który spłynął razem z łzami po jej policzkach. Tak bardzo chciał ją przytulić i jakoś pocieszyć. W końcu nie codziennie ponosi się konsekwencje zabicia własnego Anioła Stróża.
- Co powinnam teraz zrobić? - spytała błagalnie.
- Nie potrafię Ci odpowiedzieć na to pytanie, w książkach nie piszą o tym - zaśmiał się, ale po chwili zrobiło mu się jej bardzo żal. W jego głosie było pełno szczerości. Julka posmutniała na twarzy, bo nie takiej odpowiedzi oczekiwała. - Ale myślę, że powinnaś go nosić ze sobą. Może coś zauważysz. Jakieś zmiany w świetle. Cokolwiek. Może on wskaże Ci drogę i wtedy będziesz wiedziała, co dalej robić - powiedział kładąc na jej dłoni pudełko z martwym Aniołem.

TEKST: Bastet

2 komentarze:

  1. czytam i czytam i ciągle chcę więcej! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. dziękuję mój stały czytelniku :)

    OdpowiedzUsuń

Komentarze zawierające SPAM oraz jakąkolwiek REKLAMĘ (w tym reklamowanie własnego bloga) będę kasowała!
Anonimie zdradź swe imię! :) Chyba, że chcesz być Anonimem1,Anonimem2, Anonimem3...
Aby załączyć aktywny link zamieść następujący kod:
<a href="adres">nazwa</a>