niedziela, 7 grudnia 2008

Anioł w pudełku od zapałek (cz. VII - ostatnia)

.......Jej drobne palce stukały w rytm muzyki na klawiaturze. Ostatnie słowa rodziły się na białym tle, stając się kilkoma zdaniami lepionymi na kształt zbrodni, która stała się jej udziałem jakiś czas temu. Zaciągnęła rękawy na zmarznięte dłonie. Za oknem biały śnieg wydawał się panować nad całą ziemią, pchając swoje puszyste ciało we wszystkie zakamarki świata. Słońce chyba umarło... Nie widziano go od kilku miesięcy. To nie dobrze. Zimą ludzie są jak rośliny - zwiędnięte, oskubane z życia do ostatniego liścia. Oderwała wzrok od komputera i utopiła swój wzrok w białym śniegu. Te kroki, małe i duże wydawały się być blizną na nieskalanej bieli. Nagle jej uwagę przykuło coś dziwnego. To niemożliwe... a jednak. To nie były zwykłe ślady na śniegu, ale stopy odbite tak dokładnie, niewiarygodnie wyraźnie... Ludzkie bose stopy... Wydrukowała wiersz i przeczytała raz jeszcze:

Pod wieczór będę cię sądził z miłości
mówiłeś do mnie
a ja pióro po piórze
rwałam ze skrzydeł Aniołów Stróżów

Lecz teraz wiem
że przyjdzie mi cierpieć

nim białe pióra
wyłowie z mroku

i drogę do Ciebie
przemierzę bosymi stopami

A Ty mnie przygarniesz
w modlitwie utulisz
Na sercu Miłość położysz

........Uśmiechnęła się do siebie. Od dawna szukała tych słów. A teraz z taką łatwością przyszły.
........Wyjrzała za okno i przyjrzała się raz jeszcze dziwnym śladom. Wzięła pudełko do ręki i przycisnęła je mocno do serca. Ciepło było tak intensywne, że zrobiło jej się aż gorąco. Wiedziała co musi teraz zrobić. Ubrała się ciepło i wyszła na dwór. "To jest ostatnia rzecz, z którą muszę się zmierzyć. Gdybym Cię nie zabiła, sam byś to zrobił pełen pokory, chroniąc mnie przed tym cierpieniem. Teraz sama muszę poznać co to jest cierpienie i ból". Ścisnęła mocno pudełko. Blask Anioła dodawał jej dziwnego ciepła i siły. Ściągnęła buty i nieśmiało postawiła bosą stopę na wgłębieniu w śniegu. Czuła przerażający chłód, ale miała w sobie tę dziwną siłę i wewnętrzne ciepło, które pozwalało jej znieść ten ból. Powoli stawiała kolejne kroki na śladach zostawionych w śniegu. Szła nieznaną jej dotąd drogą, której kresu nie było widać. Zrobiło się zupełnie ciemno. Ślady stawały się coraz mniej zauważalne. Była zmarznięta i zmęczona i powoli traciła czucie w stopach. Starała się nie myśleć o przeszywającym ją na wskroś bólu stawiając machinalnie kroki.
.........W dali stał niewielki dom, w którym paliło się światło. I właśnie w jego kierunku zmierzały ślady zostawione na śniegu. Chciała jak najszybciej dotrzeć do celu, zapukać do drzwi, poprosić o możliwość ogrzania się choć przez chwilę... Przycisnęła z całych sił pudełko z Aniołem do serca i ostatnimi siłami szła w kierunku domku zanurzając stopy w śniegu przeszywającym zimnem jak ostrze noża. Resztkami sił dotarła na miejsce, nie czując prawie stóp. Próbowała być silna, ale oczy miała pełne słonych łez. Nacisnęła dzwonek i upadła pod drzwiami.
.........Kiedy otworzyła oczy za oknem robiło się jasno. Leżała na obcym łóżku przykryta grubą kołdrą. Ból w stopach stopniowo ustępował. Na jej dłoni zaciskała się czyjaś obca dłoń. Odwróciła się powoli. Na fotelu obok spał...
- Miłosz? Co Ty tutaj robisz? - spytała zaskoczona. Otworzył oczy i spojrzał na Julkę z uśmiechem.
- Mieszkam tutaj. Wczoraj wieczorem znalazłem Cię pod drzwiami. Możesz mi wytłumaczyć skąd się tam wzięłaś i czemu szłaś boso w tym śniegu? Mogłaś sobie odmrozić stopy! Kolejny raz Cię ratuję! - powiedział i spojrzał na dziewczynę oczekując odpowiedzi na swoje pytania.
- Jak to kolejny raz mnie ratujesz?! - spytała zaskoczona.
.........Przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu.
- To Ty mnie wtedy znalazłeś nad rzeką? - spytała nieśmiało. Na twarzy Miłosza pojawił się szczery uśmiech. Julka siedziała w osłupieniu nie wiedząc, co powiedzieć. Próbowała zebrać myśli, szukała odpowiednich słów. Przypomniała sobie o martwym Aniele Stróżu.
- Znalazłeś moje pudełko z Aniołem?
- Tak, leży tutaj - powiedział i podał jej do ręki. Pudełko nie było już ciepłe i wyglądało jakby zupełnie było pozbawione wcześniejszego blasku. Patrzyli oboje z zaciekawieniem na mały przedmiot. Julka powoli wysunęła szufladkę. Anioła nie było. W środku leżał czerwony błyszczący kamyk w kształcie serca. "Więc to jest Światło, którego szukałam" - pomyślała i uśmiechnęła się do Miłosza. Wyciągnęła kamyk z szufladki.
- Podaj mi dłoń. Chyba tylko tyle mogę Ci ofiarować - powiedziała i zamknęła kamyk w jego dłoni.
- Aż tyle... AŻ! - odpowiedział.

TEKST: Bastet

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze zawierające SPAM oraz jakąkolwiek REKLAMĘ (w tym reklamowanie własnego bloga) będę kasowała!
Anonimie zdradź swe imię! :) Chyba, że chcesz być Anonimem1,Anonimem2, Anonimem3...
Aby załączyć aktywny link zamieść następujący kod:
<a href="adres">nazwa</a>