niedziela, 30 listopada 2008

Anioł w pudełku od zapałek (cz. II)

.......Przyjrzała się napisanym wyraźnie literom, przeczytała jeszcze kilka razy i odłożyła na biurko. Do pokoju zmierzała Shadow, usiadła w progu i zaczęła starannie oblizywać łapki. - Gdybyś była kocurem, pewnie nazwałabym cię Begemotem - uśmiechnęła się do siebie i wsunęła między książki podniesioną z podłogi jedną ze swoich ulubionych powieści Bułhakowa "Mistrza i Małgorzatę". Zadzwonił telefon. "Zupełnie zapomniałam..."
- Cześć... przepraszam, ale ostatnio byłam taka zabiegana, więc... tak... dziękuję, że zadzwoniłeś... postaram się znaleźć chwilkę... yhmy... spotkamy się w tym tygodniu... odezwę się... no pa i jeszcze raz przepraszam - powiedziała z wyszukaną uprzejmością i bezwładnie odwiesiła słuchawkę. "Nie rozumiem, po co do mnie dzwonisz? Za każdym razem Cię przepraszam, że się nie odezwałam, że zapomniałam. A Ty ciągle dzwonisz z naiwnością, że tym razem usłyszysz co innego w drodze moich tłumaczeń."
........Rzecz w tym, że wcale nie miała ochoty na spotkanie. Od dłuższego czasu nie było w jej życiu nikogo. Zupełnie jej przestało zależeć na tym. Miłość się zużywa... Odchodzi i zabiera ze sobą wszystko, obracając szczęście w garść zasuszonych wspomnień. To jest trochę tak, jak z rzuceniem palenia po długim czasie i nagłym dostrzeżeniem zapomnianych zapachów roślin i smaków potraw. Tylko, że teraz... docenia się smak życia... przestrzeń w pustych wagonach tramwajowych, samotność wypisaną na twarzach obcych ludzi, ich tęsknotę za dotykiem wyglądającą spod spuszczonych powiek i mimo tego odgradzać się od tych właśnych spostrzeżeń, chowająć świadomie ręce w kieszenie, uparcie wmawiając sobie, że się nie dzieli losu mijanych przed momentem ludzi. Tymczasem wskazówki zegara wydają się płynąć wolniej, palce szukające bliskości nużą sie tylko w stronicach na nowo czytanych książek, topią się w miękkiej sierści kota... i te słodkie dźwięki muzyki z ulubionych płyt... delikatne szarpanie strun gitary albo ciche, stukanie w klawisze fortepianu... kilka delikatnych wysokich dźwięków... jakby rodził się ciepły uśmiech... potem oczami wyobraźni podąża się za szeptaniem wysokich traw... jej falowaniem w uniesieniu pod wpływem letniego wiatru, pragnieniem zatracenia się w sobie; czuje się słodki ciężar spadających na nie ciepłych kropel deszczu... cisza... jeden obcy dźwięk... potem drugi podobny... tamte delikatne pierwsze dźwięki zdają się po omacku szukać siebie, wyciągają ręcę, rozchylają zasłony nagle zastanej nocy, ale tych kilka... tych kilka zgrzytających, kłujących brzmień warczy, żeby zgubić je, roztrzaskać uderzeniem piorunu, zmieszać z wichurą, już nie słodkim, ale z gorzkim i cierpkim ciężarem kropel zimnych... słonych... z ciężarem mroku...
....... Jeżeli można skoczyć z okna, to lepiej stojąc na parapecie najwyższego piętra... niebo utopić gołymi rękoma w kałuży... takiej najmniejszej... przysypanej jesiennymi liśćmi białych piór...
........Kiedyś wierzyła, że spotkała Anioła. Wierzyła, że dane jej było dotknąć nieba. Ale to było zaledwie jego odbicie w kałuży. Anioł okazał się nie być Aniołem. Nigdy w życiu tak bardzo sie nie pomyliła. Kałuża dawno wyschła, nie pozostawiając śladu po swoim istnieniu.
i... zrobił się........Julka kończyła sprzątanie pokoju. Shadow zwinięta w kłębek spała niewinnie na łóżku. Przez okno wpadły pierwsze nieśmiałe promienie słońca kładąc się na ścianach pokoju. W jednym miejscu zdawały się rzucać światło niezwykle jasne i ciepłe. Julka odwróciła głowę w kierunku dziwnego światła. Promienie padały na mały wiklinowy kuferek wystający spod łóżka. Podeszła bliżej i wysunęła kuferek. Otworzyła go i nagle odsunęła od niego dłonie. Przez chwilę jej palce pozostały rozwarte jakby bały się czegoś i powoli zaczęły składać się w zaciśnięte pięści. Na dnie kuferka leżało pudełko od zapałek... "Pamiętam, byłeś przy mnie każdego dnia. Byłeś przy mnie kiedy chciałam Cię uwielbiać dziękując za wszystko i kiedy ze zgarbioną duszą wracałam do Ciebie, na kolanach prosząc o wybaczenie za swoja ucieczkę. Potem... to było tak... nie wiem... jakoś nagle... zauważyłam, że poprostu nie ma Cię w moim życiu. Patrzyłeś na mnie tym swoim znaczącym spojrzeniem , a ja przechodziłam obok Ciebie obojętnie, jak przechodzi się codziennie między tysiącami obcych twarzy. Zacementowałam Cię w ścianie swoją obojętnością! Ale Ty byłeś mimo wszystko, stałeś uparcie, a ja poraz ostatni patrząc ci w oczy , zaprzeczyłam, ze miłość istnieje. Nie na tym polega miłość kiedy się odchodzi na zwsze, żeby rzucić komuś w twarz słowa nienawiści, wbić w skórę długie szpilki kłamstw! Wystarczyłoby kilka słów... Tych kilka szczerych słów - żeby zamknąć przeszłość na ostatni guzik i już nigdy do niej nie wracać. Potem przysłałeś jego. Kazałeś mu być przy mnie. A ja widziałam tylko Twoją kpinę w jego skrzydłach. Musiałam to zrobić. Nie mogłam patrzeć na te białe pióra. Wyrwałam je wszystkie... do ostatniego taki mały... stał sie zaledwie martwą figurką wielkości rzecznego kamyczka. Zamknęłam go w tym pudełku, żeby przestał świecić. Zabiłam go! Zabiłam Ciebie..."

TEKST: Bastet

Właśnie sobie zdałam sprawę, ze przepisałam dopiero 2,5 strony z 9 :D Na pewno jeszcze chcecie ciąg dalszy? ;->

sobota, 29 listopada 2008

Anioł w pudełku od zapałek (cz. I)

Od dłuższego czasu zastanawiałam się nad publikacją na łamach bloga innych swoich tekstów tj. tych prozatorskich. Za 'nie' przemawiał argument, że są zbyt długie. Ale z drugiej strony ten blog to taka moja mała skarbonka, gdzie mieści się wszystko co jest mną, wszystkie moje pasje małe i duże, wszystko to, co wymyka się z niedomkniętych szaf i szuflad :) Moje pisanie czym jest? Terapią przede wszystkim :) I właśnie z tego powodu powstało większość tekstów - żeby nazwać swoje uczucia, te dobre i te złe i żeby zamknąć pewien rozdział życia... nabrać dystansu do pewnych spraw, do przeszłości.
To opowiadanie powstało jakieś 3 lata temu i nigdzie publikowane nie było, więc będzie to jego pierwsze wychylenie się na światło dzienne :)



.......Jej drobne palce stukały w rytm muzyki na klawiaturze. Ostatnie słowa rodziły się na białym tle, stając się kilkoma zdaniami lepionymi na kształt zbrodni, która stała się jej udziałem jakiś czas temu. Zaciągnęła rękawy na zmarznięte dłonie. Za oknem biały śnieg wydawał się panować nad całą ziemią, pchając swoje puszyste ciało we wszystkie zakamarki świata. Słońce chyba umarło... Nie widziano go od kilku miesięcy. To nie dobrze. Zimą ludzie są jak rośliny - zwiędnięte, oskubane z życia do ostatniego liścia. Oderwała wzrok od komputera i utopiła swój wzrok w białym śniegu. Te kroki, małe i duże wydawały się być blizną na nieskalanej bieli. Nagle jej uwagę przykuło coś dziwnego. To niemożliwe... a jednak. To nie były zwykłe ślady na śniegu, ale stopy odbite tak dokładnie, niewiarygodnie wyraźnie... Ludzkie bose stopy...

.......Otworzyła oczy i spojrzała na zegarek. Dochodziła godzina dziesiąta, więc pora już wstawać. Julka miała wrażenie, że śniło jej się coś niezwykłego, ale mimo wszelkich starań nie potrafiła sobie przypomnieć dzisiejszego snu. Za oknem nieprzerwanie padałał śnieg. Nie lubiła zimy. Tłumiła w niej całą radość, zaciskała na szyi palce depresji jak zimowy szalik. Rozejrzała się po pokoju. Na wszystkich krzesłach wisiały zmięte ubrania, zapisane w pośpiechu kartki leżały wszędzie porozrzucane na podłodze. "Trzeba będzie posprzątać wreszcie". Zdjęła piżamę ubrała się ciepło, wsunęła stopy w pantofle i poszła do kuchni.
- Mmmm.... jesteś głodna? Zaraz Cię nakarmię. Hmmm... Gdzie twoja miska?
Mała Shadow plątała jej się pod nogami. Julka nalała mleka do miseczki i przyglądała się przez chwilę czarnemu kociakowi. Nastawiła wodę na herbatę, rozsunęła zasłony w oknie żeby wpuścić trochę dziennego światła, usiadła przy oknie podpierając dłonią brodę i martwo zawiesiła wzrok na ciągle padającym śniegu. "To nie prawda, że ludzie są szczęśliwi, nawet jak na takich wyglądają... Można udawać, że wszystko jest w porządku, że niczego nam nie brak do szczęścia... Można śmiać się do bólu w gronie przyjaciół, a potem, jeszcze tego samego dnia, płakać cicho w nocy... ze skrajności popadać w skrajność. Wciąż jeździć tramwajem, przyklejać rzęsy do szyby i myśleć o czymś, co odeszło i tylu złych rzeczach, które się stały w gniewie i złości. W tramwaju, pociągu wszystko wydaje się mieć zmieniony kształt. Czas wyjęty ze swoich granic rozciąga się, masz go niemal na dłoni, głaszczesz go jak oswojonego kota. Zanurzasz się w nim, wyławiasz wszystkie chwile i cieszysz się nimi jakby trwały tu i teraz. A tymczasem, jakby na przekór tobie, czas za oknem płynie inaczej. Szybciej niż zwykle. I pomyśleć, że te dwa światy dzieli tylko kawałek przeszklonej ściany. I właśnie ta ściana pozwala nam się czuć bezpiecznie. Patrzysz w oczy płynącemu czasowi i kpisz z niego. Z jednej strony to unicestwienie każdej chwili, z drugiej jednak, ma się coraz większą świadomość tego, że podróż w czasie zaraz dobiegnie końca. Drzwi się uchylą. Zostaniesz sam na pastwę zwykłej rzeczywistości. Zdasz sobie sprawę, że miłe chwile dawno obróciły się w proch przeszłości i nigdy nie wrócą. Przesypią się przez palce jak drobny piasek. Zostaną puste dłonie, powoli zaciskające się w pięści..." Woda w czajniku prawie zupełnie się wygotowała... "Czasem ludzie pozbywają się ostatniej deski ratunku na złość samym sobie, żeby udowodnić wszystkim za wszelką cenę, że nie potrzebują pomocy. Nie tak miało być, nie tak..." Zjadła śniadanie i zabrała się do sprzątania. Uklękła na podłodze i zaczęła zbierać porozrzucane kartki. Kiedyś potrafiła pisać wiersze bez opamiętania, słowa na oślep rzucały się na papier, szalone i namiętne, cierpkie, słodkie i gorzkie zarazem. Teraz z trudem szukała odpowiednich słów. Jakieś głosy serca, wewnętrzna pustka nie pozwalały na dawną lekkość tworzenia. Coś nie dało jej spokoju... przetasowała pozbierane przed momentem wiersze.
- Przecież... widziałam to gdzieś! Skądś znam te słowa, jakbym sama je pisała, ale... to przecież nie moje pismo...


Pod wieczór będę Cię sądził z miłości
mówiłeś do mnie
a ja pióro po piórze
rwałam ze skrzydeł Aniołów Stróżów

Tekst: Bastet

czwartek, 27 listopada 2008

Lśnienie...

.



A to takie moje eksperymenty fotograficzne ;) Lubię bawić się światłem, na przekór wszelkim zasadom :) Czasem ciekawe efekty można tym sposobem uzyskać.

Ps. Dla zainteresowanych: Moje fotografie z serii "Kraków" można obejrzeć w Empiku w Galerii Kazimierz (galeria na antresoli)

środa, 26 listopada 2008

Daguizm

Moje inspiracje Baduizmem są niewątpliwe. Jestem niepoprawnie zachwycona Eryką po pierwsze ze względu na jej muzykę, po drugie ze względu na jej etniczny styl :) Jej turbany są absolutnie nie do pobicia - majstersztyk!
Ale wypracowałam swoją własną filozofię życiową, którą zwę Daguizmem :D

A tu Erykah: Och! Ach!
Dredów sobie nigdy nie zrobię :) Ale, ale... zrobienie takiej szopy jest chyba wykonalne (planuję na sylwestra :D).




A tu moja ulubiona sukienka w 2 wersjach:
1) jako spódnica


sukienka: stradivarius
bluzka: amisu
pasek: c&a
kolczyki: drewniane krążki - hm
bransoletka: bazarek

2) jako sukienka

sukienka: stradivarius
kolczyki: bazarek 10zł

wtorek, 25 listopada 2008

Nefretete (odsłona 2)

Zestaw już znany, acz teraz w zimowym wydaniu - postanowiłam go odświeżyć trochę :) Chusta też znana (z postu Pocztówka z Egiptu - tam w roli spódnicy oraz z postu Coś z niczego - top) . Jak widać jest wielofunkcyjna :D


pasek: sh
biżuteria: przerobiona przeze mnie z koralikowego paska :)

poniedziałek, 24 listopada 2008

asymetrycznie z orientalnym akcentem

Spódniczką się już kiedyś chwaliłam. Tym razem występuje solo :). Mam jakieś biżuteryjne zboczenie - jakoś łyso bym się czuła bez jakiegoś naszyjnika i kolczyków ;)). Do tej wielokolorowej spódnicy idealnie pasuje wisior z czerwonymi akcentami.
Średnio się przejmuję faktem, że buty mi trochę nie pasują (ważne, że są ciepłe), aczkolwiek muszę przyznać, że nadają całości mocniejszego akcentu.



spódnica: sh
pasek: sh
wisior: zrobiony własnoręcznie
płaszcz: hm
szal: sh
torba: New Yorker
buty: lesta

piątek, 21 listopada 2008

Kamień w wodzie

.



Kamień w wodzie

Pierwszy rzuciłeś kamieniem - osunęłam się wzdłuż linii grzechu

... Mówisz, że przeszłość można wydać na ukamienowanie...

- To nie prawda, że miłość wybacza wszystko
Słowa tkwią jak drzazgi pod powiekami

Skrzydła złożone w linię horyzontu
rozpięte między początkiem i końcem
depczą po zgliszczach zerwanych mostów

Wyrwane pióra kładą się na kałużach jak jesienne liście
a mówiłeś że jesień to nasza pora roku...

Patrzę na pióra unoszące się na tafli wody
z całej siły ciskając w nie swoim kamieniem


Tekst: Bastet
Fot.: Bastet
Modelka: M.

Zawsze chciałam mieć takie coś! ( Pocztówka z Egiptu)

Mój kolejny sposób na tę chustę (miał poczekać na wakacje, ale wykorzystałam poniekąd patent Baglady na noszenie pod spodem getrów na rajstopy, więc jest mi szalenie ciepło:)). Uwielbiam tę chustę ze względu na te "egipskie" wzorki i będę ją eksploatować na wszystkie możliwe sposoby :D Żałuję, że nie kupiłam jeszcze jednej takiej.
W wersji letniej idealnie będą pasowały koturny. A w zimowej, no cóż, nie posiadam butów, które by jakoś pasowały oszałamiająco do niej, ale z płaszczem nie wygląda to chyba tragicznie.
Mam nadzieję, że się w niej jutro nie zabiję, bo ciężko w niej solidny krok postawić ;) Siostra się śmiała, że będę jak jakaś Gejsza (lub Buka z Muminków) płynęła po krakowskich chodnikach ;D Ale już coś wymyśliłam (potrzeba matką wynalazku!) - podpięłam wewnętrzny róg do góry agrafką i jest ok :)
Taki mi trochę egipski zestaw wyszedł :) (nie wiem, czy na zdjęciu coś widać, ale na powiekach mam takie czarne kreski wychodzące poza zewnętrzny kącik oka).



Tak teraz patrzę, że chyba do płaszcza lepiej czarna chusta będzie pasowała, bo ta ma trochę inną kolorystykę :/

chusta: sklep indyjski 9zł
pasek, koturny: c&a
bluzka: hm 39zł
torba: prezent od kuzynki
płaszcz:hm
chusta na szyi: sh 3zł
pasek na płaszczu: sh 17zł
wisior: hand made
kolczyki: straganik na Floriańskiej 10zł

środa, 19 listopada 2008

A little less provocation ;)

Moja zeszłoroczna sylwestrowa sukienka w zimowym wydaniu :). (Na Sylwestrze byłam w samej sukience :) w koronkowych rajstopach i balerinkach - co wyglądało dość apetycznie :D musicie mi wierzyć - Oblubieniec nie lubi jak ją zakładam, bo się za dużo ludzi ogląda za mną ;) - ale faceci już tacy są- najchętniej by nas trzymali w klatce- i trzeba im to wybaczyć). Ja generalnie baaaaaaaardzo rzadko chodzę w krótkich spódniczkach tudzież takich eksponujących sukienkach, zdecydowanie wolę długość do ziemi :). Postanowiłam nadać tej sukience trochę bardziej topornego looku i chyba mi się udało ;)



Sukienka: cubus
spodnie: cropp
buty: lesta
futerko: własnoręcznie uszyte
szal: sh
kolczyki: prezent od Oblubieńca :)

Krakowski Kazimierz moimi oczami

.


I jeszcze jedno z tej serii (moja jedyna odbitka), negatyw z tą klatką został zniszczony przez nieudolnego fotografa! :-@ Od tamtej pory wywołuję sama zdjęcia :D A to ujęcie muszę koniecznie powtórzyć! Mam nadzieję, że znajdę kiedyś odpowiedniego modela i doczekam się, aż znowu na tymi drzwiami pojawi się reflektor (bo został chyba zdjęty - przynajmniej jak byłam tu ostatnio, to nie było :/)


Fot.: Bastet
(zdjęcia robione kilka lat temu, Kazimierz - jedno z moich ulubionych zdjęć :))

Konstanty Ildefons Gałczyński - Ocalić od zapomnienia

Ile razem dróg przebytych,
ile ścieżek przedeptanych,
ile deszczów, ile śniegów
wiszących nad latarniami,
ile listów, ile rozstań,
ciężkich godzin w miastach wielu,
i znów upór żeby powstać
i znów iść i dojść do celu.

Ile w trudzie nieustannym
wspólnych zmartwień,
wspólnych dążeń,
ile chlebów rozkrajanych,
pocałunków, schodów, książek,
oczy Twe jak piękne świece
a w sercu źródło promienia
więc ja chciałbym
Twoje serce ocalić od zapomnienia.

U Twych ramion płaszcz powisa,
krzykliwy, z leśnego ptactwa,
długi przez cały korytarz,
przez podwórze, aż gdzie gwiazda Wenus (Mars ?)
A tyś lot i górność chmur,
blask wody i kamienia.
Chciałbym oczu Twoich chmurność
ocalić od zapomnienia.

Marek Grechuta - Ocalić od zapomnienia. (Piękna jest ta piosenka)

poniedziałek, 17 listopada 2008

Czarownica :)

Do pełni zaistnienia tego faktu brakuje mi chyba tylko miotły i butów czarownicy :D Kota czarnego mam i czarownicowywujący look chyba też ;)
Chciałam coś mrocznego Komedy na mp3 wrzucić (motyw z Dziecko Rosemary, acz w pięknym wydaniu Marysi Sadowskiej) , ale Youtube coś ubogie w taką muzykę, a poza tym nie będę jazzem męczyć, bo nie wszyscy lubią ;)
Dla zainteresowanych- fragment tego wykonania tutaj (Intro - kołysanka Rosemary I) . A swoją drogą to piękna płyta :) jedna z moich ulubionych. Polecam!


Właśnie pastwię się nad "Opowieściami galicyjskimi" :)

spódnica: sh (atmosphere)
bluzka: bershka
kolczyki: bazarek na Floriańskiej

Taki ze mnie trochę skate ;)

Heh, pewnie będzie wam trudno w to uwierzyć, ale niegdyś, jak maniakalny zapaleniec, słuchałam hip-hopu i amerykańskiego rapu. Nosiłam wtedy szerokie bluzy i spodnie z krokiem w kolanach tudzież ogrodniczki ze spuszczonymi w dól szelkami ;D Przez kilka lat toczyła się zaciekła bitwa o muzykę między mną i siostrami (które też wierne były temu prądowi) a moim tatą, który jest maniakalnym z kolei słuchaczem klasyki - nie rozumianej tutaj jako muzyka klasyczna. Tata cierpliwie czekał aż wyrośniemy z młodzieńczego buntu. Ostatecznie poniosłyśmy sromotną klęskę. Aczkolwiek do tej pory znam na pamięć niektóre teksty polskich zespołów z tamtego okresu. A miłość do szerokich spodni, jak widać, przetrwała do dzisiaj :)



Spódnico-spodnie: sh (upolowane kilka lat temu)
koszula: hm
pasek: sh
chustka w koty: cubus

piątek, 14 listopada 2008

Granica

- Przypatruję się tobie z pewnym namaszczeniem. Widzę w twoich oczach niedowierzanie temu, co widzą i mam nieodparte wrażenie, że za tym drżącym, ledwo zauważalnym uśmiechem, zęby zaciskają się mocno i boleśnie. Nie zaprzeczaj! Nie usprawiedliwiaj się! To tylko gniew, złość, chwilowe zwątpienie... Często sama sobie to powtarzam. A potem mam żal do siebie, że ten gniew to tylko zwyczajna niemoc własnej siebie...
- Dziwi cię to?
- Przecież to proste. Wystarczy, że dłoń wyciągnę... oglądam ją ze wszystkich stron, z wierzchu, od zewnętrznej strony, drepczę spojrzeniem po tych liniach zapisanych przez życie dla życia - jak bilet w jedną stronę... wepchnięcie w pociąg... bez przesiadki... wysiadasz gdzieś... i nie masz pojęcia gdzie to "gdzieś" tak właściwie jest... - oglądam tę dłoń od strony nie mojej, od strony poza mną, ale przecież będącej mną. Delikatnie głaszczę granicę tych dwóch światów. Zastanawiam się czy palce, kiedy się stykają, mają świadomość tego substytutu własnej rzeczywistości... Jakie to zabawne... dotykam przepaści, namacalnej jak nigdy przedtem... Gładka, zimna powierzchnia - maska! To tylko maska... - tam wewnątrz pulsują jeżące się ostrza kryształowych zębów.
- Jaki związek ma niemoc z dłonią?
- Popatrz! Wyciągam dłoń przed siebie. Zmuszam się do gniewu. Nie! Wcale nie muszę się zmuszać, bo on jest przecież we mnie... i jedyne co teraz mogę zrobić, to palce skulić w pięść!
- Myślisz że to gotowość do ataku?
- Ja myślę, że jeśli człowiek się kuli, to ze strachu, z tchórzostwa, z niemocy, ze zgody na własną bezradność. Te dłonie, skulone w pięści... wydają się takie same, one się kulą z niemocy i bezsilności... ATAK! CIOS! - są tylko niewiarą św. Tomasza, są tylko dotknięciem tego, czemu oczy nie wierzą...
- Udowodnij, że mówisz prawdę!
- Proszę... Zaciskam pięść i wymierzam cios - cios nie w pustą przestrzeń, wymierzam cios w ciebie, żeby się przekonać, że nie istniejesz, żeby zaprzeczyć tobie! Uderzam! Granica naszych dwóch światów rozsypuje się szklanym pyłem, prosto pod moje stopy. Zastanawiam się, czy ty to widzisz? Czy teraz dowiodłam, że ciebie nie ma? Absurd! Jeszcze przed chwilą. zanim ściągnęłam z przepaści maskę, patrzyłaś na mnie pytająco. A przecież gdyby nie ja, nie byłoby ciebie. Patrzysz na mnie teraz ukradkiem milionami szklanych oczu, warczysz na mnie tymi rozsypanymi ostrzami, oślepiasz mnie swoim kłującym blaskiem. Jesteś na mnie zła, wściekła!
- Myślisz, że pokonałaś własną niemoc?
- Unicestwiłam siebie... jestem winna swojej pozornej śmierci mnie we mnie. Dowiodłam sobie - wbrew temu, że już to wiedziałam, ale mimo wszystko chciałam dowieść to tobie... - że ty i tak jesteś! Moja niemoc wyłania się nagle z mroku... zauważam, że patrzysz na mnie tymi samymi oczami z innych szklanych granic tego świata, z innych jej przepaści... namacalnych tak samo jak fakt, że zniszczyłam tylko jeden most między nami, zdegradowałam go do szczęścia potłuczonego na okres siedmiu lat i pięści naznaczonej czerwonymi kapiącymi liniami...




TEKST: Bastet. Publikowany w periodyku literackim Sekcji Twórczości Oryginalnej. (AP w Krakowie)
Fot. : Autoportret

czwartek, 13 listopada 2008

Instrukcja wiązania turbanu

W związku z tym, że pytacie o mój sposób wiązania turbanu, postanowiłam spełnić wasze życzenie.
Przedstawiam wam obrazkową instrukcję. Mam nadzieję że jest dosyć czytelna :) W razie problemów pytać :)



Wernisażowe dylematy...

W niedziele odbędzie się wernisaż, na którym (wśród innych poetów i poetek krakowskich) wystąpię i ja :) Jestem najmłodszą członkinią tego stowarzyszenia :) W sumie miałam teraz tyle na głowie - praktyki w gimnazjum i inne sprawy, że miało mnie nie być na tym wernisażu. Wiersza nie wysłałam - czasu jakoś mi brakło, żeby się tym zająć :/ Pewnego dnia ktoś zadzwonił do mnie, że jak to się stało, że mnie tam nie będzie i że wernisaż nie może się odbyć bez mojego udziału. Cóż, bardzo to był miły telefon :) i jeszcze tyle komplementów pod adresem mojej twórczości padło, że nie mogłam odmówić :) Pojawię się więc i odczytam swój wiersz, aczkolwiek tym razem nie będzie on zamieszczony w przewodniku po wystawie malarskiej.
Dla niewtajemniczonych: Jest to bardzo specyficzne środowisko artystyczne, do którego przypadkiem trafiłam i w ogóle podchodzę do niego z dużą dawką humoru :) Większość uczestników jest w wieku moich dziadków :D I też bardzo specyficzna publiczność przychodzi nas słuchać i oglądać wystawę malarską. Z osób być może znanych szerszemu gronu należałoby wymienić malarza i grafika Stefana Berdaka oraz krakowskiego jazzmana i zarazem polskie wcielenie Raya Charlesa - Jerzego Bożyka (fortepian i wokal) :D

zdjęcie stąd

Jako najmłodszy narybek zaczęłam się przyczyniać do pojawiania się młodszej publiczności, z czego się cieszę :)

Mam dylemat co na się włożyć.
Mam kilka propozycji i nie wiem, na co się zdecydować :-@


1) CARYCA :) Pomieszałam kilka stylów. Główne inspiracje to oczywiście folklor rosyjski ale i też trochę orientalnego klimatu. Zastanawiam się czy bardziej pasuje beżowy sweterek czy bordowe bolerko?



w roli głównej kopertowa spódnica: sh 1,90!!!!
top: amisu
pasek: sh
bolerko:sh
sweterek: top secret
torba: cudne tłoczenia! Dostałam od kuzynki :)
wisior: wykonany przeze mnie :)
buty: prezent od dziadka, hehe

Przypomniałam sobie, że mam fioletowy sweterek :D (w sumie to trochę nie bardzo mogę wełnę nosić, ale jakoś przeżyję). Wykopałam go kiedyś w lumpeksie. Teraz jakoś moja młodsza siostra się do niego przykleiła :)

Wersja ostateczna- decyzja chyba podjęta :)




2) orientalnie z chustą


3) orientalnie z asymetryczną bluzką



No i na co się zdecydować??

poniedziałek, 10 listopada 2008