środa, 31 grudnia 2008

sylwestrowo a la Erykah Badu

Zamieszczam szybko fotki przed wyjściem :) Resztę napiszę później...

Przed wyjściem zorientowałam się, że zostawiłam swoją panterkową chustkę w rodzinnym domu :/ Musiałam szybko wykombinować coś innego. Myślę, że ta chusta (choć bardziej w egipskie wzory) też pasuje do sukienki. Dzięki temu, że jest grubsza wyszło mi coś turbano-podobne :) Zastanawiałam się jeszcze nad naszyjnikiem, czy już nie za dużo tych dodatków, ale w końcu go założyłam :)


sylwestrowa kreacja kręcone włosy etnosylwestrowa kreacja kręcone włosy etno
Sukienka: stradivarius
chustka: sh
bolerko: sh
koturny: c&a
naszyjnik: własnoręcznie zrobiony :)
kolczyki: stragany na krakowskim rynku

Na życzenie Baglady drut, dzięki któremu uzyskałam taką fryzurę (miałam 20szt) :)
Jakby ktokolwiek wiedział lub widział gdzie coś takiego można kupić, to błagam o informację!!!

druty do włosów
Te moja ciocia zakupiła u Ruskich, którzy za czasów jej studiów (jakieś 18 lat temu) sprzedawali na rynku/kleparzu w Krakowie :)

...Aż człowiek


jestem

...
..............moje kształty
..............zdradzają kobiecość
..............choć w linii bioder
..............śpią jeszcze
..............skrzydła ptaka złożone
..............a piersi
..............swego przeznaczenia
..............nie znają
...
człowiekiem?

..............w człowieku
..............jest zwierze
..............pokryte sierścią buntu
..............co wbija pazury
..............w szczęście
..............myląc miłość
..............z walką
..............o przetrwanie gatunku
..............i co kłami się wgryza
..............w szyję życia

w czło............jest zwierze
..........wie
................ku
nawet gdy jest człowiekiem

czy żeby być człowiekiem
wystarczy być tylko człowiekiem?

.............o blat stołu
.............wystukuję palcami
.............drewniane melodię
.............spod rzęs zasłony
.............na świat patrzę
.............ślepymi zielonymi oczami

znając odpowiedź

TEKST: Bastet
wiersz napisany przeze mnie jeszcze w liceum :)

niedziela, 28 grudnia 2008

Sukienka o dwóch twarzach we wschodnim klimacie

Już się zaczynam gubić w nazewnictwie. Przyznaję się bez bicia, że wiedzę o modzie mam mizerną. Mogę tak tylko intuicyjnie stwierdzić, że dany strój nawiązuje do jakiegoś stylu. Więc jakbym kiedyś mijała się z prawdą to proszę mnie poprawiać :)
Dzisiaj z rodziną byłam w odwiedzinach u babci. Zrobiłam z siostrą prawdziwy najazd łupieżczy na dom babci :D Ofiarą mojej strychowej grabieży padła ta oto sukienka :D - uszyta z jakieś 20 lat temu przez moją ciocię z chustek, które dziadek skądś przywiózł na czyściwo do samochodu - cokolwiek to oznacza. Dobrze, że ciocia zahibernowała kilka chust w tej sukience, bo są naprawdę piękne :) Mam jakąś manię symetrii i jak pierwszy raz wzięłam tę sukienkę i zobaczyłam jej tył, to trochę mnie on rozczarował. Szkoda, że cała sukienka nie jest w tej samej kolorystyce co np. z przodu :/ Myślałam nawet żeby z tej sukienki zrobić bluzko-tunikę tj. przednią dolną chustę dać na tył. Tym sposobem w sumie miałabym dwie różne bluzki. Ale jak tak teraz patrzę na te zdjęcia to powoli zaczyna mi się podobać jej odmienność. Mogę ją nosić raz jednym kolorem na przodzie, a raz drugim :D
Ps. Wiem, że nudna jestem z tą swoją bazową czernią :/ Może powinnam sobie zrobić jakieś postanowienie noworoczne w tej kwestii i postarać się o większe urozmaicenie kolorystyczne ;) Ale z drugiej strony jakoś bezpiecznie czuję się w czerni. Nie lubię jakiegoś przeładowania kolorystycznego.



Sukienka: po cioci :)
paselk: sh
ręcznie robiona chusta: z szafy babci :) - siostry stwierdziły, że wyglądam w niej jak obładowany wielbłąd (!!!??? ale co tam! )

sobota, 27 grudnia 2008

sukienka w ludowym klimacie

Robiłam ostatnio przegląd w szafie w moim rodzinnym domu i odkopałam tę oto sukienkę :) Ciocia nosiła ją w czasie studiów, a przywieziona została we Szwecji :) Jakoś nie byłam nigdy do tej sukienki przekonana. Może i z tego powodu, że koledzy z liceum bywają złośliwi pod niektórymi względami :/ Domyślam się, że wyglądam w niej trochę jak "w worku", ale nic to! Sukienka ma śliczne hafty. Dzięki dodatkom nadałam jej trochę bardziej etnicznego wyglądu. Żałuję, że nie wzięłam ze sobą mokasynów z frędzlami, bo idealnie by do niej pasowały. Jak wrócę do Krakowa to postaram się jakieś lepsze zdjęcia zrobić. Tymczasem niech wystarczą te :)




sukienka: po cioci
wisior: wykonany przeze mnie
podkolanówki: New Yorker
saszki: humanic
bransolety: sklep indyjski i stragan koło "Adasia"
kolczyki: ul. floriańska

piątek, 26 grudnia 2008

Wspomnienia z dzieciństwa

Chyba każda z dziewczyn, gdy była mała, uwielbiała bawić się lalkami. Pamiętam jak razem z moimi siostrami (posiadam 2) bawiłyśmy się lalkami Barbie. To była prawdziwa ceremonia. Najpierw wymyślałyśmy scenariusz: np. rozbitkowie, mieszkańcy dżungli, bal, księżniczki, Kopciuszek (i tutaj za scenariusz służyły najróżniejsze bajki), a nawet siostry zakonne!!! Haha :D Potem przygotowywałyśmy scenografię - ustawiałyśmy wszystko na biurku lub łóżku, montowałyśmy też pufy, uwieszałyśmy różne koce, chusty, potem stawiałyśmy kwiatki, które miały udawać las; formowałyśmy niebieskie ścierki lub folię, które raz były stawem innym razem rzeką, a jeszcze kiedy indziej prawdziwym wodospadem, no i jeszcze gromadziłyśmy cały zwierzyniec maskotkowych koni, kotów i niedźwiedzi. Nasza wyobraźnia nie miała granic. Jedynie mama się wkurzała strasznie, że przez te nasze "ustrojstwa" nie dało się wejść do pokoju. A nie daj Bóg przesunąć coś lub ruszyć, a zaraz zanosiłyśmy się lamentem i spazmami ;) W trakcie tych przygotowań scenograficznych ja zajmowałam się szyciem kreacji dla lalek - heh, czyli gdzieś ten dryg projektantki-stylistki objawił się u mnie w bardzo młodym wieku :) (czasy podstawówki). Szyłam sukienki ślubne (wiadomo o czym najbardziej marzą małe dziewczynki :D), suknie dla księżniczek, ale i dla kocmouchów, które potem okazywały się królewnami. Zawsze był jakiś wątek cierpiętniczy w naszych zabawach. Oczywiście zjawiał się potem nagle królewicz w postaci Kena, zwanego również Erykiem, który dokonywał nieziemskiego odkrycia, jakoby biedna, uboga Barbie była prawdziwą królewną, która o tym fakcie nie miała pojęcia! I potem żyli długo i szczęśliwie :)
Sukienek dla lalek chyba już nie znajdę - pewnie są gdzieś porozdawane innym dzieciom. Ale obiecuję sobie, że jak będę miała córkę powróce do tego krawieckiego fachu :)
A tutaj kilka zabawek, które w całości zostały uszyte przeze mnie :) Prosze mi wybaczyć pewne niedociągnięcia krawieckie - no ale wtedy naprawdę byłam małym dzieckiem. Pamiętam, jak kiedyś do mojej babci przyjechała ciocia i robiła na drutach sweter, ja miałam z 10 lat wtedy. Siedziałam przy niej i patrzyłam jak przekłada oczka. Potem pod nieobecność babci sama wzięłam druty iiiiiii i jakoś mi szło :) No ale o czym ja tutaj...

Moje zabawki. Taraaaaaaaaam!


Pierrot: uszyty z jakiegoś lnianego worka i koronki :)


Wilk: pacynka, z tyłu ma jeszcze ogonek (zdaje się, że bawiłam się w teatr "Jaś i Małgosia"). Łapki uszyte z palców rękawiczki.


No i tutaj cały komplet: w roli głównej pacynka Małgosia - ruda z zielonymi oczami :)

Zostawię sobie te zabawki na pamiątkę :)

niedziela, 14 grudnia 2008

Gejsza

Pobijam własne rekordy przerabiania upolowanych lumpeksowych ubrań ;D Prezentowana tunika była rozmiaru 46!!! :D ale tak mi się materiał spodobał, że postanowiłam za wszelką cenę tę tunikę uszczuplić. Może ja powinnam zostać krawcową? Po przerobieniu tunika prezentuje się na mnie jak japońskie kimono :) (tak, tak - to odcięcie, które u pani o rubensowskich kształtach powinno znajdować się pod biustem u mnie wypadło gdzieś w pasie, ale to chyba nie najgorzej :)). Jak byłam mała uwielbiałam szyć sukienki dla lalek Barbie :) Mam nawet kilka maskotek, które sama sobie uszyłam - pacynki przedstawiające Małgosię i wilka, którymi potem bawiłam się w teatr :) Ile ja wtedy mogłam mieć lat? 13? To było jakoś w podstawówce :) Poszukam ich w domu jak pojadę na święta, a jak znajdę to może pochwalę się na blogu :)

Nie cierpię chodzić w związanych włosach... no ale tu postanowiłam zrobić wyjątek :)
Dodałam parę dodatków - pas i pałeczki - i teraz hhhm... czy ja wyglądam jak japońska gejsza?




kimono-sukienka - sh 12zł
spódnico-spodnie: sh (wieki temu) 10zł
pas: skradziony siostrze - z jakichś spodni :)
pałeczki: sklep z ozdobami do włosów (chyba z 6 lat temu kupione - ceny nie pamiętam)
pod spodem: fioletowy top - amisu 39zł
kolczyki: prezent od drugiej siostry przywieziony ze Szwecji :)

sobota, 13 grudnia 2008

nostalgicznie...

.




Modelka: Paula (moja siostra :))
Fot.: Bastet

Ps. Jakość zdjęcia taka trochę w ciapki :/, bo skanowane

wtorek, 9 grudnia 2008

Spódnico-spodnie

Miałam ambitne plany zrobić na blogu wątek:"tydzień ze spodniami", ale wierzcie, że to wcale nie takie łatwe. Dzisiaj oczywiście założyłam spódnicę :), bo nie mogłam się powstrzymać ;) Prezentowany zestaw będzie formą pośrednią. Jak to się mówi: "wilk syty i owca cała" :D
(jakiś dziwny kolor zdjęć wyszedł - nie cierpię cyfrówek, zwłaszcza tych omalże zabytkowych, no ale cóż)



spódnico-spodnie: sh parę lat temu (one są ze sztruksu - nie wiem,czy to widać na zdjęciu)
koralikowe trampki z folkowymi motywami: 30zł
pasek: sh
top: Top Secret
Sweterek: Top Secret
panterkowa apaszka: sh 3zł
drewniane koła: hm ok 19zł
drewniane bransoletki: sklep indyjski 15zł za 2 szt.

niedziela, 7 grudnia 2008

Yeti

Najpierw był prezent od Mikołaja (Oblubieńca) w postaci czapy :D Postanowił się odwdzięczyć (zemścić ;) ?) za czapkę borsuka (tzw. uszatka ze sztucznego futerka), którą z kolei dostał ode mnie ;P Mikołajowa czapa była pierwotnie w białym kolorze i jak to Oblubieniec stwierdził, wyglądałam w niej jak Śnieżynka. Jakoś średnio byłam przekonana do tego swojego nowego wizerunku, bo nie bardzo wiedziałam do czego mi będzie pasowała śnieżynkowa czapa. Planowałam zakup zimowych dodatków z białymi akcentami w postaci legwarmersów albo jakiejś chusty. Doszłam jednak do wniosku, że lepiej będzie po prostu wymienić czapę na inny kolor tj. czarny (oczywiście za zgodą Świętego Mikołaja :D). No i sama chciałam! Wcześniej wyglądałam jak Śniezynka a teraz jak diabeł tasmański ;D Choć przyznam szczerze, że w całym tym zestawie bliżej mi chyba do Yeti :D
Heh spróbujcie sobie wyobrazić jak wyglądamy z Oblubieńcem w tych czapach idąc razem ulicą :D A i jeszcze torba! Hehehe zawaliłam jakiś sprawdzian w liceum przez nią - stare dzieje. Mam czasem coś takiego, że jak się uprę na coś np. przerobienie jakiegoś ciucha, albo uszycie np. takiej torby, potrafię zawalić wszystko na rzecz dokonania tej czynności. Torbę uszyłam z.... futerkowej kapy na łóżko :D Heheh, to była dopiero atrakcja ;) Pamiętam, że jakaś nauczycielka zapytała mnie wtedy (a to już wiosna była) czy mi nie za gorąco w tym niedźwiedziu :D




futerkowa czapa z pomponami - prezent od Św. Mikołaja ;)
frędzelkowe mokasyny: allegro ok 25zł
spodnie: sh
pasek: sh
bluzka: hm
torba: własnoręcznie uszyta
futrzana kamizelka: własnoręcznie uszyta
bransoletka: sklep indyjski
kolczyki z ludowym motywem: c&a
płaszcz: hm

Anioł w pudełku od zapałek (cz. VII - ostatnia)

.......Jej drobne palce stukały w rytm muzyki na klawiaturze. Ostatnie słowa rodziły się na białym tle, stając się kilkoma zdaniami lepionymi na kształt zbrodni, która stała się jej udziałem jakiś czas temu. Zaciągnęła rękawy na zmarznięte dłonie. Za oknem biały śnieg wydawał się panować nad całą ziemią, pchając swoje puszyste ciało we wszystkie zakamarki świata. Słońce chyba umarło... Nie widziano go od kilku miesięcy. To nie dobrze. Zimą ludzie są jak rośliny - zwiędnięte, oskubane z życia do ostatniego liścia. Oderwała wzrok od komputera i utopiła swój wzrok w białym śniegu. Te kroki, małe i duże wydawały się być blizną na nieskalanej bieli. Nagle jej uwagę przykuło coś dziwnego. To niemożliwe... a jednak. To nie były zwykłe ślady na śniegu, ale stopy odbite tak dokładnie, niewiarygodnie wyraźnie... Ludzkie bose stopy... Wydrukowała wiersz i przeczytała raz jeszcze:

Pod wieczór będę cię sądził z miłości
mówiłeś do mnie
a ja pióro po piórze
rwałam ze skrzydeł Aniołów Stróżów

Lecz teraz wiem
że przyjdzie mi cierpieć

nim białe pióra
wyłowie z mroku

i drogę do Ciebie
przemierzę bosymi stopami

A Ty mnie przygarniesz
w modlitwie utulisz
Na sercu Miłość położysz

........Uśmiechnęła się do siebie. Od dawna szukała tych słów. A teraz z taką łatwością przyszły.
........Wyjrzała za okno i przyjrzała się raz jeszcze dziwnym śladom. Wzięła pudełko do ręki i przycisnęła je mocno do serca. Ciepło było tak intensywne, że zrobiło jej się aż gorąco. Wiedziała co musi teraz zrobić. Ubrała się ciepło i wyszła na dwór. "To jest ostatnia rzecz, z którą muszę się zmierzyć. Gdybym Cię nie zabiła, sam byś to zrobił pełen pokory, chroniąc mnie przed tym cierpieniem. Teraz sama muszę poznać co to jest cierpienie i ból". Ścisnęła mocno pudełko. Blask Anioła dodawał jej dziwnego ciepła i siły. Ściągnęła buty i nieśmiało postawiła bosą stopę na wgłębieniu w śniegu. Czuła przerażający chłód, ale miała w sobie tę dziwną siłę i wewnętrzne ciepło, które pozwalało jej znieść ten ból. Powoli stawiała kolejne kroki na śladach zostawionych w śniegu. Szła nieznaną jej dotąd drogą, której kresu nie było widać. Zrobiło się zupełnie ciemno. Ślady stawały się coraz mniej zauważalne. Była zmarznięta i zmęczona i powoli traciła czucie w stopach. Starała się nie myśleć o przeszywającym ją na wskroś bólu stawiając machinalnie kroki.
.........W dali stał niewielki dom, w którym paliło się światło. I właśnie w jego kierunku zmierzały ślady zostawione na śniegu. Chciała jak najszybciej dotrzeć do celu, zapukać do drzwi, poprosić o możliwość ogrzania się choć przez chwilę... Przycisnęła z całych sił pudełko z Aniołem do serca i ostatnimi siłami szła w kierunku domku zanurzając stopy w śniegu przeszywającym zimnem jak ostrze noża. Resztkami sił dotarła na miejsce, nie czując prawie stóp. Próbowała być silna, ale oczy miała pełne słonych łez. Nacisnęła dzwonek i upadła pod drzwiami.
.........Kiedy otworzyła oczy za oknem robiło się jasno. Leżała na obcym łóżku przykryta grubą kołdrą. Ból w stopach stopniowo ustępował. Na jej dłoni zaciskała się czyjaś obca dłoń. Odwróciła się powoli. Na fotelu obok spał...
- Miłosz? Co Ty tutaj robisz? - spytała zaskoczona. Otworzył oczy i spojrzał na Julkę z uśmiechem.
- Mieszkam tutaj. Wczoraj wieczorem znalazłem Cię pod drzwiami. Możesz mi wytłumaczyć skąd się tam wzięłaś i czemu szłaś boso w tym śniegu? Mogłaś sobie odmrozić stopy! Kolejny raz Cię ratuję! - powiedział i spojrzał na dziewczynę oczekując odpowiedzi na swoje pytania.
- Jak to kolejny raz mnie ratujesz?! - spytała zaskoczona.
.........Przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu.
- To Ty mnie wtedy znalazłeś nad rzeką? - spytała nieśmiało. Na twarzy Miłosza pojawił się szczery uśmiech. Julka siedziała w osłupieniu nie wiedząc, co powiedzieć. Próbowała zebrać myśli, szukała odpowiednich słów. Przypomniała sobie o martwym Aniele Stróżu.
- Znalazłeś moje pudełko z Aniołem?
- Tak, leży tutaj - powiedział i podał jej do ręki. Pudełko nie było już ciepłe i wyglądało jakby zupełnie było pozbawione wcześniejszego blasku. Patrzyli oboje z zaciekawieniem na mały przedmiot. Julka powoli wysunęła szufladkę. Anioła nie było. W środku leżał czerwony błyszczący kamyk w kształcie serca. "Więc to jest Światło, którego szukałam" - pomyślała i uśmiechnęła się do Miłosza. Wyciągnęła kamyk z szufladki.
- Podaj mi dłoń. Chyba tylko tyle mogę Ci ofiarować - powiedziała i zamknęła kamyk w jego dłoni.
- Aż tyle... AŻ! - odpowiedział.

TEKST: Bastet

sobota, 6 grudnia 2008

Anioł w pudełku od zapałek (cz. VI)

.......Przez chwilę przyglądała się badawczo niewielkiemu przedmiotowi, a potem zacisnęła mocno pudełko w swojej dłoni. Tyle się wydarzyło dzisiejszego dnia. Z jednej strony nie miała teraz wpływu na nic, bo wszystko działo się bez jej zgody i wbrew jej woli, a z drugiej strony powoli uświadamiała sobie, że przecież sama się do tego przyczyniła nie inaczej jak właśnie przez zbrodnię, której dokonała. Wcześniej te wszystkie "znaki" przeznaczone były dla jej Anioła. Teraz sama musiała nie tylko jakoś je odczytać, ale również podążać za nimi wiedząc, że nie będzie to wcale łatwe, bo droga wiedzie przez cierpienie. - Musze sobie przemyśleć to wszystko. Poukładać w swojej głowie. Mam nadzieję, że się nie pogniewasz, ale chciałabym zostać teraz sama - zwróciła się do kolegi. Spojrzał na nią ze zrozumieniem. Po raz pierwszy uśmiechnęła się do niego. Podziękowała mu i odprowadziła go do drzwi.
.......
To wszystko, co zdarzyło się w ciągu ostatnich dni zupełnie ją przerastało. Czuła się bardzo zagubiona. Nie była jeszcze gotowa do podjęcia jakiejkolwiek decyzji. Nie była pewna, czy w ogóle potrafi wyruszyć w drogę poszukiwań swojego prawdziwego Światła. Przecież
wszystko czego dokonała, zrobiła właśnie po to, by uciec od niego jak najdalej. By odciąć się zupełnie od przeszłości, od wszystkiego czego doświadczyła, niezależnie czy niosło ze sobą miłe wspomnienia, czy wręcz przeciwnie. Wszystko kłóciło się w sobie... miłość naszpikowana nienawiścią jak jeż. "Jak to możliwe żeby "białe" stało się "czarnym"? Możesz zadawać nieskończoną ilość pytań i nigdy nie dostaniesz na nie odpowiedzi. Nigdy nie należy twierdzić, że to czego się doświadcza to prawdziwe szczęście, nawet jeśli wszystkie znaki na niebie i ziemi na to wskazują. Nigdy nie należy być pewnym, ze jest się prawdziwie kochanym. Nigdy, nigdy... nie należy ufać, wierzyć do samego końca..."
........Usiadła na łóżku obok zwiniętego w kłębek kociaka. Delikatnie go pogłaskała nie chcąc by się zbudził. - Wiesz, czasem myślę, że jestem podobna do ciebie, bo moje serce pogrążone jest w mroku tak czarnym jak twoja sierść - powiedziała. I kiedy to mówiła poczuła dziwne ciepło w swojej dłoni. Rozłożyła palce. Światło wymykające się ze szpar pudełka było odrobinę bardziej intensywne. Ściągnęła brwi ze zdziwienia, bo nie bardzo wiedziała, co przyczyniło się do tej nagłej zmiany. Spojrzała na ścianę. Nad drzwiami pokoju wisiał On - ten, którego kiedyś postanowiła zacementować swoją obojętnością. "Bo widzisz, to jest tak, że ja już dłużej nie mogłam się modlić... Kiedyś wszystko było miłością, ale postanowiłeś mi ją nagle odebrać. Przestałam się modlić, bo modlitwa była dla mnie zgubą. I nie wiem, czy potrafisz to w ogóle zrozumieć..." Łzy znowu zaczęły płynąć po jej policzkach. Potrzebowała tego - wypłakać z siebie to wszystko, co tłumiła w sobie od tak dawna. - Bo widzisz... - mówiła przez łzy - modlitwa to jest wiara i nadzieja. A ja nie chciałam dłużej wierzyć, mieć nadziei. Nie chciałam się łudzić, że można coś cofnąć i naprawić. Wiedziałam... wiedziałam, ze drzwi zostały zamknięte, że nie było klamki, żeby je otworzyć i wrócić. Rozumiesz to?! - łkała. - Zrozum, ze inaczej nie umiałam. Tak było najprościej. Nie mogłam się oszukiwać, a zwłaszcza Ciebie. Wiesz o tym, bo ilekroć z Tobą rozmawiałam, tak naprawdę podświadomie błagałam Cię żebyś cofnął czas, żebyś zwrócił mi moje szczęście... - powiedziała z trudem.
........
Pudełko świeciło jak wściekłe. Julka usilnie starała się znaleźć powód tego świecenia. Przyglądała mu się dokładnie ze wszystkich stron z nadzieją, że znajdzie jakiś znak lub wskazówkę. Przypomniała sobie słowa kolegi.
- Światło coś próbuje mi przekazać... coś ważnego musiało się wydarzyć, skoro świeci teraz znacznie mocniej. Ale przecież nic takiego nie zrobiłam, więc skąd ta zmiana?! Wtedy gdy poczułam, że pudełko robi się cieplejsze, powiedziałam tylko, że moje serce... - zamilkła. Nagle zdała sobie sprawę z własnego odkrycia. To, co powiedziała było znakiem, ku jej własnemu Światłu. Było swego rodzaju nazwaniem rzeczy po imieniu: "białe" jest Białe, "czarne" jest Czarne. O nic więcej nie chodziło. Ale nic nie jest łatwe. Nadal nie wiedziała, co ma zrobić dalej. Zrobiło jej się trochę lżej na sercu, bo cokolwiek powiedziała przed momentem - choć w gniewie i złości - było to w jakimś sensie jej rozmową z Bogiem, a więc modlitwą. Postanowiła poszukać jakiś informacji o Aniołach w internecie. Liczyła na znalezienie czegokolwiek, co pomoże jej podjąć jakąkolwiek decyzję. Powoli zaczęła odczuwać chęć odnalezienia własnego Światła. Tak naprawdę to nie ono jej potrzebowało, ale ona jego. Zdziwiła się, bo informacji o Aniołach było tak wiele, że potrzebowałaby całego swojego życia, żeby to wszystko przeczytać. "Anioły to istoty przedstawiane z białymi skrzydłami (...)", "w Anioły wierzono już w starożytności (...)", "Anioły chronią przed złem, osłaniają przed cierpieniem (...)", "Anioł to inaczej posłaniec", "Anioły dają nam znaki, kiedy stoimy przed jakimś wyborem (...)" - czytała kolejne informacje.
- Ale jakie znaki?! - skierowała pytanie do martwego Anioła, łudząc się, że dostanie na nie odpowiedź. Prawie wszystko to, co przeczytała, wiedziała już od kolegi. Zdziwiła się jego wiedzą. "Skąd on to wszystko wiedział?" - zadawała sobie pytanie w myślach. Doszła do wniosku, że czytanie kolejnych informacji nie ma już sensu, bo jej przypadek jest indywidualny i o podobnym nie pisali. Oparła twarz na dłoni wpatrując się intensywnie w skamieniałą istotę, leżącą tuż obok. Włączyła cicho muzykę i postanowiła popracować chwilę na komputerze. W jej głowie plątały się nieuporządkowane myśli, które należało wyłowić na światło dzienne, nadać im konkretny kształt, pozwolić im wyciągnąć się czarnymi cieniami w postaci choć kilku słów. Zaczęła pisać...




TEKST: Bastet

piątek, 5 grudnia 2008

Anioł w pudełku od zapałek (cz. V)

......Postanowił wrócić do domu. Nie powinna go widzieć. Nie potrzebował od niej wymuszonej wdzięczności. Dziękował Bogu, że wczoraj ją znalazł i być może nawet ocalił jej życie. Przez całą drogę myślał o jej zielonych oczach. Było w niej coś nadzwyczajnego, co go w niej interesowało. Zdawała się być wyniosła i zimna, ale odnosił dziwne wrażenie, że to tylko pozory. Czuł, że pod tą skorupką obojętności kryje się zupełnie inna osoba - ktoś, kogo próbuje w sobie zniszczyć, uśpić za wszelką cenę. Niestety na własnej skórze doświadczamy, że życie nie jest takie, jakie każdy chciałby żeby było... Przychodzi taki dzień, że wszystko wywraca się do góry nogami i najlepszą drogą na pogodzenie się z zastaną rzeczywistością i własną przeszłością jest ucieczka, stanie się kimś zupełnie innym. Tak jest łatwiej, ale... nie zawsze lepiej. "Zadzwonię do niej. Zapytam jak się czuje i czy wszystko w porządku" - pomyślał i wystukał jej numer telefonu.
- Julia? - zapytał, ale nikt nie odzywał się w słuchawce. Po chwili usłyszał jej tłumiony płacz. - Wszystko w porządku? Może mógłbym Ci jakoś pomóc? - spytał z troską.
- Nic nie jest w porządku... i chyba nikt nie może mi pomóc - powiedziała przez łzy. -Przepraszam, ale nie jestem w najlepszym nastroju - dodała i odwiesiła słuchawkę nie czekając na jego odpowiedź.
- Julka?! Zaczekaj! - odezwał się, ale w słuchawce zapadła cisza.
......Przez chwilę próbował zebrać myśli. "Coś złego się dzieje. Czuję to. I zupełnie nie wiem co mam zrobić". Ubrał kurtkę i wyszedł z domu.

.......Od dawna nie płakała. Śmiała się często w gronie przyjaciół, ale nie okazywała nigdy swoich prawdziwych uczuć. Powoli przypominała sobie gorzkich smak łez. "Zawsze smakują tak samo, obojętnie czy się płacze z rozpaczy czy ze śmiechu, próbując ukryć tę rozpacz". Czasami czekała aż zapadnie mrok, aż zostaną we dwoje - ona i jej samotność. A potem pozwolą sobie na tę odrobinę cierpkiej i słonej melancholii.
.......Zadzwonił dzwonek do drzwi. Postanowiła udać, że nie ma jej w domu. Ktoś jednak uparcie nadal naciskał dzwonek. Wreszcie nastała cisza. "Poszedł" - pomyślała. Po chwili jednak klamka w drzwiach zaskrzypiała.
- Halo! Julia jesteś tu? - zobaczył ją skuloną w rogu pokoju - ... drzwi były otwarte wiec postanowiłem wejść - powiedział zmierzając w jej kierunku.
- Co Ty tu robisz?! - zapytała, wycierając łzy z policzków.
- Przyszedłem bo... co to za dziwne światło? - spytał spoglądając na mały przedmiot leżący pod jej stopami.
- To jest... to jest mój Anioł. Nie żyje. Pewnie w to nie uwierzysz, ale to ja go zabiłam - wybełkotała przez łzy.
.......Patrzył na nią przez chwilę w osłupieniu.
- .... zostało po nim to dziwne światło - dodała i schowała twarz w dłoniach.
.......Kucnął przy niej, chciał ją przytulić, pozwalając się jej wypłakać w swoje ramiona, ale odsunęła się w bok. Było mu jej żal. Chciał jej pomóc, ale była taka zamknięta w sobie. Wziął do ręki pudełko po zapałkach i przyjrzał się dokładnie figurce leżącej na dnie szuflady, od której bił tak dziwny blask.
- Skoro twierdzisz, że to Twój Anioł to... ja wiem tylko, że Anioły to wysłannicy Boga. Każdy z nas ma przydzielonego w swoim życiu tylko jednego Anioła Stróża. Ich zadaniem jest pomóc człowiekowi przy wyborze odpowiedniej drogi życiowej. One nie wybierają za nas, ale starają się nam pokazać, że jest kilka dróg, którymi możemy podążyć. Oświetlanie tej właściwej drogi to wielki ból dla Aniołów, bo cierpią zmagając się ze złem, przed którym próbują nas ochronić. To światło, które od nich bije nie należy do nich, tylko do samego Stwórcy, więc dlatego nic nie jest w stanie go zniszczyć - zwrócił się do Julki.
- Nie rozumiem. Ale dlaczego to światło na przykład nie wróciło z powrotem do Nieba? - spojrzała na chłopaka.
- Nie wiem. Może to światło ma jeszcze coś do zrobienia tutaj na ziemi. Może coś próbuje ci powiedzieć, przekazać. Przeczytałem kiedyś, że ci, którzy stracą swojego Anioła, muszą sami odnaleźć drogę do prawdziwej Światłości. Ale wiele przyjdzie im wycierpieć, bo teraz sami muszą znieść ból, przed którym wcześniej chronił ich Anioł. Wiesz, czasem to jest tak, że to światło jest bardzo blisko nas, tylko my go nie zauważamy, albo nie zdajemy sobie sprawy z tego, że to właśnie jest to światło, którego od tak dawna poszukujemy. Wystarczy wyciągnąć rękę, posłuchać głosu własnego serca - powiedział i spojrzał na dziewczynę. Lubił na nią patrzeć, na jej drobne dłonie i jak zmysłowo odgarniała nimi włosy z twarzy odsłaniając swoje zielone oczy, którymi teraz tak badawczo mu się przyglądała. Wyglądała uroczo z tym rozmazanym tuszem, który spłynął razem z łzami po jej policzkach. Tak bardzo chciał ją przytulić i jakoś pocieszyć. W końcu nie codziennie ponosi się konsekwencje zabicia własnego Anioła Stróża.
- Co powinnam teraz zrobić? - spytała błagalnie.
- Nie potrafię Ci odpowiedzieć na to pytanie, w książkach nie piszą o tym - zaśmiał się, ale po chwili zrobiło mu się jej bardzo żal. W jego głosie było pełno szczerości. Julka posmutniała na twarzy, bo nie takiej odpowiedzi oczekiwała. - Ale myślę, że powinnaś go nosić ze sobą. Może coś zauważysz. Jakieś zmiany w świetle. Cokolwiek. Może on wskaże Ci drogę i wtedy będziesz wiedziała, co dalej robić - powiedział kładąc na jej dłoni pudełko z martwym Aniołem.

TEKST: Bastet

czwartek, 4 grudnia 2008

czarno na białym

To będzie zdecydowanie jeden z moich ulubionych zestawów!
Jakiś czas temu wyczytałam w pewnej gazecie, że gwiazdy mają słabość do niektórych swoich ubrań do tego stopnia, że nazywają je imionami :D. W tym świetle fakt, że niektórzy mężczyźni mówią do swoich samochodów 'Kochanie' przestaje mnie dziwić;)) . Muszę się przyznać, że zakochałam się w tej spódnicy! Wiem, że to idiotyczne, ale chyba wymyślę jej jakieś imię ;D

Praktyki licealne zbliżają się duuużymi krokami :-@ a co za tym idzie, trzeba będzie trochę "normalniej" wyglądać :/ W tym stroju chyba mogę pokazać się przy tablicy ;>



spódnica: sh (zwężona przeze mnie z rozmiaru 40 na 36 :D)
bluzka: hm
bolerko: sh
pasek: sh

środa, 3 grudnia 2008

Etno-folk

ehhh miałam zacząć oszczędzać kasę... No ale jak to zrobić, kiedy po drodze z uczelni są dwa lumpeksy i szyldy "Nowa dostawa"? Ratunku! No to weszłam, z nadzieją, że wyjdę bez niczego, a tam co? Ta spódnica. No jak się nie rzucić na nią? I portfel znowu lżejszy :/ Ale przyznacie chyba, że czasem warto zgrzeszyć :D


spódnica: sh (rozmiar 40! ale już kminię jak ją uszczuplić w pasie :))
indyjskie bransoletki: od kuzynki

wtorek, 2 grudnia 2008

Anioł w pudełku od zapałek (cz. IV)

- Chodź, zabiorę cię. Zamarzniesz tutaj na śmierć - powiedział do niej. Milczała. Nawet nie spojrzał na niego. Miała zamknięte oczy. Można było pomyśleć, że śniła.
- Nie zmuszaj mnie do tego... Dzięki Bogu, że cię w ogóle znalazłem. Domyśliłem się, że coś się stało, bo miałaś taki dziwny głos. Wiesz, też tu czasem przychodzę, jak nie wiem co z sobą począć, albo jak zupełnie tracę cierpliwość do ciebie i wmawiam sobie, że przecież tyle jest... ale nie potrafię powiedzieć dlaczego... Coś ciągle każe mi wracać do ciebie. W dziwny sposób czuję się za ciebie odpowiedzialny, nawet jak jesteś taka zimna i obojętna dla mnie, jak mnie unikasz - zrobiło mu się dziwnie lekko na sercu jak to powiedział. Niósł ja na rękach jak małe dziecko, wierząc że słyszy wszystko co do niej mówi.
......Śnieg ciągle jeszcze padał. Szedł już chyba ponad pół godziny. Czuł przez płaszcz jak drży z zimna. Wiedział gdzie mieszka, choć nigdy nie zaprosiła go do siebie. Spotkali się tylko kilka razy. Przystanął na chwilkę żeby złapać oddech.
- Zabiłam Anioła... - wyszeptała tak cicho, ze ledwo dało się zrozumieć jej słowa. Zmarszczył czoło i objął ją mocniej.
- Już niedaleko, zaraz będziemy na miejscu. Chyba masz gorączkę - powiedział z troską. Zatrzymał się przed drzwiami i zaczął szukać klucza w kieszeniach jej płaszcza. Popchnął drzwi i wniósł Julkę do środka mieszkania. "Nie mówiłaś, że masz kota". Położył ją na łóżku, delikatnie rozebrał z płaszcza i kozaków i przykrył ciepłą kołdrą. Poszperał trochę po mieszkaniu w poszukiwaniu jakiejś apteczki. Znalazł opakowanie leków na przeziębienie i wrócił do jej pokoju zabierając z kuchni szklankę z wodą.
- Zabiłam Anioła... - wymamrotała.
- Wypij to - powiedział, podając jej tabletkę i wodę do popicia. - Nikogo nie zabiłaś. Porozmawiamy jutro. Okrył ją dokładnie kołdrą i wyszedł z pokoju zamykając za sobą drzwi. Poszedł do kuchni poszukać zapasowych kluczy do mieszkania. Kluczy nie brakowało, ale żadne nie pasowały do wyjściowych drzwi. "Wiem, ze będziesz wściekła na mnie, ale nie mogę Cię zostawić w otwartym mieszkaniu". Znalazł koc i zdrzemną się na fotelu w kuchni.
......Dochodziła dziesiąta rano, kiedy się ocknął. Podszedł pod drzwi do pokoju Julki. "Cisza... więc jeszcze śpi". Napisał coś na kartce i wsunął pod magnes na lodówce. Zaparzył herbatę. Zza drzwi było słychać jakiś szmer i skrzypienie podłogi. "Chyba się obudziła". Wyszedł cicho z mieszkania przymykając za sobą drzwi.

- Skąd się tu wzięłam? Pamiętam jak wczoraj wyszłam na spacer i ... i nic poza tym. A może to tylko kolejny dziwny sen? Próbowała sobie przypomnieć wszystko. Bolała ją głowa i źle się czuła. Poszła do kuchni wstawić czajnik z wodą. Jakież było jej zdziwienie kiedy zobaczyła na stole szklankę z jeszcze gorącą herbatą. Do lodówki była przyczepiona kartka z napisem: "Dbaj o siebie! Twój Anioł"

- Anioł?! Ja chyba oszaleję! - krzyknęła. Zmięła ze złości kartkę i cisnęła ją w ścianę. Odgarnęła włosy z twarzy i szybkim krokiem poszła do swojego pokoju. Wysunęła kuferek spod łóżka i wyjęła pudełko po zapałkach. - Masz z tym wszystkim coś wspólnego?! Nie prosiłam cię o pomoc! No odpowiedz mi! Boże, to nie możliwe że on... Przecież on nie żyje! Więc jak się wczoraj tu znalazłam?! - mówiła coraz ciszej. "Wyszłam na spacer. Nie pamiętam dokąd szłam, ale nagle zrobiło się tak zimno... nie miałam siły już iść dalej, więc... usiadłam na chwilę na tej ławce... a potem... a potem już nic nie pamiętam". Przez chwilę zdało jej się, że czuła się wczoraj tak lekko, jakby płynęła w powietrzu, albo jakby była małym dzieckiem niesionym na rękach. Usiadła na podłodze podciągając kolana pod brodę. Oparła głowę na dłoniach i cichutko zaczęła płakać...




TEKST: Bastet

poniedziałek, 1 grudnia 2008

Anioł w pudełku od zapałek (cz. III)

........Na twarzy Julki malował się dziwny spokój. Wzięła do ręki pudełko od zapałek... przyjrzała mu się dokładnie. Jej wzrok zdał się tkwić zawieszony w jakiejś pustej przestrzeni, zmrużyła oczy i zacisnęła pudełko w swojej dłoni. Gniew pojawił się w nagle ściągniętych brwiach... "Tak jest łatwiej żyć... nie mieć wyrzutów sumienia wspominając miniony dzień... kiedy rzuca się łapczywie na każdy okruch pieszczoty jak głodne zwierzę... Tak jest łatwiej kiedy żyje się po prostu z dnia na dzień, na swój własny rachunek o nic Cię nie prosząc... nie mając do Ciebie pretensji, że jest Ci obojętny mój los... Lepiej sobie oszczędzić niepotrzebnych cierpień". Otworzyła dłoń i palcami pogładziła pudełko. "Więc znów się zjawiłeś? co chcesz tym razem mi udowodnić?!" Powoli wysunęła szufladkę małego pudełka. Uwolnione światło raziło w oczy. Przysłoniła twarz dłonią, powoli rozwierając palce, żeby przyzwyczaić się do nagłego blasku. W środku martwy jak kamień leżał on. Drzwi do pokoju zatrzasnęły się z hukiem, pomimo iż nie mogło być mowy o żadnym przeciągu. Z biurka, wprost pod jej stopy, upadła kartka z wierszem. Pod pierwszą strofą pojawiły się kolejne wersy, zapisane tym samym nieznanym jej pismem:

Lecz teraz wiem
że przyjdzie mi cierpieć

nim białe pióra
wyłowię z mroku

i drogę do Ciebie
przemierzę bosymi stopami

- Co to ma wszystko znaczyć?! Może mi powiesz?! Nie, ty już nic nie powiesz... - zamyśliła się i utkwiła wzrok w podłodze. Shadow ziewnęła, podrapała się za uchem i zeskoczyła z łóżka. Przeciągnęła się jak to mają w zwyczaju koty zaraz po przebudzeniu i podeszła do swojej pani, łasząc się nachalnie.
- Może ty mi powiesz, co mam teraz zrobić? - uśmiechnęła się ironicznie, ale kociak tylko się zjeżył na widok dziwnego światła. Wsunęła szufladkę pudełka i z powrotem schowała trumnę z aniołem do kuferka.

.......Było bardzo zimno. Poczuła to dopiero wtedy, kiedy przemierzała uliczki miasta. Chciała pozbierać myśli. Naiwnie wierzyła, że wyjście na spacer przyniesie odpowiedzi na miliony pytań, które nagle pojawiły się w jej głowie albo pozwoli znaleźć choćby namiastkę czegoś, co można by nazwać "znakiem" nadejścia czegokolwiek dobrego. Nie zastanawiała się dokąd iść. Po prostu szła przed siebie, chowając zmarznięte ręce w kieszeniach długiego płaszcza. "Kogo to obchodzi, że zabiłam Anioła?! W końcu nie mówi się o nich nic. Traktuje się je jak bohaterów baśni dla dzieci. Zresztą zabicie człowieka nie jest już niczym nowym w dzisiejszym świecie. A poza tym to był mój Anioł i to moja sprawa, czy potrzebuję ochroniarza czy nie". Szła dalej przed siebie sięgając oczami nie dalej jak za czubki zimowych kozaków. Spod zaciągniętego na czoło kaptura ledwo było widać jej zielone oczy. Zaczęło się powoli ściemniać. Ulice stawały się coraz mniej znajome, droga wybierana na oślep, byle iść tylko naprzód, byle iść dalej, dalej... i wreszcie światła zostają gdzieś z tyłu, mrok gęstnieje i nawet śnieg wydaje się być czarny jak dobra mielona kawa. Musiała iść bardzo długo, bo znalazł ją na wpół przytomną siedzącą na ławce nad rzeką.



Ps. Figurkę aniołka dostałam od dobrej koleżanki z akademika :)
A opowiadanie pisałam słuchając m. in. ścieżki dźwiękowej do filmu Osada (The Village) - jeden z utworów zamieszczony na blogowym mp3 :) piękna muzyka :) Kompozytor - James Newton Howard.