wtorek, 30 czerwca 2009

Szafiarska akcja wędrowna! Tego jeszcze nie było - Bastet w sukience mini :D !

Pomysłodawczynią Szafiarskiej Akcji Wędrownej jest Riennahera :)



Wędrowny sweter dotarł w końcu do mnie :) Przyznam, że odkąd wiadomo już było jaki konkretny model sweterka będzie przechodził z rąk do rąk szafiarek wiedziałam! że właśnie tak będzie wyglądała moja stylizacja :D Modliłam się tylko o dwie rzeczy:
1. żeby nikt nie podkradł mi pomysłu ;>
2. i żeby sweter był na tyle długi, żeby mi chociaż pół tyłka zakrył ;)
Sama się sobie dziwię skąd u mnie - maniaczki długości maxi - pomysł na mini :) Chyba nie odważyłabym się wyjść w takim zestawieniu do ludzi w świetle dziennym (aż tak bardzo nie lubię zwracać na siebie uwagi ;)), no ale na jakąś imprezę (w towarzystwie osobistego bodyguarda ;D) czemu nie (?). Rozważam nawet możliwość poszukiwania tuniki o podobnym kroju (byle nie z wełny :/) :)

I jak wam się podoba taka wersja?


Ps. Łaskawość jakaś spłynęła na mnie pod wpływem podleczenia i mogę was dzisiaj raczyć widokiem swoim bez długiego rękawa :)


sweter: Big Star
panterkowy top, leginsy, pasek: lumpeks
mokasyny z frędzlami: allegro
bransoletki: orient express
kolczyki: h&m

poniedziałek, 29 czerwca 2009

Subtelny akcent indyjski :)

Outfit z dnia dzisiejszego :)
Lubię nawet do takich stylizacji na "grzeczną dziewczynkę" przemycać gdzieś cichaczem coś orientalnego :) W sumie zastanawiając się nad tytułem postu rozważałam: "Indyjskie pantofelki", albo "Wielki powrót grzywki" ;), ale doszłam do wniosku, że liczy się całokształt.
Spódniczka od Baglady w drugiej odsłonie. Pewnie pojawi się w jeszcze kilku. Zauważyłam, że kiedy nabywam jakąś nową rzecz odkrywam nagle, że pasuje mi dosłownie do wszystkiego :) A może też podświadomie dobieram wszystko do jednego prawie nic nie znaczącego elementu? Np. do drewnianego kła ;] ? No ale nie o tym miało być...
Subtelny akcent indyjski kryje się w tym zestawie pod postacią indyjskich pantofelków, które jakiś czas temu upolowałam w lumpeksie za sumę 8zł :D oraz w mniejszym stopniu biżuterii. Wahałam się czy wziąć te pantofle, bo trochę mają kształt niepraktyczny (kapcie po domu?). Dzisiaj miały swoją premierę i stwierdziłam, że są naprawdę wygodne. Zdjęcie nie oddaje ich uroku, zwłaszcza tego pięknego materiału jakim są obite wewnątrz. Na skórzanej podeszwie mają mają wytłoczone literki "made in india" :) Nie wiedzieć czemu pierwsze moje skojarzenie jak je zobaczyłam, to, że są to ślubne indyjskie pantofle :D Może to za sprawą tych ślicznych srebrnych haftów :)




indyjskie pantofelki: lumpeks :)
spódnica: od Baglady
pasek: C&A
torba: podarunek od kuzynki :)
kieł, kolczyki, bluzka: H&M
bransoletki: pull and bear

piątek, 26 czerwca 2009

How to make a turban a la Nefretete? - DIY (no może z małą pomocą :))


Ponieważ często pytacie o moją instrukcję wiązania turbanu postanowiłam się zlitować i zdradzić tajniki tej magicznej sztuki :). Choć przyznam, że najchętniej (z czystego egoizmu ;)) wgląd do instrukcji zostawiłabym tylko sobie :P. No może przepisałabym ją w testamencie swoim dzieciom ;P. Hah! Żartuję ;)

Robiąc obrazkowy tutorial, sama pogubiłam się w kolejności, ale mam nadzieję, że rozgryzłam jakoś tę właściwą :). W razie czego zasypiecie mnie pytaniami ;).

1. Najważniejszym elementem pierwszego kroku jest opaska lub apaszka pod turban (zaraz zobaczycie dlaczego). Ja używam takiej długiej cienkiej apaszki z domieszką lycry, która fajnie się naciąga i ładnie roluje na brzegach. Zakładam ją poczynając od czoła, a potem oplatam jeszcze raz z każdej strony. Efektem końcowym jest opaska z 3 zakładkami :).


2. Zaplatamy Warkocz. Niestety nie gwarantuję, że mój sposób wiązania turbanu utrzyma się na głowie z krótkimi włosami. Koczek z warkocza jest niezbędny w celu utrzymania całej konstrukcji turbanu .


3. Koczek. Spinamy go na samym czubku głowy. To bardzo istotne. Ja swój przypinam za pomocą jednej większej żabki :).


4. Chusta. Moja ma wymiary ok. 180cm x 75cm. (Zwykła standardowa z H&M'u, identyczne w jednolitych kolorach można kupić w sklepach indyjskich - bodajże na Grodzkej w Shivie - ale nie jestem pewna czy mają identyczne wymiary. Ważne by była szeroka!) Najlepsze są chusty z bardzo miękkiego materiału. Sztywny materiał stwarza trochę problemów.
Wiązanie turbanu zaczynamy od tyłu głowy, składając chustę mniej więcej na połowę.


5. Trzymajać nadal głowę w dół krzyżujemy chustę mocno na opasce przylegle do czoła. Łapiemy za rogi chusty.


6. Zbieramy całą chustę nad czołem. Koczek utrzymuje całe te marszczenia na sobie, tak by nie zsuwały się do tyłu.


7. Strzałką zaznaczyłam miejsce krzyżowania chusty, którego nie widać na zdjęciach powyżej. Układamy cały materiał pomiędzy krzyżowaniem a koczkiem, dbając o jakieś symetryczne ułożenie objętościowe :). Oba końce dajemy do tyłu.


8. Krzyżujemy dwa końce na tyle (nie wiążemy!). I teraz, uwaga! Od tego krzyżowania w sumie wszystko zależy. Najlepiej dać pod spód ten koniec, którym zaczniemy oplatać głowę w pierszej kolejności.


9. Dajemy oba końce do przodu. Zanim to zrobimy, trzeba ładnie ułożyć fałdy materiału na tyle głowy. Plecenie ma być przyległe, trzeba rozłożyć fałdy materiału od karku ku czubkowi na płasko.

10. Pierwsze oplatanie. Chusta musi być dobrze naciągnięta. Rozkładamy chustę na całą jej szerokość.
11. Krótszy bok składamy. Ważne by znajdował się on od strony przy karku.


12. Zaczynamy oplatać przylegle nad czołem równolegle do krzyżowania znajdującego się na opasce.


końcówkę i frędzle upychamy wewnątrz fałdy. Wygładzamy na bieżąco całość. Również na tyle.

13. Analogicznie powtarzamy całą czynność z pozostałym końcem chusty.


Końce wkładamy pod fałdy z boku turbanu.
Poprawiamy całość - Ja zawsze robię to z dwoma lusterkami. Poprawiam wtedy fałdki z tyłu i na górze turbanu.


Wygląd z tyłu :)



Vuala!

Ps. Będę wdzięczna za umieszczenie linku do tego posta, jeśli zamierzasz skorzystać z instrukcji i zamieścić zdjęcie na swoim blogu :).


czwartek, 25 czerwca 2009

Turban i zielona maxi dress

Chciałam pokazać mój (po)festiwalowy zestaw :) Dzisiaj odświeżony tylko drewnianym kłem :) - jakoś nie mogłam sobie odpuścić chociaż jednego łupu wyprzedażowego ;P
Sweterek jest zdecydowanie moim najlepszym z ostatnich zakupów! Dodaje takiej elegancji całości. Elegancji i szlachetności (zwłaszcza rysom twarzy) dodaje przede wszystkim turban, choć stwierdzenie to może u niektórych prowokować popukanie się w czoło ;) Na zdjęciach chciałam co nieco tego turbanowego zamotania oddać - więc fotki trochę rozjaśniane - mam nadzieję, że coś widać :) W sumie każdy ma swój sposób motania. Trzeba znaleźć odpowiedni na tyle, by pasował do kształtu twarzy i głowy :) Mi odpowiada taki stylizowany na Nefretete i myślę, że doprowadziłam swój patent motania do mistrzostwa :) Heh, jeszcze się zastanawiam czy zamieścić instrukcję :D



Popiersie Nefretete - Piękna jest!!! (łudzę się, że jestem do niej choć odrobinę podobna :)) : To tak gdyby ktoś nie wiedział, co miałam na myśli pisząc o stylu mojego zamotania. Nie wiem, czy to, co ona ma na głowie, to turban, ale powiedzmy, że bardziej moim rysom twarzy ten kształt "nakrycia głowy" odpowiada :) No oczywiście taką wysokość byłoby dość trudno uzyskać, zwłaszcza przy użyciu jednej chusty :) ale i tak uważam, że jest nieźle :)


maxi dress: Terranova
kieł: H&M 10zł :)
"sweterek atopika": Bershka

środa, 17 czerwca 2009

Pofestiwalowo

Komentować festiwalu nie będę...
Miło mi, że Panu Michałowi Bursie (syn poety) podobały się moje wiersze i nazwał mnie "Panią od Aniołów" :)

3 moje festiwalowe utwory:


Kot czarny nie bardziej niż biały Anioł

we mnie jest
Kot
co teraz schudł bardzo...
- głaskany po włos chwilowym zdumieniem

Anioły maja skrzydła pogięte...
- mylą adresy, nie chodzą boso i czas liczą co do grosza

ten Anioł patrzy na mnie zamkniętymi oczami
Anioły tak udają
- prawdę kłamią
bo boli mniej...

we mnie jest
Kot czarny
co teraz schudł bardzo
o ten kilogram miłości
której jeszcze nie było...

bezpański - oswojony Kot

z zielonymi oczami

któremu drogę pod włos przebiegł Anioł
- biały nie bardziej niż czarny Kot


Słowa

To są słowa - dłuta w rękach myśli
dłonie czasem drżą jak liście pod nagłym podmuchem wiatru
liście nie żółcą się czerwienią jesieni... one się oblekają w atramentową ciszę

Słowa rodzą się o zmroku
dziurawiąc biel stronic
swoim czarnym konturem niezaprzeczalnej literalności

Dłutem z tej cichej z pozoru nocy
wykrawam formę z krwi i kości
- zmaterializowaną rzeźbę słów ciężkich od krwi atramentu



Śni mi się sen Twoimi oczami


Śni mi się sen Twoimi oczami...
Pamiętasz? Zgubiłam kiedyś ostatnią resztę skrzydeł
Mój Anioł Stróż odszedł
Mówiłam sobie na złość - nie potrzebuję tych skrzydeł
Niech spłoną w martwym słońcu jak skrzydła z wosku

Kładę Ci się teraz na dłoni jak kamień
A Ty mnie szlifujesz słowami
Mów do mnie jeszcze...
Mów... Niech słowa Twe szlifują jak fale moją kamienność

Skrzydła mi doklej proszę na nowo
Wyprane szczęściem
Wyprasowane miłością

Ta noc pachnie cynamonem
Wypłukuje mnie miasto deszczem
Z martwego naskórka odeszłych wspomnień

Odkąd me skrzydła złamane nastawiasz do lotu
Poczęta jestem na nowo
Krzyk tulę w czarnych kieszeniach Twojego płaszcza
Już o jedną dal za daleko mi do mroku
Nareszcie...

Kiedy mi patrzysz w oczy nie oglądaj się za siebie
Widzisz? Niebo klęczy u naszych stóp
Nie trzeba się schylać dalej jak za granicę naszych splecionych rąk

Pamiętaj, że oswoiłeś mnie dłońmi
Wygłaskałeś mnie ze strachu
Już się nie boję...

Śni mi się sen Twoimi oczami...
Sen o naszym Krakowie
O Twoich dłoniach pełno-biało-księżycowych
W których jak w misach
Układam do snu piersi alabastrowe

Na horyzoncie mych ust pocałunek znów złóż
Przytul się swoim snem nagim do mego snu
Aniele mój
Nie rozbieraj mnie nigdy ze skrzydeł
Duszę garbatą wyprostuj wiarą
Że tylko Miłość jest Bogiem



Wiersze: Bastet - Dagmara Wojtowicz

piątek, 12 czerwca 2009

Festiwal Byczo u Poety



Zgłosiłam swój udział w wieczorze DOBRZE ZAPOWIADAJĄCYCH SIĘ który odbędzie się 16 czerwca w Cafe Młynku na Kazimierzu o godzinie 18 :) Serdecznie zapraszam :)
Więcej o samym festiwalu do przeczytania na stronie http://festiwal-byczo-u-poety.blog.pl

sobota, 6 czerwca 2009

Szafiarska akcja muzyczno-gwiazdorska! Daguizm kontra Baduizm :)

Pomysłodawczynią tej cudownej kolejnej szafiarskiej akcji jest Aneczkowyświat :)



Od niepamiętnych czasów moją ulubioną piosenkarką jest Erykah Badu :) Kiedyś brałam sobie radio do łazienki, puszczałam głośno jej płyty i biorąc prysznic śpiewałam razem z nią :) Nie wiem czemu, ale szum lejącej się wody oraz wrażenie podwójnego pancernego zamknięcia - kabina prysznicowa i drzwi łazienkowe - zdejmują z człowieka tę dziwną nieśmiałość do wydobycia z siebie mocniejszego głosu podpartego pracą przepony :D Nawet świadomość tego, że akustyka łazienki jest tak cudownie skonstruowana, że z pewnością usłyszą mnie zarówno sąsiedzi za ścianą jak i ci pod łazienką, przestaje w jakikolwiek sposób wadzić :)
W pamięci mam jeszcze zeszłoroczny koncert Eryki Badu w Gdyni. Mało brakowało, a bym na nim w ogóle nie była (pomimo iż wybrałam się praktycznie na wysłuchanie tylko tego koncertu). Tego samego dnia korzystając z cudownego słońca opalałam się na plaży w Sopocie. Pech chciał, że przegięłam (o czym się dowiedziałam po powrocie do namiotu), choć może lepiej zwalić na słońce, że za mocno grzało, na to że chmur nie było, na to, że w ogóle ludzie leżeli na rozgrzanym piasku jak foki i nie chciałam się wyróżniać z tłumu :/ Jeszcze zanim ustawiłam się w kolejce do autobusu festiwalowego zaopatrzyłam się w pianki na poparzenia (nie byłam w stanie ubrać na siebie praktycznie nic oprócz zwiewnej letniej sukienki :/). I nie muszę chyba pisać, że ludzie patrzyli na mnie jak na kosmitę kiedy szłam z takimi białymi rękoma i nogami :] Dojechaliśmy mocno spóźnieni na ten koncert, wystraszyłam się, że Erykah zeszła już dawno ze sceny, bo grał jakiś inny zespół ;( Już miałam się zanosić spazmatycznym płaczem, kiedy doszła do mnie szczęśliwa wiadomość, że jej koncert został przeniesiony na późniejszą godzinę :D W międzyczasie dostałam jakichś dziwnych drgawek. Mój Mysz przejął się tak bardzo moim stanem, że chciał mnie siłą zawieść z powrotem z obawy czy czasem nie dostałam udaru :/ Wróciliśmy więc do namiotu, ubrałam się na cebulkę upierając się że to z zimna te drgawki, a on nie chciał mi wierzyć namawiając byśmy zostali w namiocie. Koniec końców zrobiliśmy z powrotem kurs z Sopotu do Gdyni :) bo co jak co, ale nawet gdybym dostała tego udaru kazałabym się razem z namiotem albo i łóżkiem szpitalnym zawieść pod scenę, by wysłuchać jej cudownego głosu :) Wracając do rodzinnego domu leżałam jak zwłoki w pociągu mając pod ręką najtroskliwszą z pomocy medycznych - mojego mężczyznę - który regularnie wklepywał w moje biedne zwęglone ciało kolejną dawkę pianek. Potem jeszcze kilka dni spałam na mokrym ręczniku i takimże również przykryta zanim doszłam do siebie :) Cóż zrobić, za głupie błędy płaci się własną skórą :( Ale zgodnie z zaleceniami lekarza, Mysz miał okazję wykazać się swoją troską, więc dzielnie zmieniał okłady mącząc ręczniki w zimnej wodzie :) A ja, kiedy tak leżałam na łóżku jak kłoda, przyśpieszałam czas swojej rekonwalescencji nucąc w myślach wszystkie koncertowe piosenki Eryki Badu:)

O matko, ale się rozpisałam! Niech moje wywody świadczą zatem o tym, ile kosztuje biednego fana zachcianka zobaczenia swojego idola na żywo :D

Zauroczona stylizacjami na zdjęcia, które jakiś czas temu publikowała Riennahera (sesja1, sesja 2) postanowiłam stworzyć podobną stylizowaną sesję jako, że również styl swojej gwiazdy muzycznej w osobie Eryki Badu - bezapelacyjnej królowej turbanów - ubóstwiam :) Takie oto skromne efekty wyszły. Przeprasza się oglądających, że po ubiegłorocznej opaleniźnie nie zostało już śladu ;)


Daguizm kontra Baduizm!




Ps. Niestety nie udało mi się skonstruować tak okazałego turbanu. Możecie mi nie wierzyć, ale zużyłam na swój prototyp dwa prześcieradła! i ciężko mi było głową ruszyć od jego ciężaru ;)

Ps2. Przy okazji publikacji tego postu chciałam poinformować, że na okres egzaminacyjno-sesyjny zawieszam na kilka tygodni swoją działalność blogową. Mam nadzieję, że będziecie cierpliwie czekać na kolejne posty :) (jak dobrze pójdzie, to jeszcze pod koniec czerwca). Życzę wszystkim zdania wszelakich egzaminów, a zwłaszcza samej sobie (przepraszam za egoizm)!

Ps3. Druga z kolei piosenka na moim blogowym mp3 pojawiła się tam nieprzypadkowo :) Pani, która śpiewa - Ewa Nawrot we własnej osobie pochodzi z mojego rodzinnego miasta Wielunia :D Moim skromnym zdaniem jest polskim wcieleniem wokalnym Eryki Badu. Cudownie mieć we własnym kroju piosenkarkę o takim głosie (miałam przyjemność uczestniczenia kiedyś w jej warsztatach wokalnych:)). Jeśli sięgnięcie głęboko pamięcią przypomnicie sobie jedną z półfinałowych uczestniczek programu "Droga do gwiazd", która głosem prawdziwej grubej murzynki, choć tak niepozorna z wyglądu (Słowa Ewy Bem :D) zaśpiewała piosenkę "I try" Macy Grey. Później śpiewała jeszcze w "Szansie na Sukces" w specjalnym odcinku na rzecz poszukiwania wokalistki do zespołu Blue Cafe. Obecnie Ewa Nawrot koncertuje głównie w Poznaniu i przymierza się do wydania swojego pierwszego krążka :D