czwartek, 30 lipca 2009

Dla fanów erotyki :D -> bikini & strój do opalania ;)



Jak wynika z podglądania moich statystyk największa ilość czytelników trafia na mojego bloga po haśle 'erotyk' :D (zapewne za sprawą jednego z moich wierszy o tym tytule :)). Jako, że potencjalny czytelnik może się jednak wydać rozczarowany zawartością niniejszego bloga szukając treści zgoła innych ;D, postanowiłam zadowolić was odsłonieniem kawałka mojego ekhmm! nagiego ciała :D Nie wiem w jakim stopniu nagie plecy mogą podnieść ciśnienie u pewnej grupy osób, ale ale! nie pokuszę się niestety o zaprezentowanie owego bikini na sobie ze strony drugiej, to jest zaprezentowania weń mojej klatki piersiowej :P Choć pewnie podniosłabym sporo oglądalność mojego bloga uczynieniem tego ;D Z drugiej jednak strony mogę zapewnić, że nie ma za bardzo czego tam oglądać ;)
Top bez pleców jest nabytkiem sprzed kilku lat już (wykopałam go w lumpeksie) i doskonale sprawdza się właśnie w zestawach do opalania (za blokiem), żeby nie opóźniać procesu dyskretnego rozbierania się.
Warkoczyki upięłam w duży kok i wpięłam w niego kwiat (jeden z nielicznych moich łupów wyprzedażowych).
Zawsze miałam problem z kupieniem okularów przeciwsłonecznych. Ilekroć podejmowałam próbę zakupienia ich, po przymierzeniu stwierdzałam z rozczarowaniem, że wyglądam w nich co najmniej komicznie :/ Tak więc od czasów podstawówki!!! nie posiadałam ani jednej pary. Te dostałam w spadku od kuzynki i przyznam, że jestem o dziwo w stanie wyjść w nich do ludzi :D No chyba, że jesteście innego zdania, to proszę dać znać zanim zostanę wytknięta palcami na ulicy ;)

szarawary: india market w Warszawie
sandałki: Pimkie
kwiat: H&M
top: lumpeks

bikini: oysho :) - kupione w zeszłym sezonie. Nie uwierzycie ile się nachodziłam po sklepach, żeby znaleźć swój mikroskopijny rozmiar i wzór, który zadowoliłby moje zamiłowania do stylu etno.

środa, 29 lipca 2009

Batikowa (?) sukienko-tunika :)

Sukienka wystąpiła już w roli głównej w Szafiarskiej Akcji Gwiazdorskiej :) Możecie ją zresztą oglądać na zdjęciu głównym :) Nosiłam ją już do turbanu i koszulki z rękawem pod spodem, ale jakoś nie złożyło się nigdy na stworzenie postu. Ilekroć miałam podobny zestaw na sobie nie było okazji sportretowania go :/ Dziś w całej odsłonie :)
Mniemam, że sukienka wykonana została techniką batikową (jak coś, to proszę mnie wyprowadzić z błędu, jeśli moje podejrzenia są bezpodstawne ;)).
.


Sukienka: Oh! Calcutta!
lniane spodnie: H&M
sweterek: bershka
naszyjnik: podarunek od kuzynki
kolczyki: kupione w Sopocie

wtorek, 28 lipca 2009

Wycieczka do Tyńca



Parę dni temu byłam w Tyńcu z rodzicami :) Muszę przyznać, że naprawdę przepiękna okolica! W przyklasztornych budynkach znajduje się biblioteka oraz restauracja. W kościele w Tyńcu organizowane są koncerty, a sam klasztor benedyktynów znany jest również z rekolekcji. Na placu przyklasztornym w oczy rzuca się wielka studnia, która otoczona jest ciekawą legendą :) Można też nabyć w przyklasztornym benedyktyńskim sklepiku produkty z tamtejszej manufaktury: zioła, konfitury, lecznicze alkohole "od siedmiu boleści" :D, książki z przepisami kucharskimi, wędliny i nabiał, jajka, ziołowe mydełka, szampony oraz benedyktyńskie piwo :) Zaopatrzyłam się tam też w cukierki anyżowe :D W zeszłym roku jadłam bez opamiętania lody o smaku anyżu w lodziarni w Galerii Krakowskiej (przy fontannie), ale ku wielkiej mojej rozpaczy w tym roku ich nie widziałam ;(.





I mój outfit z dnia tamtejszego.


Szrawary: Mój łup z warszawskiego india shopu
top: Amisu
Mokasyny: Graceland
Torba: allegro
sweterek: Top secret
apaszka w panterkę, kolczyki: lumpeks
zielony kieł: Oh! Calcutta! :)

czwartek, 23 lipca 2009

Nowe wcielenie maxi dress

Tak w ogóle to zacznę od tego, że nie mam od paru tygodni neta :/ na dodatek komputer też odmówił posłuszenstwa, więc korzystam z uprzejmości kolegi, który pewnie za moimi plecami puka się trochę w czoło widząc, co też wyczyniam i czym zaśmiecam mu chwilowo dysk ;)

Powróćmy do meritum postu. Prezentowana spódnica, była jeszcze dzisiaj rano maxi dress kupioną w lumpie prawie za bezcen. Miała wyprutą gumkę na górze i odprute ramiączka, więc wymagała krawieckiego retuszu :) Dzisiaj mam akurat dzień wolny, więc od samego rana zaczęłam ślęczeć nad nią. Wszywanie gumki było już prawie w fazie końcowej, kiedy naszła mnie ochota uczynienia z tej sukienki długiej spódnicy. W sumie takie duże wzory na takiej drobnej osobie jak ja wyglądały trochę przytłaczająco. Odprułam więc jedną z dolnych falbanek. Rozprułam to, co zaczęłam już kończyć, złożyłam szeroki górny pas sukienki na pół i dopiero wszyłam gumkę :) Voila! Spódnica gotowa! Nacieszam się swoją nową fryzurą :D Gryzie mnie tylko to, że w październiku mam praktyki w szkole i chyba nie wypada mi tak do uczniów iść :/



spódnica: lumpeks

pasek: lumpeks

top: New Yorker

kolczyki: prezent od Mysza :)

bransoletki: shiva

warkoczyki związane warkoczykami :) znalazłam jakieś drewniane koraliki w pudełku, które w wpletłam na kilka z nich :)

Baglady & Bastet


Fot. By Kaka Bubu :)

Tytuł powinnam chyba zmienić na "Prawie jak Thelma i Luise", bo jakieś dziwne fatum nad nami wisiało ;/

Baglady - Szafiarka, od której wszystko się zaczęło i dzięki której w ogóle odkryłam istnienie społeczności szafiarskiej :) Dzięki niej w mej głowie zaświtał również pomysł dołączenia do tego grona :) I kurcze, akurat z nią nie udało mi się do tej pory spotkać, nawet na szafiarskich zlotach :/ Od dawna planowałyśmy już wspólne spotkanie,ale jakoś problem był z dochodzeniem maili i smsów :/ Koniec końców udało się :) i szalenie się cieszę z mojego dwudniowego pobytu w Warszawie i poznaniu tej uroczej dziewczyny. Wiedziałam, że znajdziemy wspólny język :) Czekam już z niecierpliwością na jej przyjazd do Krakowa :)

Spacerując po Starówce zahaczyłyśmy o kilka indyjskich sklepów. Przyznam, że mając ograniczony budżet na zakupy, mogłabym tak stać kilka godzin przed sklepem gryząc wystawy z wrażenia :O! Heh, Baglady podsunęła mi nawet pomysł otworzenia takiego sklepu w Krakowie :D Od jakiegoś czasu pracuję właśnie w jednym z takowych w Krakowie, ale przyznam, że daleko nam do tych warszawskich :/ Pomysł otwarcia własnego interesu nie wydaje się w tym świetle wcale głupim :) Zobaczymy czy kiedyś coś z tego wyjdzie ;)

Spotkałyśmy również Kakę Bubu, która zrobiła nam bardzo fajną fotkę, kiedy już oddalałyśmy się w swoją stronę :) Jaki ten świat mały :D No nie?

Miłym akcentem była również prośba pewnej Pani o możliwość sfotografowania nas :)

Owocem mojego pobytu u Magdy są warkoczyki :) Moja mama pewnie już liczy czarne chmury gradowe nad moją głową ;) Cóż mogę rzec, młodość szybko przemija, a ja ani nie piję, ani nie palę, na imprezy nie chodzę, bo jestem typem kanapowca domatora :), nie przechodziłam też jakoś specjalnie buntu związanego z okresem dorastania, więc czemu nie zaszaleć z włosami? Nikt na tym fakcie nie ucierpi - zawsze to jakieś ciekawe doświadczenie, o którym z wielkim uśmiechem będę opowiadała kiedyś własnym dzieciom :) Nawet Myszowi się moja zmiana fryzury podoba :) Ubolewa tylko nad faktem, że moje włosy łaskoczą i są mało przyjemne w dotyku, więc muszę ją na nasze wspólne romantyczne chwile pakować w chustę ;)

Poniżej kilka fotek z Baglady :)


Baglady z Tolkiem - w życiu nie widziałam grzeczniejszego dziecka :D

a tu już My razem :)





Na sobie mam jeden z moich indyjskich łupów alias szarawary :D i turkusowe kolczyki :)

top: h&m

bransoleta: Oh! Calcutta!

chusta: Shiva

sandałki: Pimkie

PS. Zostawiłam grzywkę, bo moje czoło jakoś nie bardzo nadaje się do eksponowania w wersji solo. Ale warkoczyki najczęściej będę nosić z jakąś chustą :)

niedziela, 19 lipca 2009

Tryptyk panterkowy - odsłona III - "Wygląda Pani jak dzieło sztuki!"

Heh, w tytule jeden z wielu komentarzy jaki usłyszałam na temat tego zestawu, miałam też przyjemność zapozowania w nim do zdjęcia z pewnym Hindusem, który pytał, czy mam rodzinę w Indiach :D Nie wiedzieć czemu wzbudza on największe zainteresowanie wśród przechodniów ;). Swoją drogą uważam umiejętność ubierania się nie za jakieś "widzimisię", czy chęć wzbudzenia sensacji na ulicy (bo sensację wzbudzić można łatwo np. zakładając mini albo koszulkę z dekoltem do pępka tudzież w ogóle nie zakładając na siebie prawie nic - no ale nie o to przecież chodzi ;)), ale za czynność, która stanowi prawdziwą sztukę . Ku wielkiemu rozczarowaniu rodzicielki straciłam "umiejętność" wyglądania normalnie. Być może wzbudzi to kontrowersje jak napiszę, że właśnie czuję się ubrana normalnie! Nie jest to żaden sposób manifestacji. Ubiór po prostu stanowi integralną całość z tym, co stanowi moje wnętrze :) Moja artystyczna dusza potrzebuje wolności i swobody w twórczym kreowaniu. Dlaczego by nie traktować ubioru za dziedzinę sztuki, którą można uprawiać codziennie, niezależnie od okoliczności i okazji? W liceum nawet gumki do włosów i bieliznę (której przecież nie widać) dobierałam pod kolor do reszty stroju ;) Świadomość tego, co chcemy sobą wyrazić daje niezliczoną ilość pomysłów, a do ich realizacji wystarczy odrobina pewności siebie :) A może człowiek nie rodzi się jako czysta karta jak twierdził Locke, ale jako niezamalowane płótno? A więc twórzmy każdego dnia swój malarski wizerunek niczym obraz :)


Ps. Pogoda jaka jest każdy widzi za swoim oknem, więc dzisiaj praktykowana była wersja z żakietem :) Dowodem są mokasyny, które nie świadczą o moim niechlujstwie ;), tylko o tym, że jest mokro :@

wtorek, 14 lipca 2009

Panterkowy tryptyk - odsłona II. Panterka w stylu safari :)

Tym razem panterkę postanowiłam połączyć ze stylem safari. Przełamałam dominującą biel sukienki lnianym żakietem w kolorze khaki. Głównym akcentem uczyniłam zwięrzęce wzory - odważyłam się założyć turban w panterkę :) Dodałam biżuterię w stylu etnicznym, która powtarza w mniejszym stopniu owe ciapki z turbanu i założyłam na rękę bransoletkę imitującą skórę węża. Szkoda, że nie posiadam panterkowych butów, które dodały by jeszcze większego pazura całości :) Mokasyny chyba jednak nie najgorzej w tym zestawie wyglądają :)

biała maxi dress: stradivarius

żakiet: lumpeks

biżuteria: handmade by me

chusta w panterkę, bransoleta: Oh! Calcutta! - sklep indyjski

piątek, 10 lipca 2009

Tryptyk panterkowy - odsłona I

W najbliższym czasie będzie znowu panterkowo na blogu. w sumie większość zestawów jest już dobrze znana, ale zawsze można je odświeżyć drobnymi szczegółami, które w zasadzie zmieniają jednak bardzo wiele :)
Dzisiaj panterkowa maxi kiecka w zestawie z motylową bluzką ( skusiłam się po "Akcji Wędrownego Swetra" na zakup mini sukienki :D). Dzisiaj pełni rolę bluzki, ale pewnie pochwalę się niebawem wersją sukienkową :)
Najcenniejszym łupem jest wielki etniczny naszyjniki, który kupiłam - UWAGA! - w lumpeksie :D To oko przypomina mi symbol boga Ra :)



Ps. Heh, jakiś czas temu kolega z pracy zwrócił się do mnie słowami: - Ty mi kogoś przypominasz.
Ja: - Kogo?
Kolega: Tą... no... Nefretete :)
Nie muszę pisać jaką miałam ucieszoną minę :D

sukienka, naszyjnik: lumpeks

kolczyki z kości: hand made by me

bransoletki: India Shop

bluzka: New Yorker

rzymianki: Kleparz

wtorek, 7 lipca 2009

Czerwona jak cegła...

W sumie miałam zaprzyjaźnić się z turbanem na najbliższe parę tygodni :) Ale jakoś próbuję się przyzwyczaić od wczoraj do swojego nowego wizerunku... Może powinnam się wytłumaczyć wam jakoś, bo pewnie zaspamujecie mi komentarze zaraz ;) Tak, ja wiem, co mogło mi strzelić do głowy, żeby z tego pięknego koloru włosów jaki dotychczas posiadałam zrobić się na "czerwono"?! Na swoje usprawiedliwienie napiszę, że w pierwotnym zamyśle to miał być mocny rudy - Mysz zasugerował, żebym się właśnie przefarbowała na ten kolor. Poszliśmy po farbkę. Mysz obstawiał jasny rudy, a ja z obawy, że wyjdzie mi jakiś pomarańczowy sięgnęłam po ciemniejszy odcień :/ Och! Mogłam go posłuchać :@ Teraz zastanawiam się czy zostawić włosy takie jakie wyszły i uzbroić się w cierpliwość aż się spiorą trochę (trwała farba :/), czy próbować jakoś stonować ten odcień przykrywając go np. jasno-brązowym. Co myślicie?
Ehh a chciałam tak w ogóle pochwalić się spódnicą z lumpów w kolorze cegły, który idealnie odpowiada mojej karnacji :] Pocieszam się właśnie, że mam choć jedną kieckę do której mi włosy pasują ;D mam nadzieję, że nie będę musiała garderoby wymieniać ;)
Mysz stwierdził, że w tym kolorze i tak mi lepiej niż w moim naturalnym :) Czy faceci w ogóle potrafią być obiektywni? To tak a propos sytuacji kiedy z udawaną powagą i szczerością mówią nam: - Nie kochanie, nie wyglądasz w tym grubo!
A w rzeczywistości myślą: "Mogłabyś schudnąć 10 kg, żeby chociaż tych opon nie było widać:/ Mam nadzieję, że nie spotkam żadnego kumpla, jak będziemy iść razem!" :@.




spódnica, japonki: lumpeks
top: h&m
piórka: c&a

środa, 1 lipca 2009

Zastanawiałyście się kiedykolwiek dlaczego faceci lubią nas właśnie w tej a nie innej sukience? :D

Kiedy po raz pierwszy pokazałam Myszowi tę sukienką skomentował ją:"Beznadziejna". Kiedy następnym razem zobaczył ją w całej okazałości na mnie stwierdził: "O! Ale fajna ta kiecka!"
Zdziwiona nagłą zmianą jego opinii na jej temat, zapytałam o powód, przypominając mu słowa, którymi skomentował ją za pierwszym razem. Jak myślicie gdzie tkwi rozwiązanie tej zagadki? Mysz (umysł absolutnie ścisły) przyjrzawszy się jej bliżej doszedł do jakże odkrywczego spostrzeżenia, że wzory na sukience przypominają mu elektroforezę! Cokolwiek oznacza to słowo, dla mnie humanistki jest totalną abstrakcją:D A sukienka awansowała z pozycji straconej na miejsce drugie na liście ulubionych sukienek mojego faceta :D (za raz po kiecce panterkowej). Ciekawa jestem do jakich innych skojarzeń dochodzą faceci, kiedy mówią nam: Pięknie Ci w tej sukience! :)

Nie posiadam się z radości, że po zastosowanej terapii leczniczej moja skóra znów wygląda prawie normalnie :D Gdybym dzisiaj na ten upał miała wyjść w długim rękawie chyba sama przypominałabym elektroforezę ;D




sukienka: Oh! Calcutta! sklep indyjski (ok. 60zł :D)
kolczyki: kailu