niedziela, 4 grudnia 2011

Moja kuchnia w stylu orientalnym

Swoją kuchnię (a właściwie jej część jadalnianą) pokazywałam już jakiś czas temu w szafiarskiej akcji mieszkaniowej. Od dawna planowałam coś w niej pozmieniać, by stała się bardziej ciepła i przytulna. Bardzo brakowało mi w niej zdecydowanych barw. Ostatnio zapanowała moda na styl skandynawski, a mnie jakoś odrzuca od białych, zimnych i sterylnych ścian. Marzyły mi się odcienie przywodzące na myśl marokańskie klimaty - ciepłe czerwienie i pomarańcze, jak te ze zdjęć poniżej:

Jakiś czas temu przyszedł mi do głowy szalony pomysł pomalowania ścian na złoto. Zrobiłam rekonesans w okolicznym Leroy Merlin. Do kasy leciałam jak na skrzydłach, dzierżąc w dłoni werniks w odcieniu starego złota oraz zwykłą gąbkę z dziurami. Wiem, że trudno sobie wyobrazić w tej roli ciężarną prawie na finiszu, ale musicie mi wierzyć na słowo ;). Zauważyłam już dość dawno temu, że mogłabym spędzać w sklepach z artykułami wykańczania wnętrz znacznie więcej czasu niż w swoim ulubionym lumpeksie. Rajcuje mnie nawet dział z gwoździami ;). Niby o mężczyznach mówi się per "złota rączka", ale mojemu mężowi strach dać do ręki gwoździa i młotek, a co dopiero pędzel ;). Innymi słowy - sierot z niego totalny, jeśli idzie o prace domowe. Mnie ten fakt nawet cieszy, bo w mieszkaniu wolę wszystko sama zrobić, zwłaszcza że jest to dla mnie pole do artystycznego wyżycia się. Nie jestem łatwym współpracownikiem remontowym (o czym przekonał się niestety mój teść). Cierpię dotkliwie na syndrom detektywa Monka - wszystko musi być od linijki, symetrycznie, żadnych niedociągnięć, krzywizn i pójścia na łatwiznę. Bez ogródek wytykam błędy palcem: "tu nierówno", "tam poprawić", "tu źle" ;]. No cóż, ma się ten sokoli wzrok :).
Wracając do złotej farbki - chciałam uzyskać efekt przetarć. Nanosiłam więc werniks na ścianę gąbką "paćkami" i lekko je rozcierałam. Okazało się, że 0,25 l to trochę mało jak na ścianę o powierzchni 7m2, a budżet miałam dość ograniczony. Przypomniało mi się, że zostało mi jeszcze trochę śliwki węgierki po malowaniu sypialni. Połączenie fioletu i złota wydało mi się bardzo atrakcyjne, zwłaszcza, gdy w jednej z wnętrzarskich gazet zobaczyłam poniższe zdjęcie., toteż bez chwili namysłu wcieliłam swój pomysł w czyn.

Ściana z oknem w mojej kuchni od samego początku miała być w odcieniach mocnej czerwieni. Farbę kupiłam w Obi (z mieszalnika). Reszta inwestycji w projekt remontowy ograniczyła się jedynie do zakupu kilku kolorowych ramek na zdjęcia. Jako, że nastąpiły zmiany w naszej sypialni, kanapa z salonu powędrowała do jadalni. Zdecydowanie to przemeblowanie wyszło na plus dla kuchni :). Efekt końcowy bardzo mnie zadowolił. Mogłabym teraz spędzać w niej cały dzień, popijając zieloną herbatę z kardamonem albo sącząc mate :). Irytują mnie jedynie osłonki na doniczki - każda z innej parafii :/. Jak tylko znajdę odpowiednie, to od razu je wymienię. Pewnie na ścianie z drzwiami naprzeciw okna, również w odcieniu mocnej czerwieni (której akurat nie uwieczniłam na zdjęciach), pojawi się jakiś ornament, ale wszystko w swoim czasie.

Cała sztuka w tym, by w urządzaniu mieszkania w danym stylu nie popaść w przesadę. Lepiej nie traktować danych inspiracji zbyt dosłownie, bo łatwo wtedy osiągnąć efekt kiczu. Styl indyjski czy marokański to przede wszystkim nasycone barwy i charakterystyczne wzory. Czasem wystarczy zainwestować w ciekawą kapę na łóżko i kolorowe poduchy, żeby nadać wnętrzu zupełnie nowe oblicze. Kilka na pozór niewidocznych dodatków nada mu dodatkowego uroku.
Nie zwykłam kupować wszystkiego od razu. Raczej powoli gromadzę drobne detale, gdy coś wpadnie mi w oko (w okazyjnej cenie). Salon w stylu afrykańskim dopiero od niedawna wygląda na projekt w fazie ukończenia :).

Poniżej mój przepis na urządzenie kuchni w stylu orientalnym (z ukłonem w kierunku Maroka) przy minimalnym nakładzie finansowym :).


metaliczny werniks w odcieniu starego złota - 22,50 zł(0,25 l)
czerwona farba z mieszalnika - 22 zł (0,75 l)



Biały zegar z Ikea przemalowałam złotą farbką (do ornamentów)



obrus - lumpeks (3zł)
fioletowe podkładki - Home&You (ok. 4 zł za sztukę)





narzuta - indyjski
patchworkowe poszewki - Shiva (12 zł za sztukę)


kolorowe ramki kupiłam w Leroy Merlin (9x13 - 3,90 zł)
drewniana patera - Orient Express ( 26zł)
zdjęcia - wycięte z gazet ;)
drewniana indyjska ramka (wisiała wcześniej na ścianie z drzwiami) - Orient Express (% 12 zł)



zasłonka - indyjskie sari pocięte na 3 części (lumpeks - 10zł)


słoń - Orient Express (% 10zł)


32 komentarze:

  1. rewelacyjny klimat! nie dziwię się, że nie chcesz z niej wychodzić! jak z bajki o Alladynie czy tam Szeherezadzie :D dla mnie bomba :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak miło i przytulnie u Ciebie:). Cudo!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bo widzisz moja duszko. Ja zazwyczaj nie komentuje blogów a od facebooka trzymam się tak daleko, że najpierw widać facebook, potem Grenlandię a potem stoję ja :P ale zywcem mnie z gęby wyjęłaś te skoki ciężarnej na finiszu przy urzadzaniu orientalnego pomieszczenia gospodarczego do uzytku przez zamieszkałych w chałupie homo sapiens. Z tem, że ja konstrukcje pokoju potomka wydziergoliłam. Nawaiasem mówiąc bardzo nadobnie Ci tak kuchnia wyszła :) Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdjęcia widziałam już na fb, dzisiaj z ogromnym zainteresowaniem przeczytałam opis. ja co prawda jestem bliższa klimatom afrykańskim ostatnio, ale kuchnia robi ogromne wrażenie:)

    OdpowiedzUsuń
  5. uwielbiam Cię za wierność wyznawanych poglądów. już kiedyś Ci o tym pisałam, ale to prawda niezmienna i będę to powtarzać ;)
    kuchnia wyszła Ci bajecznie <3 klimat jest naprawdę niesamowity i gratuluję efektu z całego serca ;))
    a poza tym już z niecierpliwością czekam na Waszego Maluszka !
    pozdrawiam gorąco ;)) ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. złote ściany zdecydowanie są ok !!;)

    zapraszam na konkurs
    drawinggpin.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. ja aż boję się pomyśleć jakie tam się cuda pichcą! aż czuję zapach orientalnych przypraw:)

    OdpowiedzUsuń
  8. jesli moge dodac moje trzy grosze to roznorodnosc doniczek nie jest tutaj dla mnie istotna antomiast ten zegar wyrzucilabym piekknym lukiem przez okno:) poza tym - naprawde przytulnie!

    OdpowiedzUsuń
  9. Odkąd zamieszkałam ze swoim Oblubieńcem, szala moich zainteresowań, choć zawsze ciążyła ku wszystkiemu co ładne i dekoracyjne, również jeszcze bardziej przechyliła się w stronę wystroju wnętrz. Choć nie jestem wielką miłośniczką stylu kolonialnego, czy orientalnego we wnętrzach, to podziwiam Twój zapał i konsekwencję w doborze kolorów i dodatków. Wyszło bardzo barwnie i egzotycznie, a przy tym ciepło o domowo. Uwiłaś piękne gniazdko dla swojej coraz większej rodziny. Oby oprócz kolorów zawsze wypełniało je również szczęście. Pozdrawiam ciepło. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. decydowanie popadłaś w pisaną przez siebie przesadę i osiągnęłaś efekt może nie kiczu ale takiej przypadkowości zgromadzonych przedmiotów. Jak dla mnie daleko od wysmakowanego orientalnego klimatu. Przykro mi:(

    Pozdarwiam, Joanna

    OdpowiedzUsuń
  11. Piękne inspiracje. Jak będę miała swój dom kiedyś, też planuję wszystko urządzić w takich klimatach :)

    OdpowiedzUsuń
  12. GrossBoss: Ależ mnie zaszczyt kopnął, żem komentarz od Cię dostała :). Dziękować! Ach, widziałam tę wydzierganą komnatę Twoją i wyjść z zachwytu nie mogłam! :) Cudowność!

    Słomiany ogień: Afryka zagościła w salonie - pewnie kiedyś go pokażę :).

    setarte: Ach, dziękuję :). A dziecię, mam nadzieję, że poczeka do stycznia :).

    Patrycja: Dzięki. Na przyszłość - nie reklamuj proszę konkursów w komentarzach (przeczytaj regulamin Polskich Szaf - SPAM).

    Żużu: Zaiste, pachnie u mnie w kuchni głównie garam masalą i kardamonem :).

    Sabba: Nie bój żaby! Kiedyś go wywalę z ogromną przyjemnością :). Póki co, lepszy taki czasoodmierzacz niż żaden ;).

    Antica Szafe: Dziękuję bardzo za te słowa :). Domowo - dobre słowo, bo tak chciałam się czuć w swojej kuchni :).

    Joanna: A mi wcale nie jest przykro :). Widocznie mamy inne poczucie estetyki. Przypadkowość? No cóż, gdyby nie miała, co z pieniędzmi zrobić, pewnie przebierałabym teraz rękoma w rękodziełach Kalkuckiego targu :).

    OdpowiedzUsuń
  13. Moja duszko jaki tam zaszczyt :) Bardzo mi miło, że mnie odwiedzasz. Pozdrawiam Ciebie i potomka przez pępowinę. Pozwolita iż się NADMĘ i KRZYKNĘ, coby lepiej usłyszał.

    Ekhe...

    POTOMEK! TOJO! TWOJO CIOTKO!
    dobratam :P
    usciski!
    GB

    OdpowiedzUsuń
  14. A mnie nie do końca się podoba.Kolory piękne, piękna narzuta na kanapie, ale...no właśnie, niestety tego wszystkiego jest za dużo tutaj, niby stwarza to klimat jakiś, ale moim zdaniem właśnie wpadłaś w przesadę, której starasz się unikać. Najbardziej chyba nie podoba mi się "obrus" który masz na stole, ja widziałabym tam taki solidny, drewniany "goły" stół + jakieś podkładki, maty.Czasem warto spojrzeć na wnętrze z lekkim dystansem i dać się przekonać ;)Ale najważniejsze, że Ty się dobrze czujesz u siebie.A tak w ogóle to bardzo lubię tu zaglądać;) Pozdrawiam z Wielunia! Lenka

    OdpowiedzUsuń
  15. GrossBoss: Potomek aż podskoczył z wrażenia :)).

    Lenka: To ja może wyjaśnię inaczej, bo chyba jakoś mało zrozumiale wpis napisałam (urządzenie kuchni w stylu orientalnym minimalnym kosztem finansowym);). To mieszkanie wynajmujemy, nie będziemy tu mieszkać długo (najwyżej rok). Nie wszystkie meble są nasze. Stół niestety stanowił wyposażenie kuchni, a urodą mu bliżej do topornego stołu w stylu góralskim niźli tego w stylu kolonialnym ;) (na blat składa się kawał obdartego drewna o pofalowanych brzegach, dodatkowo zdobią go "piękne" obrazki wykonane scyzorykiem :]). Niestety nie dodadzą mu uroku żadne podkładki etc. Nie czuję potrzeby ładowania kasy w dodatki (obrusy i cuda na kiju), które potem do niczego mi się nie przydadzą. W lumpeksie nie realizują indywidualnych zamówień - się bierze co jest :). Obrus ze zdjęć pasuje kolorem do kuchni, ma bardzo ładne wzory i mnie ten fakt całkowicie zadowala, zwłaszcza, że kosztował 3 zł :). Jak będę kiedyś urządzać swoje własne mieszkanie zrealizuję swoje pomysły aranżacyjne w sposób bardziej profesjonalny :). Kiedyś zainwestuje w stół w stylu kolonialnym :). Zakochałam się bez pamięci w tym egzemplarzu. Pragnę takiego stolika kawowego! Remont powyższej kuchni miał jedynie sprawić, by stała się bardziej przytulna i bliższa moim zamiłowaniom do klimatów orientalnych. Przyznam Ci całkowitą rację - też wiele rzeczy "widziałabym" w tej kuchni :). No ale rozsądek trzyma moje zapędy w bezpiecznej odległości :). Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. Genialny klimacik stworzyłaś.Ale jakoś mnie to nie dziwi widzac Twoje zestawienia 'ubrankowe'.Podwójne pozdrowienia dla Ciebie-dla Was-aga

    OdpowiedzUsuń
  17. bardzo mi się podoba!!! jest niezwykła..tak jak Ty:))

    OdpowiedzUsuń
  18. Poprzednia wersja bardziej mi się podobała.
    W tej bardzo nie pasują mi ramki, zegar, gejsza, słoń (!), i nadmiar kolorów na ścianach.
    Ale grunt, że podoba się Tobie.
    Jestem za to nieustannie pod wrażeniem Twojej sypialni. Jest (była :) ) przepiękna i bajeczna.

    Magda

    OdpowiedzUsuń
  19. a mi się Twoje wnętrze podoba, bardzo fajnie widzieć jak sobie radzisz małymi kosztami i super, że Ci się chce. Świetny pomysł z sari-zasłoną!
    Jedyny zarzut, choć przyznaję że wydziwiony, jaki mogę postawić to bardzo "kobiecy" charakter tego wnętrza. wiem, że mój chłop by w życiu nie dał się wsadzić między te wszystkie kolory, wzory i cudeńka.
    no, zobaczymy jak będzie u Ciebie kiedy panowie zaczną wykorzystywać przewagę liczebną :)
    pozdrawiam Cię serdecznie,
    Katarzyna

    OdpowiedzUsuń
  20. Witaj :)
    Niestety, zgodzę się z kilkoma wcześniejszymi wypowiedziami, zaczynasz niebezpiecznie zbliżać się do owej nieszczęsnej granicy kiczu, a może nawet już ją przekroczyłaś.
    I tłumaczenie tego koniecznością cięcia kosztów jest nie do końca przekonujące, a to dlatego, że, moim zdaniem, rzeczy jest tu za dużo a nie za mało. Weźmy ten stół: obrus jak obrus, pomińmy to, ale spójrz na to, co na obrusie. A potem zdejmij krowiasty pojemnik, a najlepiej wszystko oprócz tej naprawdę ładnej patery i spójrz raz jeszcze. Złota ściana IMO wygląda fajnie, pasuje też fioletowa góra, ale kolorowe ramki i ich ułożenie już niestety psują efekt. Pokusiłabym się też o odsunięcie kanapy od ściany,w prawo i wciśnięcie w tamten kąt wiszącej półeczki i kocich misek. Teraz kąt z kanapą wygląda na bardzo zabałaganiony.
    Tak więc zmiany nie muszą za sobą pociągać kosztów.
    Ale to oczywiście tylko moje opinie :) I nie są złośliwe, broń Boże, sama wiem, że czasem trudno spojrzeć na swoje wnętrze obiektywnie i rada kogoś niezaangażowanego daje jakiś świeży pomysł.
    Pozdrawiam serdecznie,
    Aśka.

    OdpowiedzUsuń
  21. A nie, sorry, przyjrzałam się jeszcze raz, to nie krowi pojemnik, tylko koci, strasznie przepraszam, zmyliły mnie łaty ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Katarzyna: Jakby nie patrzeć kuchnia to raczej typowo kobieca przestrzeń ;). Mój mąż ogranicza się do korzystania w niej z 3 sprzętów: mikrofalówki, czajnika i okazjonalnie patelni ;).

    Aśka: Szczerze się uśmiechnęłam na ten komentarz ;). Odsyłam do mojej odpowiedzi dla Lenki.
    Pewnie, łatwo tak oglądać fotkę i wymyślać - "a ja bym na twoim miejscu to i tamto...".
    Krowiasty pojemnik jest zaiste kocim pojemnikiem i dostałam go w prezencie :)(kolekcjonuję różne kocie paszcze od drewnianych figurek po bluzki i inne pierdółki). Stoi sobie jak ta krowa na stole, bo nie mam na niego lepszego miejsca, a poza tym lubię mieć szybki dostęp do płatków śniadaniowych :). Mam go schować w szafce, bo nie pasuje kolorem (:D)? Jakoś trudno mi uwierzyć w to, że każdy ma w mieszkaniu dobrane wszystkie przedmioty do siebie. Gdybyśmy w taki radykalizm estetyczny mieli popadać musiałabym w tej właśnie chwili pochować herbaty, bo każda ma opakowanie z innej parafii ;].
    Ułożenie ramek jest spontaniczne. Nie dbałam o symetrię, tak jest ciekawiej IMO. Kiedyś sobie w nie swoje rodzinne zdjęcia pooprawiam (póki co naprędce pocięłam gazety) i pewnie wylądują w pokoju dziecięcia mojego:).
    Co do kanapy - nie mogę jej przesunąć ani 5 cm w prawo, bo nie otworzyłabym lodówki :)) (chyba, że ją do łazienki wstawię - wtedy by się dało ;)). Jak już tak dokładnie przypatrujemy się kątowi kanapowemu to zauważ, że ten kuferek wiklinowy stoi na grzejniku (więc?) :).
    Zdjęcia obejmują wycinek kuchni, nie uwzględniają szafek kuchennych, ani zlewu i wspomnianej lodówki - bo nie mam wpływu ani na ich ustawienie ani kolor. Zapewniam, że nie ma lepszej kombinacji stół-kanapa. Mogłabym je zamienić miejscami, ale wtedy wchodziłabym do kuchni przez oparcie od tejże kanapy. Musiałam wyjąć z zawiasów drzwi do kuchni, żeby się dało stół do ściany przystawić.
    Tak więc bardzo dziękuję za te "obiektywne" rady i "świeże" pomysły, których nie podobna w żaden sposób wcielić w życie :]. Jak to się mówi: "Wolnoć Tomku w swoim domku" :). Mi się taka aranżacja podoba, innym nie musi - co szanuję :), ale doprawdy proszę dać spokój tym wszelkim dziwnym sugestiom a propos zmian "na lepsze" - to ja w niej jadam śniadania i obiady (kolacje w łóżku ;)) :)). Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  23. Miło mi, że mogłam Ci dostarczyć powodu do uśmiechu ;]
    Cóż, pisząc tamten komentarz spodziewałam się takiej odpowiedzi, w stylu: "Anonimie, co Ci do tego?", ale mimo wszystko wysłałam, więc pociągnę to dalej.
    "Mam go schować w szafce, bo nie pasuje kolorem (:D)?" - jeżeli decydujesz się na urządzanie wnętrza w konkretnym stylu, w dodatku tak charakterystycznym i wyrazistym, to owszem, byłaby to dobra decyzja ;] Co do herbat - mam wszystkie w szafkach, i szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie trzymania wszystkich pudełek z herbatami na wierzchu.
    "Co do kanapy - nie mogę jej przesunąć ani 5 cm w prawo, bo nie otworzyłabym lodówki :))" - Cóż, przykro mi, nie dało się tego zobaczyć na zdjęciach.
    "Jak już tak dokładnie przypatrujemy się kątowi kanapowemu to zauważ, że ten kuferek wiklinowy stoi na grzejniku (więc?) :)." - Bardziej miałam na myśli tę czarno - białą półkę po prawej.
    "ale doprawdy proszę dać spokój tym wszelkim dziwnym sugestiom a propos zmian "na lepsze"" - Czyli jak rozumiem, wstawiłaś te zdjęcia żeby w komentarzach odczytać same okrzyki zachwytu, a komentarze mniej pochlebne już nie są mile widziane? Wychodzę z założenia, że publikując coś w sieci wystawiam to na ocenę, to nieuniknione. I zakładam, że ta ocena nie musi pozytywna.
    Żeby nie było - przecież Twoja kuchnia ogólnie rzecz biorąc mi się podoba, złota ściana czy zasłona z sari są bardzo fajne. Mogłam chyba przecież napisać o tych drobiazgach, które, moim zdaniem, trochę się gryzą we wnętrzu. Naprawdę nie miałam złych intencji. Szkoda, że tak odebrałaś ten komentarz.
    Pozdrawiam, Aśka.

    OdpowiedzUsuń
  24. Aśka: No widzisz, a ja nie mam nawet miejsca w szafkach, żeby sobie w nich herbaty pochować, a co dopiero taki duży pojemnik na płatki :]. Uwaga o grzejniku jak najbardziej dotyczyła twojej sugestii na temat szafki ;)(musiałabym go wysłać w kosmos, żeby za Twoją radą przesunąć ową szafkę w tamten kąt ;)). Opublikowałam wszystkie komentarze. Są takie z ochami i achami i takie bez nich. Nie zakładałam, że moja kuchnia wszystkim się spodoba. Zresztą nie przywiązuję do niej aż tak dużej wagi jak co niektórzy komentujący (jak widać). Chciałam jedynie minimalne zmiany (minimalnym kosztem) w niej wprowadzić (pomalowanie ścian plus powieszenie czegoś na nich, żeby nie były takie łyse). Ot tyle i nic poza tym :). Chętnie obejrzę czyjąś kuchnię urządzoną za taką kwotę :)). Oglądam całe mnóstwo programów i blogów o dekoracjach wnętrz, czytam to i owo. Jedne projekty mi się podobają, inne nie, ale skoro komuś się tak "uwidziało" - jego sprawa, co mi do tego - może tym się różnimy. Wielokrotnie zaznaczałam, że nie jest to moje mieszkanie na stałe, nie wszystkie meble są moje. Nie wszystko mogę, choćbym chciała. Przykładowo w salonie mam beznadziejnie brzydką szafkę-meblościankę na telewizor. I co mam z nią zrobić? Czapką niewidką przykryć? To jest tylko lokum przejściowe, więc wrzucam na luz i hamuję w sobie, jak tylko się da, metody poprawiania jego urody :). I dlatego też zwyczajnie irytują mnie te komentarze "dobre rady", bo ja zwyczajnie nie zamierzam go urządzać na cacy :). Zresztą mam na głowie ważniejsze sprawy, którymi się muszę zając :). Przy nich ceramiczny pojemnik w krowio-kocie łaty, herbaty na blacie kuchennym, kiczowaty zegarek z Ikea to są naprawdę sprawy tak błahe jak koci włos na dywanie (czarny na czarnym ;)).

    OdpowiedzUsuń
  25. podziwiam że ci sie chciało robić cokolwiek, a tu nie dość, że sypialnia odmalowana to jeszcze kuchnia. naprawdę. pamiętam jak w wynajmowanym mieszkaniu palcem nie kiwnęłam żeby coś zmienić (bo w końcu miało być tylko na rok, a i właściciele lokum wrogo nastawieni do zmian), prawie, bo połozyliśmy wykładzinę z wyprzedaży w pokoju i ceratke z folii na stół w kuchni żeby na takim podrapanym i brudnym nie jeść.
    wygląda to bajecznie. wbrew różnym opiniom wszystko pasuje. niemniej w mojej kuchni takie ilości tkanin by nie przeszły - czasem więcej czasu w niej spędza mój mężczyzna niż ja (i to raczej nie za sprawą gotowania)

    OdpowiedzUsuń
  26. Może i to wszystko nie pasuje, może jest za dużo nie tak jak nakazuje sztuka itd - komuś może się tak wydawać. Jednak dla mnie to wnętrze jest cudowne, bo Prawdziwe - widać, że nie pochodzi ze sklepowej aranżacji, ktoś w nim nie tylko mieszka, ale żyje. Według mnie dzieje się tak właśnie dlatego, że każdy przedmiot pozornie jest z innej parafii, ale podoba Ci się, więc ma tę samą myśl przewodnią.

    Poza tym te zdjęcia spowodowały, że przestałam bać się ostrych kolorów we wnętrzach - do tej pory uwielbiałam je jedynie na sobie, a pokój był drewniano-biały z niebieskim. Postanawiam więc w czasie wakacji stworzyć coś równie energetycznego:)

    Z ciekawości - na jak dużą powierzchnię starczyła Ci ta puszka werniksu? Mam dużo skosów do przemalowania i nie chcę pójść z torbami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, że dopiero teraz, ale całkiem zapomniałam o tym komentarzu. Dziękuję za komentarz :). Ta mała puszka starcza na 4 m2 z tego co pamiętam - używałam jej bardzo oszczędnie (2 sztuki)!

      Usuń
  27. Niezbyt często coś jest w stanie mnie zachwycić, ale ściany na pierwszym zdjęciu......WOW WOW WOW. Sama malowałaś budynki?Malunku są cudne..Chciałabym urządzić mój salon w podobnym klimacie, mogłabyś podesłać mi kilka dodatkowych zdjęć tych ścian i opisać jak powstały i jaki był ewentualny koszt ich wykonania?Mój mail martajaworska86@wp.pl Z góry dziękuję i gratuluję wszystkich aranżacji!

    OdpowiedzUsuń
  28. Marto, aby uzyskać odpowiedzi na swoje pytania przeczytaj treść tego wpisu i czasem kliknij w któryś link ;]. Pozdrawiam (z uśmiechem :)).

    OdpowiedzUsuń
  29. Hehe niezły styl. Podoba mi się nuta wschodu... mój pokój to mały Egipt z kolei.ja kolekcjonuję dobra Egiptu. Mój chłopak za kazdym razem przywozi mi je kiedy mnie odwiedza:) lub kiedy ja tam jeżdże do niego. A Ty wszystko kupujesz w Polsce?
    Najbardziej w oczy rzuciła mi się ta geisza z parasolem,gdzie ją kupiłaś?????????? przepiękna!
    pozdrawiam, doriana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gejsza to taka pamiątka rodzinna :). Poddałam ją małej metamorfozie. O jej szczegółach przeczytasz w tym wpisie :).

      Usuń

Komentarze zawierające SPAM oraz jakąkolwiek REKLAMĘ (w tym reklamowanie własnego bloga) będę kasowała!
Anonimie zdradź swe imię! :) Chyba, że chcesz być Anonimem1,Anonimem2, Anonimem3...
Aby załączyć aktywny link zamieść następujący kod:
<a href="adres">nazwa</a>