piątek, 30 września 2011

Wracam do żywych :)

Trochę mnie tu nie było, ale spieszę donieść, że blog ma się na zmartwychwstanie :). Obawiam się, że w przypływie nagłej ekscytacji zacznę produkować posty w odstępach jednodniowych - jakby nie patrzeć w kwestii szafiarskiej jestem w plecy o cały wrzesień. Proszę więc o wyrozumiałość i łagodne potraktowanie, jeśli w listopadzie będę się do was jeszcze wdzięczyć w sandałach i letnich koszulkach (teraz to mi już chyba tylko namioty do dyspozycji zostały).
W najbliższym czasie można się spodziewać odsłony kulinarnej. Cieszę się, że zapiekanka spotkała się waszym zainteresowaniem. Mogę tylko zapewnić, że następnym daniem, które tu ujrzycie, nie będzie z pewnością rosół na kurze grzebnej ;].
Od tygodnia wyglądam, jakby mnie czołg pancerny przejechał. Nie będę Was więc straszyć moim dzisiejszym, jakże reprezentatywnym wyglądem. Zdjęcia sprzed miesiąca. A mówiłam sobie, że nigdy nie założę nic różowego (w jakiejkolwiek odmianie). Ech, co ta ciąża robi z człowiekiem ;).


Oraz spontaniczny objaw ciążowego infantylizmu ;]


sukienka, cholli, kocia ramka: lumpeks
kolczyki: diva
bransoletki: pull and bear
chusta: indyjski