czwartek, 9 sierpnia 2012

JELP i Bastet ogłaszają konkurs!

Wszystkie mamy doskonale wiedzą, ile prania przybywa wraz z chwilą pojawienia się małego dziecka w domu. Przez pierwsze miesiące pralka chodzi prawie non stop - a to kupa, a to mleko się ulało. Później przychodzi czas na rozszerzanie diety malucha i niestety połowa pokarmów ląduje na ubrankach. Coś o tym wiem :]! Odkąd Gabryś skończył dwa miesiące przeszliśmy na pieluszki wielorazowe, a to dodatkowo zapewnia regularne pranie co dwa dni. Mogłabym o nich długo pisać, ale nie o tym jest ten wpis ;). Niestety mały odziedziczył po mnie atopię, dlatego też wiem, jak ważny jest wybór odpowiedniego hypoalergicznego środka do prania. Od wielu lat  piorę swoje ubrania w Jelpie i postanowiłam również tym razem być jemu wierna :).


Wraz z firmą JELP przygotowaliśmy dla Was KONKURS
Każda mama wie, jak bardzo irytujące potrafią być "dobre rady" otrzymywane od mam, teściowych i ciotek wszelakich. Chcielibyśmy abyście podzieliły się tymi najbardziej absurdalnymi dotyczącymi pielęgnacji małego dziecka :).  Numerem 1 na mojej liście jest pytanie dlaczego moje dziecko nie ma skarpetek przy 30-stopniowym upale :]. Odpowiedzi zostawcie w komentarzach, nie zapominając o podaniu swojego adresu mailowego. Warunkiem wzięcia udziału w konkursie jest również polubienie fejsbukowej strony JELPa:
https://www.facebook.com/JELP.bezpieczne.pranie

Na zgłoszenia czekamy do 16 sierpnia do godziny 24 :), a wyniki zostaną ogłoszone 17 sierpnia. 

5 najciekawszych odpowiedzi zostanie nagrodzonych zestawami ufundowanymi przez firmę JELP.



W ich skład wchodzi:
- jednorazowa saszetka proszku JEPL Fresh Classic 80g = 1 pranie
- żel do prania JELP Fresh 500 ml = 7 prań
- płyn zmiękczający JELP Sensitive 500 ml = 6 prań
- smyczka
- a wszystko to zapakowane w stylową eko torbę!

Sezon wakacyjny w pełni, więc z pewnością taki zestaw sprawi, że będzie przebiegał bez brudnych zmartwień :). 




42 komentarze:

  1. Mojemu dziecięciu robił się tzw. "jęczmień" na oczku i zastałam je z zawiniętą wokół paluszka u rączki czarną nitką - mądre babcie sztuk dwie stwierdziły, że to odczaruje urok... w XXI wieku! :)
    antyromantyzm@gmail.com.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Miejsce akcji: podworko, cieply letni dzien
    Bohaterami sa: dziadek, polroczne niemowle i matka
    Rekwizyty: wozek stojacy sobie w milym cieniu pod jablonka
    Akcja...
    Niemowle spi, matka na placach cichutko przemieszcza się do domu w celu zjedzienia czegokolwiek wreszcie.
    Dziadek KRZYCZAC z drugiego konca podworka: Malgoniu, naloz jej czapeczke, bo jeszcze jej wietrzyk do uszka nawieje a wtedy zapalenie i nieszczescie gotowe!!!
    ...

    OdpowiedzUsuń
  3. też jestem wierna temu proszkowi:):)
    odp: "Po co ciągasz to biedne dziecko po szpitalach i lekarzach, po co mu robisz te badania, dzieci ze wszystkiego wyrastają" aha szczególnie z wylewu w mózgu i mega przerośniętych migdałów, anemi i narastających alergii;) Ostatecznie owa doradczyni zmieniła zdanie po konfrontacji wyniki badań - wujek google
    annaonopiuk@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj ja miałam sporo takich sytuacji, tylko część już z głowy pouciekała :) Najwięcej tego było przy starszej Córci, teraz już mniej ;) To, że dziecku na pewno zimno słyszę bardzo często ;) Babcia Męża wysyłała nas do lekarza ze starszą Córką, bo urodzenia podnosiła główkę i sama ją przekręcała - Babcia Męża stwierdziła, że przepukliny się nabawi albo kręgosłup nadwyręży... Teściowa zakazała nam pożyczać komukolwiek pieniądze jak się pojawia w domu dziecko, nie pamiętam już dlaczego... ale jakieś wyjaśnienie tego zabobonu miała ;) Jak dziecko płacze to na pewno ktoś rzucił na nie urok i trzeba polizać czoło - jak jest słone to znaczy, że dziecko zauroczone :D O przelewaniu wosku nad śpiącym dzieckiem nie muszę chyba wspominać :) Hmm co tam jeszcze było.. aha! Mleka z piersi nie wylewać do zlewu itp tylko odciągnąć/wylać na pieluszkę i wyprać. Aaaaa i sadzanie dziecka na nocnik i nadsadzanie nad sedesem! dziecka półrocznego! No i oczywiście Matką Chrzestną nie może być absolutnie kobieta w ciąży! Teraz się z tego śmieję, ale momentami miałam ochotę za takie "dobre rady" zamordować ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaa i jeszcze zapomniałam! Po chrzcie dziecko jest grzeczniejsze! :D

      mikola2@tlen.pl
      Lubię na FB jako Milena K.

      Usuń
  5. wow, czytam juz zamieszczone "dobre rady" i dziw mnie bierze, i smia sie chce. Ja nie dostalam wielu "madrych rad", dzieki niebiosa, ale wspolczuje wielce wszystkim kobietom, dswiadczajacym tego ekhem fenomenu. Najwazniejsze to sluchac samej siebie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Był chrzest mojej córeczki cały orszak maszeruje w strone ołtarza kościelnego, mała na rękach swojej przyszłej mamy chrzestnej a z końca kościołam moja teściowa woła ,,Aniu, Aniu no obróć sie z nią pare razy przed ołtarzem to będzie umiala ładnie tańczyć" pozamiatało mną :), stelcia_no1@buziaczek.pl

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej, mi koleżanka powiedziała, że absolutnie nie wolno pokazywać malutkiemu dziecku lustra, nie dokońca umiała mi wyjaśnić dlaczego, ale zapewniała, że to przynosi pecha i żeby tego nie robić. A moje dziecko aż piało trzymane twarzą do lustra - koleżanka patrzyła ze zgrozą. A kiedy synek przeraźliwie płakał stwierdziła, że jest 'urzeknięty' i żeby ściągnąć lokalną czarownicę, która przeciągnie go przez stare kalesony i 'odczyni' zly czar. Na moje żarty, że sama jestem jak czarownica, bo mam czarnego kota - reagowała zdziwieniem, że dlaczego nie chcę jej posłuchać, skoro to na pewno pomoże... W XXI wieku takie rady dawała mi dziewczyna 30-letnia, która u swojej dwójki dzieci stosowała te wszystkie zabobony...
    pozdrawiam
    jagodawitch@poczta.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiara w złe działanie lustra pochodzi jeszcze z czasów gdy powłoki lustrzane były z ołowiu, i gdy przygladano sie sobie przy swiecach. Nie trzeba wielkiej wyobrazni, zeby domyslic sie jaki los spotykal narcyzow wdychajacych opary z rozgrzanego lustra;)

      Usuń
    2. dzięki, nie wiedziałam tego, a koleżanka nie umiała wyjaśnić :-)
      jagodawitch

      Usuń
    3. Moja tesciowa mi wyjasnila dlaczego nie moglam z synkiem sie w lustrze przegladam. Nie wolno bo dziecko zobaczy diabla ;o)
      Oj ja to sie nasluchalam od tesciowy farmazonow

      Usuń
    4. Za to teraz dzieci na ogół lubią przyglądać się w lustrze, uśmiechać się do odbicia, wyciągać rączki do niego. Zresztą taka reakcja jest oznakiem prawidłowego rozwoju - dziecko reaguje na twarz :) Ale siebie w lustrze zaczynają rozpoznawać dopiero ok. 2 roku życia, tzn. wtedy już kojarzą że ta twarz to one :)))
      Także miłych zabaw z dzieckiem przed lustrem życzę :))
      Emilia

      Usuń
  8. Nie mam dziecka, ale podobne historie znam. Starsi to zawsze wiedzą najlepiej... Sądzę, że to wynik świadomości ich doświadczenia. Wiedzą, że umieją pomóc, ale często zdarza im się przedobrzyć.

    OdpowiedzUsuń
  9. mala dziewczynka lat moze 5 pyta sie babci, pokazujac na ciemne plamy na ulicy:
    Babciu a z czego te plamy?
    a babcia na to: to sa plamy po niegrzecznych dzieciach ktore wybiegaja na ulicy i samochod po nich przejechal.
    Babcia jest dumna z swego pomylsu bo zadzialal i wnuczka nigdy nie uciekala jej na ulice. Wnuczka ma juz nascie lat, ma sie dobrze. mnie ta historia zostala opowiedziana jako przyklad na to ze dzieciom trzeba wszystko tlumaczyc i z nimi rozmawiac. nie wiem jak to zrobilam ja, nie wymyslajac bzdurnych horrorow na temat plan - moja corka jakos tez mi nie uciekala na ulice...
    Moze to nie na temat, nie ten czas, nie ta pora ale jeszcze mi dzwieczy to w glowie:)
    aha i nie biore udzialu w konkursie, tak sie tylko wpisalam, pozdrawiajac :)
    Sabba

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeju, zastanawiam się co z tymi ludźmi się dzieje? Moja siostra była na chrzcie, podczas ubierania maluszka w odświętny strój teściowa narobiła hałasu, żeby tylko nie zaczynać ubierać małego od lewej rączki, bo będzie... leworęczny i co za tym idzie: będzie miał gorzej w zyciu. Smieszne, ale młode matki w takiej sytuacji są bez głosu...

    OdpowiedzUsuń
  11. Absurdalne rady mojej teściowej dotyczą prania i prasowania ubranek, więc temat znacząco powiązany z nagrodą.
    Kilka tygodni przed porodem postanowiłam poprać i wyprasować ubranka dla mojego Bąbla. W szkole rodzenia dostałam w prezencie od położnej paczuszkę proszku JELP więc postanowiłam przy okazji sprawdzić rezultaty "nowego" produktu w naszym domu. Mina teściowej gdy zobaczyła, że używam specjalnego proszku- bezcenna. I słowa: No już bez przesady, ja całą trójkę na zwykłym proszku wychowałam i było dobrze a teraz wymyślacie, i że pewnie i tak niczym się nie różni od zwykłego proszku. Ekhmmm... No ok, myślę: niech sobie trochę kobiecina pomarudzi. Podczas prasowania kolejna niezadowolona mina: a co ty robisz? Ja: hmm, prasuję? T: A po co? Szkoda czasu i pieniędzy. Kto tak robi? Bez przesady... Ja: Yyy wszyscy? T: Ale wydziwiacie, ja przy całej trójce nie prasowałam i było dobrze. A jak się urodzi to kup najlepiej jakieś urządzenie do dezynfekcji mieszkania, a później alergie i się dziwicie, że dziecko choruje.
    Normalnie ręce opadają, zastanawiam się czy ta kobieta robiła cokolwiek wokół własnych dzieci:)
    Pozdrawiam wszystkie mamusie:)
    natalinka_nacia88@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. eee a ja podzielam zdanie tesciowej w kwesti prasowania. i zapewniam, nie wszyscy tak robia czyli prasuja!:) ale uwazam ze kazdy robi jak chce..

      Usuń
    2. ja też się przychylam do nieprasowania ;)

      Usuń
    3. No właśnie, każdy robi jak chce. Ja chciałam mieć wszystko ładnie, równiutko, och i ach:) U mnie w rodzinie tak jest, że pierwsze pranie to i pierwsze prasowanie, później pewnie odpuszczę:) Natalinka

      Usuń
    4. Ja również nie prasuję ;) wyprasowałam tylko ciuszki, które miałam przed porodem, a po porodzie już tylko raz. I moje Córki mają się świetnie ;)|

      Usuń
  12. u mnie również dobre rady były na porządku dziennym.
    Moja córcia urodziła sie latem a jedna z ciotek "tłukła mi" że nie powinnam zimą jak jest poniżej -1 stopnia wychodzić na spacer z 6 miesięcznym juz dzieckiem:)
    Natomiast prababcia kazała mi podać córce kiedy miała niecałe 3 miesiące delicje tak żeby sobie "pomymlała".
    Ale najśmieszniejszą radę jaką usłyszałam to taka, że jesli bedę karmić piersią to nie powinnam jeść truskawek, bo te małe pesteczki mogłyby się przedostać do pokarmu i maluszek mógł by się zakrztusić:)
    zabcia09@poczta.fm

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym nie jedzeniem truskawek podczas karmienia to jest tak, że często lekarze zalecają ostrożność, a w niektórych przypadkach odradzają, ze względu na silne alergizujące właściwości tych owoców. Niektóre dzieci mogą mieć na nie uczulenie we wczesnym okresie życia. I tyle :) Może stąd wzięła się ta bajka, a ktoś dopowiedział, że to ze względu na te pesteczki? Tak czy inaczej, ten argument przeciw niejedzeniu jest zabawny :)))

      Emilia

      Usuń
  13. "A może ja jej tą pupę przemyję moim mleczkiem kosmetycznym? Przecież ono jest takie łagodne, lepiej wyczyści, niż wacik z wodą!" :) To mój faworyt, choć na szczęście nie ma tego wiele.

    OdpowiedzUsuń
  14. ja mam dwóch synów, więc pozwolę sobie na dwie opowieści - jedna mi nieźle ułożyła w głowie i to raczej na resztę życia, a druga... spowodowała, że dowiedziałam się jak szeroko potrafię otworzyć oczy i jak to jest jak szczęka naprawdę opada ;)

    1. ja z tych mam chustowych, wielorazowo pieluchujących, nieprzegrzewających, czytających składy kosmetyków i produktów spożywczych - zatem oczywiście, nasłuchałam się nie raz o tym, że "no nie można tak, nie można. bez wózka, w tetrze i jeszcze bez skarpetek! ludzie naprawdę pomyślą, że Wam trzeba jedzenie przynosić ;)" No i wpadłam w pułapkę - najpierw się z tych swoich wyborów gęsto tłumaczyłam, a potem... potem uznałam, że to jedyne słuszne wybory i kto robi inaczej robi niesłusznie. Aż pewnego dnia... spotkałam Starszą Panią, która zagadała (z ciepłym uśmiechem) "przepraszam, ale ja muszę..." (ja nastawiona na "tiutiutiu, jak on ślicznie śpi ;)) "niedobrze mi się robi jak ja na panią i na to dziecko patrzę. takie pokrzywione, w takiej niewygodnej pozycji". I wiecie co... naprawdę mi się zrobiło niemiło. I tak pomyślałam, że... ja jednak nie będę zwracała uwagi innym. komentować ich wyborów. Moja wolność jest moją wolnością, a ich wolność ich wolnością :)

    2. dwa miesiące do porodu. mój Prowadzący musi iść na zwolnienie. zatem "castinguję" innych. rozmawiam z jedną Dochtórką o tym jak to ja widzę mój poród (naturalny - czyli sn, bez oxy, bez znieczulenia, takie tam - no wiecie..) i nagle Dochtórka "no ale jak to tak? pani nie chce cesarki? co za obłęd! co to za moda na te porody się zrobiła?!"

    ściskam! m.
    na.specjalne.okazje@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przerażające. współczuję!

      Usuń
  15. Moja opowieść również nie z tych o pielęgnacji, a o zabobonach. Po jakimś czasie od urodzin syna, zaczęli przychodzić znajomi bay zobaczyć malucha. Jak to zwykle bywa każdy przynosił jakis drobiazg. A to grzechotkę, a to kaftanik - jak to dziecku. Jakież było moje zdziwienie, kiedy jedna ze znajomych zaczęła układać koło łóżeczka.... paczki cukru. Musiałam zmienić się w jeden wielki znak zapytania, bo znajoma pospieszyła z wyjaśnieniem, że "to po to, aby miał słodkie życie". Nie muszę chyba dodawać, ze spożytkowaliśmy ów prezent w celach kulinarnych i od tamtej pory zastanawiam się czy mój syn nie wystąpi kiedyś w programie "Rozmowy w toku", w odcinku "Rodzice zeżarli mój talizman" ;))))
    A za dwa miesiące urodzi się nasza córka, więc spodziewam się znów regularnej dostawy cukru, co w czasach kryzysu wcale mnie nie martwi ;)
    agoodbuy.kinga@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja lubie takie klimaty, o ile sa nieszkodliwe, a ubarwiają życie. W pewnych rejonach Polski funkcjonowało też wiązanie dziecku na łóżeczku albo przyszywanie do kaftanika czerwonej wstążeczki "od uroków". Mój mąż jeszcze to miał i w jego rodzinie do dzisiaj to funkcjonuje. Uwielbiam takie tradycje, jak żywcem wyjęte z pracy o etnografii.
      Co do cioć dobrych rad, to jakoś ich na sobie nie doświadczyłam - nie gryzę i nie warczę, ale chyba mam w sobie coś, co odstrasza chcących dobrze nieznajomych, a własną rodzinę zaszokowałam faktem urodzenia w domu do tego stopnia, że już nikt się dalej nie wtrącał nieproszony.

      Usuń
    2. Takie były dawniej na pewnym terenie obyczaje, że dziecku przynosiło się woreczek mąki i woreczek cukru - żeby chleba mu nie brakło, i żeby życie słodkie było. Ja też dla swojego syna tak dostałam, w zmienionej lekko postaci - ciocia ciasto mu upiekła:). Ale tradycji stało się zadość.

      Pozdrawiam Halina

      Usuń
  16. Ostatnio usłyszałam, że muszę!!! karmić mojego 7 miesięcznego synka metalową łyżeczką (żadna inna nie wchodzi w grę) bo dziecko tylko taką czuje, cokolwiek miałoby to znaczyć z grzeczności nie rozwijałam tematu :)Pozdraawiam Magda kopcial82@interia.pl

    Pozd

    OdpowiedzUsuń
  17. Ostatnio usłyszałam że muszę!!!! karmić mojego 7 miesięcznego synka metalową łyżeczką (żadna inna nie wchodzi w grę) bo dziecko tylko taką czuje, cokolwiek miałoby to znaczyć przez grzeczność nie rozwijałam tego tematu.

    OdpowiedzUsuń
  18. Świetna okazja, by uświadomić sobie,że u mnie choć nie raz się irytuję, to jednak nie jest tak źle. Pomijam wszechobecną panikę babć i dziadków, że dziecko już jest chore bo kichnęło przy przewijaniu, lub odkaszlnęło ślinkę,i pytania dlaczego ma ciągle zimne rączki(bo to że nimi macha to dla nich żaden argument)o tego typu radach mogłabym już książkę napisać. Historie przedmówczyń o przesądach, chyba sama puszczę w obieg jako niezłe anegdoty, szczerze jednak współczuję wam słuchania tego typu złotych rad.
    To co mnie rozbawia(i irytuje żeby nie było)najbardziej, to uwagi odnośnie mojej diety laktacyjnej, gdyż córka ma mocną skazę białkową,a mianowicie: "kochanie, ale pamiętaj nie ważne że ona ma alergię, musisz jeść wszystko, bo inaczej będziesz miała jałowy pokarm, i dziecko będzie ciągle głodne, i pozbawione składników odżywczych...o widzisz, cały czas woła o jedzenie bo się nie najada(cały czas czyli co dwie godziny)w końcu zachorujesz i nie będziesz mogła już karmić"a kończy się na oskarżeniach ze zagłodzę w ten sposób siebie moje dziecko...hmm no no.
    A odnośnie noszenia w chuście, też mnie jedna kobieta w markecie zaczepiła mówiąc, że to źle, że niszczę dziecku kręgosłup, że o tym się specjalnie nie mówi, żeby lekarze później mogli kasę wyciągać na leczenie...nie ma to jak teorie spiskowe:P Niemniej jednak, czułam się z tym źle i jakiś niewielki procent wątpliwości "czy aby na pewno..."we mnie pozostał...
    Pozdrawiam serdecznie
    beautymaniak@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  19. Hej, to akurat poza konkursem, bo nie dotyczy pielęgnacji, ale po prostu muszę: 7 miesiąc ciąży, leżę na patologii cała w stresie (przedwczesne skurcze) a tu teściowa w telefonie panicznym głosem mówi "Oddychaj głęboko, bo się dziecko udusi"!. Inny tekst teściowej, także podczas ciąży, gdy sięgałam po coś na półkę: "Podobno jak się w ciąży podnosi ręce do góry, dziecko może się udusić pępowiną!". Dziękuję, że w tym przypadku jabłko (mąż) pada daleko od jabłoni....
    Pozdrawiam,
    Justyna

    OdpowiedzUsuń
  20. z gory pprzepraszam wszystkie kobiety, ktore podzielily sie swymi historiami, ale wlasnie siedze i czytam je mojej mamie - ubaw mamy po pachy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ha ha ja też, pierwszo słyszę o takich zabobonach;)

      Usuń
  21. Miejsce akcji: park, zdarzenie: bawię się z moją półtoraroczną wtedy córą w piaskownicy, z nami bawią się też inne dzieci, które park odwiedzały z nianiami. Rozmowa między opiekunkami dzieci i mną schodzi akurat na temat telewizji, a konkretniej oglądania bajek.
    ja: J. jeszcze bajek nie ogląda w tv
    niania: jak to? A minimini jej pani próbowąła włączyć?
    ja: tak, raz w jakimś kryzysie jak już nie wiedziałam co z nią robić to włączyłam minimini, ale ona nie była zainteresowana, wyłączyłam więc telewizor i od tamtego czasu nawet nie próbuję jej włączać, bo póki co nie jest zainteresowana.
    niania: no tak nie może być! Pani musi ją przekonać i nauczyć ogladac bajki, przezcież ona może być przez to aspołeczna! Zwłaszcza jak pójdzie do przedszkola i nie będzie oglądała bajek w telewizji to na pewno będzie aspołeczna!
    ja: ale ona na razie nic z tego nie rozumie
    niania: ale jak się nie nauczy to będzie jak dzikus

    No cóż. Dziecko ma dzisiaj 4 lata. Bajki zaczęła oglądać jak skończyła 2 latka, a i tak nie była wtedy w stanie przyswoić więcej niż jednej wieczorynkowej. Owszem, ogląda bajki, ale jak ma do wyboru bajkę w tv lub czytaną to wybierze czytaną. Takiego dzikusa wychowałam hehehe
    Pozdrawiam
    Maja (majulka@o2.pl)

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie wolno dziecku pokazywać lustra, bo może zobaczyć diabła! Jeśli niemowlę nie może zrobić kupy - należy włożyć w tyłek mydło. Największa afera była kiedy tuż po wyjściu ze szpitala - mała zrobiła kupkę ze smółką (kolor zielonkawy dla nie wiedzących), sama wtedy nie wiedziałam skąd ten kolor, dzwonie więc do mamy, a ona sieje panikę i krzyczy do słuchawki, że koniecznie do lekarza muszę biec, bo jak dziecko robi zieloną kupkę to znaczy, że jest przeziębione. Kiedy mała miała czkawkę - mama mówiła, że nałykała się powietrza, teściowa, że to dlatego, że jest dziecku za zimno.. wymieniać można by w nieskończoność. I mimo, że było nam ciężko, bo to pierwsze dziecko i byliśmy zdani tylko na siebie (mieszkamy w Poznaniu i nie mieliśmy jeszcze żadnych bliskich znajomych, cieszyliśmy się, że rodzice i teściowie mieszkają 100 km od Poznania i to w dwóch różnych kierunkach i że musiałam wszystkiego wysłuchiwać jedynie przez telefon.

    OdpowiedzUsuń
  23. hej, myślę, że i tak nic nie przebiję czerwonych kokardek na wózkach, broń Boże każdą matkę, która idzie ze swoją pociechą w wózeczku i nie ma przyczepionej czerwonej kokardki. Przecież tylko tak uchronisz dziecko od uroków rzucanych przez wszystkich zawistnych ludzi:)
    ostatnio nawet moja przyjaciółka, która twierdzi, że ona w ogóle nie wierzy w zabobony, powiedziała mi, że ona po prostu przyczepiła tę kokardkę ze względów estetycznych, mówiąc, że po prostu pięknie wygląda, akurat!
    pozdrawiam
    Kamila
    kdziub17@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My nie wiązaliśmy czerwonej kokardki na wózku, bo wszyscy znają moje podejście do zabobonów.... za to moja Teściowa przyjechała do nas z czerwoną wstążką i sama zawiązała... ;)

      Usuń
  24. Kilka dni po urodzeniu Leonka odwiedziła mnie znajoma. Posypały się rady, a jedna z nich wprowadziła mnie w totalne osłupienie. Jeśli dziecko będzie miało w buzi lub na oku włos, najlepiej wyjąć go swoim własnym językiem, bo językiem owy włos najlepiej się wyczuje. W niedowierzaniu kilkakrotnie pytałam jej, czy mam Małemu wkładać do buzi swój własny jęzor? Jej pełna pewności odpowiedź, że tak, i mój szok spowodowały, że radę tę pozostawiłam bez komentarza...
    mersko@interia.pl

    OdpowiedzUsuń
  25. Patrzą na to z boku, to na prawdę przezabawne historie, jednak jeśli jest się niedoświadczoną mamą, słuchając takich 'rad' można się na prawdę skołować :P

    OdpowiedzUsuń
  26. Na mój widok gdy szłam z dzieckiem w chuście ludzie odwracali się a starsze babcie dogadywały, że to tak cyganki dzieci kiedyś nosiły. Inni dopytywali czy nie za ciasno temu maluszkowi i czy mam pokarm jak tak się związuję. Co do innych dobrych rad to czerwona kokardka na kobiety z okresem żeby nie zauroczyły, cukier na słodkie życie i czapeczka na firance po chrzcie. Po wieczornej kąpieli mierzenie dziecka robiła babcia tak żeby krzywe nie było (kolano do łokcia po przekątnej) a jak dziecko się spinało to trzeba było poślinić w koło pępka w przeciwną stronę jak wskazówki zegara tak trzy razy. Oczywiście czapeczka na głowie do roku i nie wolno wychodzić z dzieckiem na deszcz bo piegi mu wyjdą.A jak już dobiegł koniec karmienia polecono spalić mi pokarm nad ogniem. Wystarczyło trysnąć resztką pokarmy na rozgrzany palnik kuchenki i pokarm zanikł. Odnosząc się do proszku to jedyny proszek który używałam do prania ubranek dziecięcych. Oczywiście według dobrej rady pranie rzeczy maluszka ma być oddzielnie od domowników i koniecznie ma być wyprasowane przez ojca bo matka karmiąca nie powinna prasować. mamata82@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany :D Niezłe :D
      Mierzenie znamy - też Mama mi pokazywała - bo dziecko się może przełamać ;)
      Ale ta rada, że matka karmiąca nie powinna prasować to wcale nie głupia ;)

      Usuń

Komentarze zawierające SPAM oraz jakąkolwiek REKLAMĘ (w tym reklamowanie własnego bloga) będę kasowała!
Anonimie zdradź swe imię! :) Chyba, że chcesz być Anonimem1,Anonimem2, Anonimem3...
Aby załączyć aktywny link zamieść następujący kod:
<a href="adres">nazwa</a>