niedziela, 29 stycznia 2012

Wróciliśmy :)

"Zgodnie z talmudyczną legendą dziecko, przychodząc na świat, pamięta swoje poprzednie wcielenie, ale Anioł, który towarzyszy narodzinom, kładzie mu palec na ustach i niemowlę o wszystkim zapomina. Po geście Anioła pozostaje ślad - wgłębienie między górną wargą a nosem. Dopiero wtedy dziecko może wydać pierwszy krzyk."

cytat z filmu Pierwszy krzyk, reż. Gilles de Maistre


(skin to skin :))




Gabryś
ur. 27 stycznia o godzinie 0.40 (jednak nie tak łatwo zostać babcią czy dziadkiem ;))
waga 4110g
57 cm

wtorek, 17 stycznia 2012

Słonikowa karuzela nad Gabrysiowe łóżeczko :)

W ostatnich dniach zajęłam się intensywną produkcją słoni. Wyhodowałam ich całkiem spore stado (11 sztuk) :).


Do ich wykonania wykorzystałam ścinki materiałów, które znalazłam w domu, w tym tkaninę od Natalii :). Reszta inwestycji to filcowe kulki, kawałek kolorowego sznurka i bambusowy patyk (40 gr). Dzwoneczki też miałam w swoich pudełkach ze skarbami (zostały mi po przeróbce którychś z kolczyków, a raczej ich odciążaniu ;)). Jak widać, w moim domu, jak w przyrodzie, nic nie ginie i prędzej czy później zostanie wykorzystane w inny sposób :).

Efekt końcowy prezentuje się następująco:





Pozostaje jedynie kwestia montażu pod sufitem (tato, pożycz drabinę i wiertarkę! ;)).


Ps. Zamówienia można kierować na maila ;).

No! Poszyłam, co miałam poszyć! Teraz mogę rodzić :).

środa, 11 stycznia 2012

Gabrysiowe lokum. Wicia gniazda ciąg dalszy :).

Nie ma to jak kochana rodzina, która od tygodnia testuje próg mojej irytacji ;]. Codziennie zamęczają mnie pytaniami typu: "rodzisz? szyjesz?". Naprawdę mam ochotę schować się w muszli jak ślimak. Śmieję się, że Gabryś postanowił sobie przełożyć termin narodzin na Dzień Babci ;). No więc czekamy. Czekania bezczynnie nie lubię. Zresztą nie trzeba być Einsteinem, żeby zauważyć, że liczony czas płynie wolniej. Wszystkie wolne chwile zapełniam więc tworzeniem tworów różnych przy udziale maszyny do szycia - ku wielkiej uciesze męża mojego, który przy każdorazowym jej uruchomieniu przeżywa załamanie nerwowe ;P. No cóż, pozbyłam się wszelkich złudzeń, że kiedykolwiek mianuje się moim mecenasem sztuki ;).
Nie będę Was raczyła swoim widokiem, gdyż w chwili obecnej moje gabaryty osiągnęły kuriozalne rozmiary i obawiam się, że kadru by zabrakło ;]. Dzięki Ci Boże, że oszczędzono mi konieczności stawania na wadze 3 tygodnie temu! W sumie nie narzekałam na zasób mojej garderoby podczas całej ciąży, ale poczułam dzisiaj tęsknotę do tych wszystkich ubrań, których nie miałam na sobie od paru miesięcy. Jeszcze bardziej zatęskniłam do tak prowizorycznych czynności jak samodzielne założenie butów czy spanie w innej pozycji niż na lewym boku. Nawet założenie nogi na nogę przychodzi z wielkim trudem. Och! Jeszcze parę dni i przestanę się poruszać z gracją betoniarki i może jakiś normalny płaszcz założę, o ile biust pozwoli na zapięcie wszystkich guzików pod szyję ;).

A wracając do tematu, sporo się szyje i dzieje w Gabrysiowym lokum :). W ostatnich dniach uszyłam 2 poszewki na jaśki i zasłonkę na szczebelki łóżeczka. Zmieniłam też nadzienie słoniowej przytulance. Nad łóżeczkiem pojawiły się kolorowe obrazki.
W planie mam jeszcze uszycie 2 poszewek w słonie i słoniowej karuzeli. Ściągnęłam turkusowy patchwork ze ściany, ale czegoś mi tam teraz brakuje. Namaluję więc dużego słonia w turkusie i złocie :).






Tak sobie dzisiaj usiadłam rano na krześle przy łóżeczku. Westchnęłam. Pomyślałam sobie: "no pięknie mi to wszystko wyszło (przepraszam za skromność ;P)!" I się rozbeczałam jak małe dziecko... Bo wszystko już prawie jest, ale nie ma najważniejszego! Nie ma tam jeszcze małego Gabrysia :,)!

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Bastet kulinarnie - makaronowa sałatka z fetą i brokułami

Sądząc po blogowym monitoringu tarta brokułowa cieszy się Waszym sporym zainteresowaniem :)). Tym razem podzielę się z Wami prostym i szybkim przepisem na sałatkę. Robiłam ją na prawie wszystkich domowych imprezach. Pytań o przepis na nią nigdy nie zabrakło, a to chyba znak, że potrafi dogodzić nawet wybredniejszym podniebieniom :). W roli głównej znowu wystąpią brokuły. Proszę mi wybaczyć jakość zdjęcia, ale pogoda za oknem taka, że psychozy manioakalno-depresyjnej można dostać. Nic więc dziwnego, że i kolory wyszły w podobnym klimacie ;].



Do sałatki potrzebne będą następujące składniki:

makaron penne
brokuły
ser feta
ziarna słonecznika
majonez
jogurt
śmietana
ząbek czosnku
świeży koperek

Makaron i brokuły gotujemy al dente. Makaron hartujemy (można go potem przemieszać z łyżeczką oliwy z oliwek). W oczekiwaniu na wystygnięcie brokuł przygotowujemy sos (o rzadkiej konsystencji). Na 2 łyżki majonezu daję 3-4 łyżki jogurtu i jedną śmietany, ale jak kto woli. Pozostawiam proporcje do Waszej dowolnej interpretacji. Sos delikatnie (!) solę, dodaję wyciśnięty ząbek czosnku oraz posiekany świeży koperek. Mieszam z brokułami i makaronem. Posypuję obficie ziarnami słonecznika. Fetę pokrojoną w kostkę dodaję na samym końcu, bo niestety lubi się zamienić w "paciaję". Delikatnie mieszam całość. I to by było tyle :). Smacznego!

sobota, 7 stycznia 2012

DIY! Metamorfoza fotela.



Fotel ma prawdopodobnie lat tyle, co ja sama. W każdym razie, odkąd pamiętam, był w domu rodzinnym (jest jeszcze jeden do kompletu). Potem powędrował do Krakowa do mieszkania studenckiego, który dzieliłam z siostrami. Przed paroma tygodniami wyruszył w kolejną podróż. Tym razem postanowił się zatrzymać na trochę dłużej w pokoju Gabrysia. Na stare lata dostąpi zaszczytu bycia fotelem do karmienia ;). Z chwilą narodzin mojego dziecięcia awansuje jednocześnie na wielopokoleniowy mebel :). Póki co, fotel zaanektowała Maga, która śpi na nim całe dnie. Obawiam się, że lada dzień będzie sobie musiała poszukać innej miejscówki do przesypiania swojego kociego życia ;).




Nie żeby fotel mole zjadły, czy korniki nadgryzły, bo jak na swój wiek trzyma się całkiem dobrze (no może lakier na drewnie pozostawia trochę do życzenia), ale moda się jednak zmienia i ta tapicerka jakoś nie bardzo mi się komponowała z resztą wyposażenia mojego mieszkania. Jak już pisałam wcześniej, poszukiwałam tkanin z motywem słonia, ale ostatecznie stanęło na arabskich wieżyczkach. I był to zdecydowanie strzał w dziesiątkę! Już miałam narzekać na Bastetowym fun page'u jakie te tkaniny z dziecięcymi motywami są do bólu przewidywalne i infantylne, a tu proszę! Trafiło się ślepej kurze ziarno na naszym rodzimym allegro :). Ubolewam wielce nad tym, że polskie wzornictwo zatrzymało się w czasie kilkadziesiąt lat temu. Nadal w sklepach stacjonarnych królują kiczowate misie i króliczki, samochodziki i bliżej nieokreślona pstrokacizna w dominującym odcieniu o jakże dwuznacznej nazwie, alias w majtkowym różu ;]. Od niedawna zachwycam się projektami Lizzy House (która to właśnie zaprojektowała wieżyczkową tkaninę), Amy Butler czy Roberta Kaufmana. Przy nich Ikeowe wzory pozostają daleko w tyle. Szkoda tylko, że w Polsce ciężko je dostać.
Wracając do fotela - poszewki na dwie pufy uszyłam tak, by można je w każdym momencie zdjąć i wyprać. Z reszty materiału uszyję jeden lub dwa jaśki (czekam tylko na taśmę z pomponami, którą w poniedziałek przywiozą do pasmanterii) oraz zasłonkę na szczebelki łóżeczka, żeby nie było widać tego grajdołku pod nim ;).






Dziękuję serdecznie mojej czytelniczce Natalii za mikołajową paczkę w postaci materiału w słonie. Jak widać na zdjęciach zrobiłam już z jednego użytek. Muszę się tylko zaopatrzyć w jakieś wypełnienie (prawdopodobnie pod nóż pójdą wnętrzności jakiejś poduszki), bo pocięte szmatki dały jednak zbyt kanciasty efekt ;]. Pozostałe słonie naszyję na kolejne jaśki :).

Od paru dni rodzina nie daje spokoju mojej komórce. Dzwonią i pytają: "I? Nic?", "Czy to już?", "Dzieje się już coś?". Jak widać Gabryś grzecznie czeka, aż mama poszyje, co miała poszyć i wtedy na spokojnie zapuka do drzwi, że nadszedł ten czas ;).

niedziela, 1 stycznia 2012

Szczęśliwego Nowego Roku!

To był dobry rok, choć jego początek nie był dla mnie zbyt łatwy. Nie pytałam nigdy "dlaczego?" tylko "po co?". Odpowiedź przychodziła zadziwiająco szybko. Jestem wdzięczna losowi za te doświadczenia, bo uczą pokory wobec życia. Potem było tylko z górki :). Wiele pootwieranych drzwi udało mi się zamknąć. Cieszę się, że mam pewien rozdział swojego życia już za sobą i nowy otwierałam już pełna spokoju :).
Nowy Rok musi być tylko lepszy! Przekroczyliśmy ten magiczny próg czasowy pełni nadziei na lepsze jutro. W końcu już za moment będziemy witać nowe życie :), które przewartościuje wiele rzeczy. Nie wiem jaką matką będę. Czy najlepszą? Będę się starała być wystarczająco dobrą matką :).

Kolejny rok blogowania za mną. Cieszę się, że moja monotematyczność modowa jeszcze się nie znudziła i wciąż ktoś tu jeszcze zagląda i czasem skomentuje :). Mam nadzieję, że znajdę czas pomiędzy zmianą pieluch i wstawianiem kolejnego prania, żeby tu jeszcze się pojawiać i chudnąć na Waszych oczach (pobożne życzenie ;)).

Życzę Wam wszystkiego najlepszego w tym Nowym Roku! Doświadczeń, których nie da się kupić na żadnej wyprzedaży. Takich, które mają metkę z napisem "BEZCENNE!".




spódnica: lumpeks (1,60 zł :D)
top: lumpeks
bolerko: lumpeks
chusta: Oh! Calcutta!
kolczyki: Parfois
bransoleta: stragan przy Sukiennicach