wtorek, 26 czerwca 2012

Bańki mydlane

Bycie rodzicem sprawia, że człowiek totalnie dziecinnieje na starość ;). O ile nie mylę się w obliczeniach to proces ten będzie coraz bardziej postępował, ale specjalnie się tym nie martwię. Doskonalę umiejętność cieszenia się z rzeczy prostych: wspólnych pobudek, a zwłaszcza momentów, w których Bryś próbuje mi wytargać połowę włosów z grzywki, wygłupów wszelakich, zabaw z odbiciem w lustrze. Ile radości płynie ze spazmatycznego śmiechu  na widok kocich oczu czy skaczącej piłki. Bo dziecko to jest taka butla z gazem rozweselającym, który się nie kończy ;). Od samego patrzenia na syna micha mi się cieszy.
Odkrywam co chwilę nowe talenty w sobie (aktorskie zwłaszcza ;)). Jak dobrze poćwiczę, to może będę umiała wreszcie "Kaczora Donalda" zrobić ;). Mam nadzieję, że nie zobaczy mnie nikt w dwóch kitkach kiedyś, ale obiecać nie mogę, wszak dziecinnienie na starość jest nieuleczalne.
Dzisiaj przypomniałam sobie ile radości sprawia puszczanie baniek mydlanych. Wystarczyło parę chwil i znów poczułam się jak mała dziewczynka.











fot. by Brat :))

Bańki podarowane przez firmę TUBAN

spódnica, top: lumpeks
pasek: New Yorker
chusta, kolczyki: Shiva


chusta: Didymos indio gold-rubin

piątek, 22 czerwca 2012

"Dobrodziejstwa" cywilizacji

Pamiętam, gdy byłam jeszcze w ciąży, ile emocji wywoływała we mnie tzw. wyprawka. W każdej dzieciowej gazecie widniała długa lista rzeczy, bez których rzekomo rodzic i dziecko nie mogą się obyć. Co czasopismo to coraz bardziej wymyślne modele "dobrodziejstw" naszej cywilizacji. Z perspektywy kilku miesięcy, wiem, że moje dziecko potrzebuje tylko jednego - mnie :). Tatuś, rzecz jasna, też się czasem przydaje ;).
Ileż to razy bezskutecznie walczyliśmy o spanie w łóżeczku. W wózku było niewiele lepiej. Moja frustracja z powodu wieczornych histerii dziecka sięgała zenitu. Po każdej takiej akcji czułam, że wszelkie matczyne moce opuszczają moje ciało. Byłam zła na siebie, na dziabąga, że daje w kość, na wszystko. Ale wbrew temu, co dyktowało mi serce, brnęłam w to dalej, bo przecież tyle dzieci śpi grzecznie w łóżeczkach, więc moje też się kiedyś nauczy.
Jest w nas matkach dziwna potrzeba zadowalania wszystkich wokół walką o rzeczy, które nie mają uzasadnienia, ale tak trzeba, bo takie są "normy" kulturowe. Ja już nie chcę walczyć i udowadniać, że te "normy" są także dla nas . Dawno temu przestałam czytać głupie czasopisma. Próbuję otworzyć uszy na swój wrodzony instynkt i wyciągam wnioski. Moje dziecko potrzebuje bliskości i zapewnienia mu bezpieczeństwa. Tego nie da się przedawkować. Jak okrutna musiałaby być natura, gdyby naprawdę chciała aby młode ssaki były i spały z dala od gniazda matki. A więc śpimy razem i nosimy się w chuście :). Gabryś wszędzie mi towarzyszy. Uwielbiamy robić zakupy, a nawet łazić po lumpeksach :). Jazda autobusem czy tramwajem jest dla nas prawdziwą przyjemnością. Niedowierzanie innych, że jest wtedy tak niewiarygodnie spokojny to dla mnie najszczerszy komplement. O plusach noszenia można by grube, opasłe tomy pisać. Ja już dziś dostrzegam bardzo wiele z nich. Moje dziecko niczego się nie boi, bo wie, że jest ze mną bezpieczne. Jest bardzo ciekawe świata i ludzi, w związku z czym opinie, że nosząc uzależnię go od siebie są mocno nieprawdziwe. Poza tym nie przeszkadza mi w wykonywaniu codziennych czynności, wszak pranie i sprzątanie robimy razem. Zmywamy naczynia, gotujemy :). A jeśli zaśnie to budzi się bez płaczu.  Nie musi mnie wołać, bo jestem przy nim. Wiem, że to wszystko zaprocentuje w naszych późniejszych relacjach :).



maxi spódnica, sandały, chustka: lumpeks
top: C&A
bolerko: Bershka
pasek: New Yorker
torebka: Etnikana
kolczyki: Rossmann



środa, 20 czerwca 2012

Biała Masajka ;)

Jakiś czas temu zawitałyśmy z Baglady do krakowskiego sklepu KOKO design. Ilość zgromadzonych tam skarbów z całego świata jest odwrotnie proporcjonalna do metrażu sklepu ;). Zaprawdę powiadam Wam, ciężko stamtąd wyjść z pustymi rękoma! Moim łupem padł piękny naszyjnik inspirowany kulturą Masajów. Wpadł mi w oko jeszcze zanim przekroczyłam próg sklepu. Wystarczyło jedno spojrzenie na wystawę i przepadłam z kretesem powalona jego niewątpliwym urokiem. Okazało się, że jego autorką jest Marishka, jedna z moich czytelniczek, która nie tak dawno temu zdobyła wyróżnienie w konkursie na moim blogu ogłoszonym przez wyżej wymienione KOKO design :). No proszę, jaki ten świat mały! A że uwielbiam ciekawe i niebanalne osoby,  nie może zabraknąć słów kilku na temat autorki i jej pięknych prac. 







Marishka Shevchuk jest Ukraino-Amerykanko-Polką. A w jej przypadku oznacza to niekończące się pokłady twórczej energii i szalonych pomysłów. Od dziecka bardzo lubiła malować (stworzyła własną technikę "kropeczkowania"), lepić, szyć i wymyślać różne projekty. Ale wybrała się na UJ studiować filologię angielską. Potem przeniosła się do USA, gdzie miała szczęście pracować w renomowanej korporacji produkującej zabawki edukacyjne. Praca z utalentowanymi młodymi projektantami okazała się niezwykle inspirująca i zachęcił ją do rozwinięcia skrzydeł własnej kreatywności. Los sprawił, że w 2005 r. zmieniła swoje życie o 180 stopni. Wróciła do Polski i zaczęła powoli odkrywać siebie i swoje możliwości na nowo.
Postanowiła na jakiś czas zastąpić farbę kolorowymi włóczkami. Dają one możliwość zabawy kolorami i fakturami. Pięknie się ze sobą łączą i kontrastują. "W zależności od nastroju tworzę naszyjniki dziergane, szydełkowe i oplatane - niektóre są bajkowe i delikatne, inne psychodeliczne, a jeszcze inne zwyczajnie minimalistyczne. Lubię eksperymentować, ciągle szukam nowych inspiracji i oryginalnych form wyrazu. Zaczynałam od prostych lnianych naszyjników, obecnie fascynują mnie etniczne ozdoby i wzory, które interpretuję na własny sposób. Zafascynowana ozdobami afrykańskich Masajów, stworzyłam serię lekkich włóczkowych "masajek" - mówi o swojej twórczości Marishka. 

Jej prace można zobaczyć i zamówić na stronie 
MARISCAPES - http://www.facebook.com/mariscapes00, do której polubienia bardzo zachęcam :). 
W sprawie indywidualnych zleceń należy pisać na adres: mariscapes@gmail.com.

Między mną a Marishką istnieje pewne twórcze podobieństwo.  W zamierzchłych czasach zdawałam na architekturę. No cóż, ilość osób kandydujących na jedno miejsce pozbawiła mnie wszelkich złudzeń. Moje losy potoczyły się w zupełnie innym kierunku. Odkąd zostałam szczęśliwą mamą moje artystyczne powołanie znów się we mnie odezwało :). Mam nadzieję, ze tym razem będę wiedziała co z nim zrobić :).







fot. by siostra :)

Ps. Jako atopik dodam, że wersje wykonane z włóczki akrylowej są bezpieczne dla skóry :).
Ps2. No to moja pociążowa oponka ujrzała wreszcie światło dzienne ;P - myślałam, że sama wyparuje, ale chyba będę jej musiała pomóc brzuszkami :].


Naszyjnik: MARISCAPES by Marishka
Kolczyki: Własnoręcznie wykonane i podarowane przez Anticę :)
Szarawary: indyjski
torebka: Etnikana
top, pasek: H&M
chusta: lumpeks
sandały: Pimkie


Prace malarskie Marishki można podziwiać TUTAJ

sobota, 16 czerwca 2012

Polska, gola!

Piwo chłodzi się w lodówce, chipsy właśnie przyszły. Zaraz zjawi się najbardziej zapalony w mojej rodzinie kibic w osobie mojej siostry. To jej przydomowy kocio-psi zwierzyniec zawdzięcza imiona Bojan i Messi ;). Ja nie wiem, jak siostra to robi, ale wymienia nazwiska graczy przed komentatorami sportowymi. Twierdzi, że rozpoznaje ich po "biegu" ;). Ja za piłką nożną nie przepadam, ale dzisiaj grzechem byłoby nie siedzieć z oczami wlepionymi w telewizor. Nawet Gabryś pobudzony i ani myśli iść spać. Sąsiedzi wuwuzele testują już od rana. No to odliczamy minuty. Zaciskamy kciuki.  I... POLSKA, GOLA!

A fotki z dzisiejszego spaceru :)







maxi: Stradivarius
sandały: lump
torba: Handmade by me :)
kolczyki: Shiva (3,75zł :D)
bransoleta: Orient express

chusta (wreszcie druga połowa ciuchów będzie w użyciu :): Didymos indio gold-rubin

sobota, 2 czerwca 2012

Cuda na kiju

Zaszyłam się ostatnio w swojej kuchni. Na amen! Gary w zlewie rosną, dopóki nie zorientuję się, że nie ma ani jednego czystego sztućca w szufladzie...
Bo matka, jak się zaweźmie, to zapomina, że jest kurą domową ;). Matką po godzinach też już nie musi być (warta przy śpiącym dziabągu zbędna). Czyli, że wtedy może być wreszcie sobą. No to jestem! I tak sobie siedzę i tworzę "cuda na kiju" przy akompaniamencie radiowej trójki. Kot przyjdzie się połasić. Jest mi dobrze. Panuje świętość spokoju niezmącona :).  I tylko zła jestem, że doba nie jest dwa razy dłuższa...






chusta, bluza: lumpeks
top, bransoleta, sandały: H&M
kolczyki: prezent od przyjaciółki
szarawary: indyjski
torebka: allegro

Gabrysiowa bluza z łaciatym kapturem: lumpeks

Oraz rzeczone cuda na kiju :):