wtorek, 17 lipca 2012

Cisza przed burzą

Jakieś ciężkie chmury przesuwają się ostatnio nad miastem Krakowem. Korzystając z okazji, że siostra z bratem mnie nawiedzili, postanowiłam wystroić się w mój ulubiony szarawarowy kombiak oraz obwiesić się jeszcze bardziej ulubionym naszyjnikiem i udać się w plener (pomiędzy jedną a drugą mżawką), coby poczynić stosowną fotograficzną dokumentację tychże :). Zwykle nie chadzam dwa dni pod rząd w tym samym zestawie, ale tak mi się udała (moim skromnym zdaniem) ta stylizacją, że chyba przez najbliższy tydzień będą nią starszyznę na ławkach pod blokiem raziła w oczy ;). Aby zrealizować przedsięwzięcie musiałam się po raz pierwszy ze spacerówką przeprosić :]. Zdecydowanie wolimy się Brysiem chustować :)!  Wózek zostawiamy do użytku babciom :). Dzięki temu wilk syty i owce całe ;).











Fot. by Siostra & Brat :)

Szarawarowy kombinezon: KOKO design
naszyjnik: Mariscapes
torebka: zaprojektowana i uszyta przeze mnie (więcej wzorów na Bastetowym funpage'u)
chusta: Oh! Calcutta!
pasek: H&M
kolczyki: Bershka
narzutka: Stradivarius
bransoleta: indyjski
balerinki: Colloseum

Bryś: 
bluza, spodenki: lumpek
skarpetki: Rossmann

sobota, 14 lipca 2012

Powróciwszy z wesela...

... mitów obalić chciałam kilka: że niby z dzieckiem na taką imprezę to nie bardzo, że się nim zajmować non stop trzeba, że ryczeć będzie, że za głośno i o tańcach i hulankach można zapomnieć... Lepiej go z babcią zostawić albo puścić na wesele męża samego :]. No way!

Już samą atrakcją dla dziabąga była jazda autokarem (2 godziny) a tam rozkładane stoliki, firanki i inne fascynujące rzeczy do ciągnięcia, dotykania i macania, w tym guziki przy marynarce tatusia :).


Zasnąwszy pod koniec autokarowej wojaży, dzieć obudził się dopiero w  drodze do kościoła.

 Na mszy trochę pomarudził, bom za długo w tym samym miejscu stała i mu się widok wokół szybko znudził. Spacerowanie pod kościołem rozwiązało ten problem (jak zawsze zresztą ;)). Z karmieniem nie mieliśmy żadnego kłopotu, bo opanowaliśmy tę sztukę do perfekcji (w chuście) i nikt nawet nie wie, że dzieć się cichaczem stołuje ;). 

Na przyjęciu weselnym zasiadał przy stole razem z nami (raz na moich, raz na męża kolanach). Muzyka mu nie przeszkadzała, tłum ludzi tym bardziej, bo od małego przyzwyczajony do obcych, do których zawsze szczerzy się w bezzębnym uśmiechu ;). Jakoś po 19 postanowiłam udać się do naszego hotelowego pokoju w nadziei, że Bryś zaśnie, ale ani myślał, bo tylko wygłupy były mu w głowie. Zamotaliśmy się ponownie w chustę i zeszliśmy na kolację. Na sali akurat panowała przednia zabawa ("jedzie pociąg z daleka") i w tejże atmosferze dzieć odpłynął po sekundzie :D. Wężyk wił się wokół nas, a Bryś nawet nie mrugnął. Sama się rozczuliłam na ten stan :D! Udało nam się nawet w trójkę z mężem zatańczyć :). I tak do godziny 22, bo potem sama poszłam się ululać ;)! Dzieć nie uronił ani jednej łzy w tym dniu, a ja naprawdę dobrze się bawiłam :)! 
Jedyny minus, że z dzieckiem ciężko bawić się w fotografa. Może za jakiś czas Bryś wykaże się większą wyrozumiałością dla moich pasji :).Czekam z niecierpliwością na chwilę, kiedy będę mu mogła pokazać do czego służy powiększalnik :).




maxi, pasek: lumpeks
kolczyki: diva
buty (na koturnie): Tomex
kwiat: H&M
bransoleta: Orient express

Bryś: 
koszulka, spodenki: lumpek
skarpetki: Rossmann

Powrót do Krakowa był równie przyjemny i bezstresowy, co widać na załączonym obrazku :).


kombinezon: KOKO design
narzutka: tomex
pasek H&M
chusta: indyjski
kolczyki: Rossmann

fot. by Mysz :)

niedziela, 8 lipca 2012

Błękitna laguna

Pogoda ostatnimi dniami iście tropikalna! Próba sklecenia kilku sensownych zdań bywa w tym momencie dość problematyczna ;). Chyba mi już synapsy czy tam komórki jakieś zaczynają szwankować. Staram sobie radzić z upałami na swoje sposoby. Wyspy Kanaryjskie mogę zwiedzać jedynie palcem po mapie, toteż chociaż strojem chciałam sobie zrekompensować niemożność wczasowania w tamtejszych szerokościach geograficznych. Może mnie przynajmniej fala orzeźwienia zaleje od tych błękitno-turkusowych kolorów ;). 






Kopnął mnie wreszcie zaszczyt poznania osobiście Marishki - twórczyni cudnych etnicznych naszyjników, o której pisałam Wam kilka postów temu. Gdyby nie ten upał (co widać po mojej spieczonej twarzy ;)) to pewnie siedziałybyśmy tam do późnego wieczora. Przy okazji przypomniałam sobie jak wygląda Rynek w Krakowie, na którym ostatnio byłam tak dawno temu, że nawet nie pamiętam ;).





maxi kiecka, pasek, chusta na turban: lumpeks
top: Oh! Calcutta!
kolczyki: Diva
bransoletka: indyjski
torebka: własnoręcznie uszyta :)
sandały: Pimkie

chusta: Indio Gold-Rubin


piątek, 6 lipca 2012

Kleopatra

Jakiś czas temu miałam przyjemność popełnić małą sesję zdjęciową. Nie spodziewałam się tak wdzięcznej modelki, jaką okazała się kilkuletnia Gabrysia. Nadzwyczajnie podobna do boskiej Kleopatry :).



Ciekawe, czy jej mała siostrzyczka okaże się równie piękną damą za kilka lat :)