poniedziałek, 24 września 2012

Zaturbaniona torebka w wersji zimowej ;)

Od kilku dni pukam w żebra grzejnika. Przykładam ucho do rur, ale ciągle odpowiada mi mrożąca cisza. Fakt, że wywlokłam z szuflady ciepłe skarpetki oraz siedzę w dwóch bluzach potwierdza najgorsze - zima się zbliża. Brrr...

Z tej okazji postanowiłam sobie uszyć zaturbanioną torebkę w wersji zimowej. Sporo czasu zajęły mi poszukiwania odpowiedniego gatunku bawełny.  Zjeździłam pół Krakowa, żeby wreszcie znaleźć taką, której gramatura mi odpowiadała. 

Pozostało jedynie oddelegować dziecię do spania i wziąć się do roboty!  
Będę skromna - dumna jestem z tej torby niesłychanie! Odcienie na aplikacji pięknie ze sobą współgrają, a wzory na tkaninach przywodzą mi na myśl marokańskie mozaiki. Kiedy kończyłam zawiązywać ostatnie supełki na nitkach, w mojej "kuchennej pracowni" robiło się już prawie jasno. Zaturbaniona pani spojrzała na mnie szlachetnie i dostojnie spod swojej zalotnej rzęsy ;). Choć moje powieki drgały ze zmęczenia to jeszcze zanim znalazłam się w łóżku dokonałam  przeprowadzki całego torebkowego pierdzielnika do mojej nowej torebki ;). Taki ze mnie twórczy oszołom ostatnio ;). 

Voila!








środa, 19 września 2012

Z Brysiem podróże małe i duże (cz. II)

No to od początku! Lot samolotem Bryś zniósł bardzo dobrze :). Ciężko było go w jednym miejscu utrzymać, bo interesowało go dosłownie wszystko! W drugą stronę było gorzej, bo wracaliśmy w jego porze kolacyjno-lulaniowej i niespecjalnie mu się spodobało, że akurat wtedy musiał siedzieć przypięty do mnie pasem. Byłam w ogromnym szoku, że tak duży procent pasażerów stanowili rówieśnicy Gabrysia :). 



Na drugi dzień wybraliśmy się nad zatokę w Cardiff. Pogoda była dość wietrzna, toteż dziabąg większość czasu spędził wtulony w moje plecy. Mniemam, że było mu tam bardzo dobrze, bo słodko przespał prawie całą naszą wycieczkę ;). Pobiłam też swój rekord dziennego chustonoszenia - 8 godzin (z przerwami na zmianę pieluchy i posiłek) :D! 
Wiele rzeczy wprawiło mnie w zdziwienie w czasie naszej podróży. Nie sądziłam np., że tak różne może być podejście ludzi do temperatury na dworze. Mijałam na ulicy ludzi ubranych w ciepłe swetry oraz tych w koszulkach na ramiączkach. Rzucały mi się w oczy kozaki na zmianę z sandałami. A najdziwniejszy był dla mnie widok dzieci w wózkach odzianych w pampersy i koszulki z krótkimi rękawkami (w skarpetki nie zawsze), które to wózki pchały mamusie w ciepłych butach i kurtkach zapiętych po samą szyję ;). Wiedziałam, że Anglia to mozaika wielu kultur, ale nawet mi się nie śniło, że w aż tak dużym stopniu (zapewne jest to też odpowiedź na spostrzeżenie powyżej). Jak na co dzień wyróżniam się trochę z krakowskiego tłumu, tak tam w nim zupełnie zginęłam ;). I przyznam szczerze, że całkiem mi się spodobało to uczucie, że wreszcie wyglądam normalnie :). 



Można się tam totalnie zagubić, bo większość budynków wygląda niemal identycznie ;). 



Ale piękną chustę dostałam od siostry :D!























 chusta na turban (chyba najpiękniejsza w mojej kolekcji): prezent od siostry :*
kolczyki: allegro
szarawary: sklep indyjski
top: lumpeks
bolerko: Bershka
baleriny: H&M
torebka: DIY

czwartek, 6 września 2012

Z Brysiem podróże małe i duże ;) (cz.I)

Tym wpisem chciałam rozpocząć cykl urlopowych wpisów na blogu :). Już całkiem zapomniałam co to są wakacje z prawdziwego zdarzenia ( urlop macierzyński się nie liczy ;P). Ostatni taki nasz wspólny wyjazd miał miejsce jeszcze przed naszym ślubem ;). 
Postanowiliśmy w końcu odwiedzić moją siostrę mieszkającą za 7 wodami, górami i lasami, czyli w Cardiff (Walia). Najbardziej obawiałam się tego, jak Bryś zniesie lot samolotem. Okazało się, że zupełnie niepotrzebnie :). 
Zaczynam w zasadzie od środka naszej podróży, bo dawno nie było typowo szafiarskiego wpisu na blogu. Wyjątkowo występuję tutaj solowo (znaczy bez dziabąga). Zasłużyłam sobie, gdyż dzień wcześniej pobiłam swój rekord dziennego chustonoszenia, ale o tym w następnym wpisie :). W końcu mogłam odziać się w jakąś koszulkę z cekinowymi cudami. Wróciłam już prawie do wagi sprzed ciąży :( i wreszcie moje 4 litery zmieściły się w galotach sprzed tamtego okresu :).
Ps. Przepraszam, że taka zmięta jestem, ale nie było czasu na prasowanie ;).








top, bolerko: Orient express (10zł za sztukę :))
spodnie, chustka: Shiva
balerinki: H&M
kolczyki: Diva

Oraz chustowy debiut mojego męża (wcześniej nie było siły żeby go przekonać do wyjścia w chuście poza próg mieszkania ;)).


środa, 5 września 2012

Aga i Maciej - plenerowa sesja ślubna

To moja druga sesja ślubna, jaką miałam okazję popełnić :). Niebawem pochwalę się i tą pierwszą :). Każda była dla mnie sporym wyzwaniem i świetnym doświadczeniem fotograficznym. Jeszcze wielu rzeczy muszę się nauczyć.  Już wiem, że robienie zdjęć w samo południe to jeden z najgłupszych pomysłów. Choć nigdy nie byłam zwolennikiem photoshopa, powoli uświadamiam sobie, że jego znajomość by mi się jednak przydała. Dopóki nie znajdę jakiegoś biegłego tłumacza, który objaśni mi tę tajemną sztukę będę się musiała obyć bez niego ;). Zdecydowanie jestem z tych opornych  ;). Kiedyś kolega nie mógł wyjść z podziwu, kiedy przyznałam się, że obróbki zdjęć dokonuję w paintbrushu ;D. Na szczęście poczyniłam w tej kwestii (malutki) krok naprzód ;).


Sesję Agi i Maćka robiłam w malowniczych Niepołomicach. Na końcu wróciliśmy do Krakowa i miejsca, w którym zaczęła się ich historia :).
Miłego oglądania!


































 Mały backstage ;)


Fotografie: Dagmara Wis