wtorek, 20 listopada 2012

Kailu.pl

Że do Koko design można wchodzić i wychodzić z zawiązanymi oczami to już wiecie ;).
Dziś o jeszcze jednym miejscu, tym razem w sieci, w którym zakupy można robić w ciemno :). Odkryłam ten sklep kilka lat temu. To właśnie z niego pochodzą moje pierwsze szarawary :). KAILU, bo o nim mowa, powstało z pasji podróżowania i tworzenia rzeczy hand-made. Ewelina - jego założycielka, którą w końcu miałam przyjemność poznać :), przywozi wszystkie skarby z odległych zakątków świata. Orientalne ubrania są przez nią osobiście wybierane, dlatego są to rzeczy bardzo wyjątkowe. Oprócz oryginalnych ubrań w sklepie kupić można również biżuterię, w tym kolczyki robione przez Ewelinę, torebki oraz inne gadżety.

Jako że zmarzluch ze mnie straszny moim ostatnim kailowym łupem padły ciepłe sztruksowe alladyny (kto by pomyślał, że takie istnieją ;)) oraz przytulna (również sztruksowa) bluza z kominem. Alladyny mają jeden bardzo praktyczny detal, a mianowicie całkiem sporą kieszeń z przodu, która z powodzeniem pomieści paczkę chusteczek i komórkę :). Jakże mi tego brakowało w moich pozostałych pantalonach!

Na mojej głowie dredki wykonane przez bardzo zdolną Agaaf. Polecam serdecznie jej Dreadrocksowy profil na fb :).







fot. by Mysz :)

Alladyny, bluza: Kailu.pl
chusta: Orient express
buty: lumpeks


poniedziałek, 19 listopada 2012

Z Brysiem podróże małe i duże. Cz. III - Skansen w St Fagans

Liście prawie już spadły z drzew, nawet śniegiem poprószyło jakiś czas temu, a ja właśnie robię porządek z fotkami z wakacji :x. Wiem, ostatnio mam takie zawrotne tempo publikacji notek na blogu, że prawie zapomniałam jaki jest jego adres ;). Niestety w tym temacie nie zanosi się na większe zmiany, no chyba, że ktoś wie, jak wydłużyć dobę do 48 h. 
Miałam te zdjęcia wrzucić już daaaaawno temu, ale jak widać blog poszedł w małą odstawkę. Pomyślałam sobie, że jak nie teraz to już raczej nigdy nie ujrzą blogowego światła, a zdecydowanie warto się wybrać tam, gdzie zabrała nas na wycieczkę moja siostra :).

St Fagans to miasteczko położone kilka km od Cardiff. Znajduje się w nim jedyne w swoim rodzaju muzeum - Muzeum of Welsh Life. Tym bardziej niezwykłe, gdyż zajmuje blisko 40 h otwartej przestrzeni. Spędzić tam jeden dzień to zdecydowanie zbyt mało czasu, by obejrzeć dokładnie każdą ekspozycję. Wystarczy przekroczyć próg skansenu i oto znajdujemy się w celtyckiej wiosce z oryginalnymi budynkami mieszkalnymi i gospodarczymi, sklepami (z lat 50 i 60 ) z różnych okresów. Jest też kościół, kuźnia i stara garbarnia, zakład fotograficzny, w którym można zrobić sobie na pamiątkę bardzo stylowe zdjęcie, piekarnia oferująca prawdziwy chleb, zakład krawiecki. W sumie ponad 40 budynków. Pracownicy Muzeum w strojach z epoki prezentują jak wyglądały typowe zajęcia ówczesnych mieszkańców. Żałuję, że nie trafiliśmy na warsztaty lepienia glinianych naczyń :(. 
Szalenie podobał mi się szeregowy budynek z licznymi mieszkaniami, które przedstawiały jakim zmianom na przestrzeni lat ulegały domy Walijczyków. Ciekawe umeblowanie, bibeloty i estetyka zupełnie różne od naszej rodzimej. Na terenie Muzeum znajduje się również zamek z okalającym go bajecznym ogrodem. Wspaniała to lekcja historii dla zwiedzających. A wszystko to bez jakichkolwiek opłat, gdyż wstęp do Muzeum jest darmowy :)! Rewelacyjne miejsce na całodniowy wypad z rodziną i znajomymi. Serdecznie polecam!

















Maxi dress: Oh! Calcutta!
bolerko: Bershka
kolczyki: allegro
baleriny: H&M
torebka: DIY - więcej zdjęć tutaj

chusta: Indio gold-rubin Didymos