czwartek, 12 grudnia 2013

No to mruu

A właściwie "no to sru", bo grzywka poszła w odstawkę (znaczy zapuszczam) po blisko dekadzie spędzonej na moim mniej lub bardziej zatroskanym czole. Jakoś ciężko mi się z nią było rozstać, przyzwyczaiłam się bardzo, w końcu 1/3 życia spędziłyśmy razem. No ale sezon zimowy przed nami, a że bez zamotanej głowy z domu nie wychodzę, to co ja się będę oszukiwać, że nam się w tym w związku układa, jak się nie układa ;). Dziwnie jest teraz jakoś - pole widzenia mi się trochę zmieniło ;). Nie wiem czy się na dobre rozejdziemy, czy się na krótkiej separacji skończy. Się zobaczy. Muszę się przyzwyczaić - a z tym to nie tak łatwo u mnie, gdyż nie lubię drastycznych zmian w wizerunku. Fryzjera odwiedziłam w swoim życiu zaledwie kilka razy ;P.
Chyba głos ludu mi potrzebny do podjęcia decyzji ;). 



koszulka z kiziakiem: prezent :))
spódnica: lumpeks
kolczyki: dawo temu na jakiejś wyprzedaży

środa, 20 listopada 2013

Co dwa turbany, to nie jeden ;)

Taka mnie fanaberia kiedyś naszła, żeby sobie turban na koszulce wydziergać. Wszak, co dwie głowy, to nie jedna ;). W planach mam jeszcze kilka ciuchowych eksperymentów, ale pewnie zanim je zrealizuję, miną lata świetlne, no chyba że ktoś jest w posiadaniu wiedzy tajemnej, jak z 24 h wycisnąć 48?
Porzuciłam całkiem komunikację miejską na rzecz dwóch kółek. Oprócz oczywistych plusów zmiana ta niesie ze sobą jeden minus - kiecki zostają niestety w domu :/. W ciągłym użyciu mam więc szarawary i inne szersze spodnie. Bardzo wybredna jestem, jeśli o krój jeansów chodzi, ale odkryłam baggy ostatnio. O! Takimi gaciami nie pogardzę A że w lumpeksie czy tam w innym alternatywnym przybytku wszystko znaleźć można za grosze to i mam, i się nacieszam :).  





top: lumpeks plus aplikacja mojego autorstwa :)
bluza, buty, torba: lumpeks
kurtka, spodnie: allegro


czwartek, 3 października 2013

Wyniki KONKURSU "Panorama LeSage"

Dziękujemy z Anią za wszystkie Wasze ciekawe propozycje.

3 osoby których odpowiedzi najbardziej nam się spodobały to:




1. Olimpia i jej "Broda Gandalfa" :)

2. Monia fioletowa i jej wodospad propozycji dla fioletowych kolczyków 

3. Jordan Gwóźdź i "Romantyczny Karmel"



SERDECZNIE GRATULUJEMY!!!

Z wytypowanymi osobami skontaktuje się Ania.



sobota, 14 września 2013

Klasyka w etnicznym wydaniu

Chociaż w mojej szafie mieszkają chyba wszystkie kolory tęczy, równie często sięgam po klasyczną czerń. Lubię taki minimalizm, bo mogę się wtedy bawić formą i dodatkami. Czerń to doskonałe tło do wyeksponowania ciekawej biżuterii.
Pomysł na stworzenie tego wyjątkowego naszyjnika zrodził się całkiem spontanicznie na moim fanpage'u. Zachwycałam się pracami Na'amy Rietti. Ania, która projektowaniem biżuterii Panorame LeSage zajmuję się od przeszło 7 lat, postanowiła stworzyć dla mnie podobny naszyjnik. Zaproponowałam by nitki były w dwóch odcieniach - czerni i grafitu. Powstało takie oto cudo, które wdzięcznie noszę z tym zestawem.
Kombinezon (czy też spódnico-spodnium) przewinął się ostatnio dwa razy na blogu, ale obiecywałam, że powróci jeszcze w całej okazałości. Krój nogawek fantastycznie komponuje się linią naszyjnikowych nitek, tworząc razem wyjątkowo dopasowany duet!
Żeby nie było tak całkiem czarno powtórzyłam jeszcze szary odcień turbanową chustą i oto jest zestaw, który w moim subiektywnym odczuciu spełnia wszystkie warunki klasyki i elegancji. No bo wiecie, ja z tych, dla których koszule, spodnie w kancik i małe czarne mogłyby w ogóle nie istnieć ;).
Wystroiłam się tak ostatnio na randkę z mężem. Stoimy sobie w windzie. Przeczesuję palcami z namaszczeniem nitki naszyjnika i uśmiecham się do swojego odbicia w lustrze. W jednej chwili mąż marszczy brwi i zapytuje: "Jezus Maria, co Ty masz za chomąto na szyi?". Eh, mówię wam, faceci kompletnie nie znają się na modzie!   









fot. by Mysz

W roli głównej wystąpił przepiękny naszyjnik wykonany przez Annę Grabowską.  Pozostałe dzieła inspirowane naturą, które Ania wyczarowuje głównie przy pomocy szydełka zobaczyć możecie tutaj http://panoramalesage.blox.pl/html i tutaj https://www.facebook.com/pages/Panorama-LeSage/178903138815612
spódnico-spodnium: lumpeks plus moje poprawki (doszyłam na dole kilkanaście rzędów gumek)
sandały: lumpeks
narzutka: Stradivarius
chusta: sklep indyjski %
bransoleta: lata temu, chyba sklepik w Wieluniu


UWAGA! UWAGA! 

Razem z Anią postanowiłyśmy ogłosić KONKURS :).
Żeby wziąć w nim udział trzeba:
1.  Polubić profil Panorame LeSage 
2. Wybrać rzecz, którą najchętniej byście przygarnęły pod swoje skrzydło (szydełkowe robale są obłędne!!!) 
3. Wymyślić dla owej rzeczy wdzięczną nazwę :).
4. Zostawić informacje w komentarzu pod tym postem, czyli zalinkować wybraną rzecz, podać wymyśloną nazwę oraz swojego maila.

Autorzy trzech najciekawszych propozycji zostaną nagrodzeni wybranymi przez siebie produktami :).

Na odpowiedzi czekamy do 27 września!

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?

Jak patrzę na Syna mego i psy biegające po nowohuckich łąkach to dochodzę do wniosku, że kondycji mogą mu pozazdrościć one ;]. Albowiem Syn puszczony na trawę leci jak strzała przed siebie, rechocze przy tym jak żaba, dopóki go Matka (z wywieszonym językiem) nie dopadnie ;). Robienie zdjęć równolegle do Brysiowej zabawy w "co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?" to istna gra z czasem. Cyk! I Matka puszcza się galopem za Synem w pościg ;). 
Że niby długie spacery potrafią zmęczyć takiego małego człowieka? My, póki co, przegrywamy z kretesem ;P.









fotka z cyklu "gdzie jest Wally?" ;)



Kombinezon: KOKO design
kolczyki: od Baglady 
pasek, torba: lumpeks
sandały: H&M %

czwartek, 1 sierpnia 2013

Matka vs. urlop

Matka też człowiek i doczekała wreszcie urlopu (Juhuuu!)! Na tę okazję skroiła sobie torbę podróżną... ekhm, 4 miesiące temu i nawet jej nie tknęła. No cóż - szewc bez butów chodzi, a poza tym zawsze można się w ikeowską spakować ;). Miała nadzieję, że może chociaż w tej zacnej torbie z urlopu powróci, ale fakt, że ów kończy się za 2 dni, nie nastraja niestety zbyt optymistycznie. Jest za to szansa, że Matka ją skończy przed następnymi wczasami. Za rok :]. 
Wielkie nadzieje wobec wypoczynku roiły się w głowie Matki. Zabrała nań książkę, żeby sumienie swoje rozgrzeszyć z nietknięcia żadnej przez rok cały oraz strój do opalania, w którym to nacierała się promieniami słonecznymi zaledwie 3 lata temu. Na szczęście nie wpadła na pomysł, żeby nadrobić ten czas przy 37 stopniowym żarze lejącym się z nieba i nadal naciesza się swoją alabastrową skórą ;]. 
Oj, wypoczęła Matka za wszystkie czasy! Odgrzebała się prawie z zaległości szyciowych (a jednak najlepszym urlopowym gadżetem okazała się "kompaktowa" maszyna do szycia). Jeszcze tylko wyprodukuje stado słoni i będzie mogła leżeć nogami do góry ;) - do soboty, żeby jej czasem za dobrze nie było :].

Drugie podejście do spódnico-spodni (kombinezon) ;P. Nie wiem, czy dobrze widać, ale nogawki są cięte po skosie - wewnętrzna strona jest dłuższa.




kombinezon, top, pasek: lumpeks
biżuteria: indyjski, H&M

A to jeden z projektów szyciowych, nad którym Matka wytrzeszczała oczy na urlopie ;)






środa, 24 lipca 2013

Bastet & Maga


Przywiozłam ją do Krakowa jakoś na początku studiów. Pochłaniałam wtedy namiętnie stronice "Gry w klasy" Julia Cortazara. Ach! Muszę koniecznie wrócić do tej książki. Przypomnieć sobie intelektualne i niekiedy bardzo oderwane od rzeczywistości dysputy bohaterów w tym małym, ciasnym mieszkaniu, nieustająco zakopconym dymem papierosowym, którym towarzyszyły dźwięki dobrych płyt jazzowych i opary alkoholu. To właśnie przy tej książce poznałam smak yerba mate a postać Magi, która razem z Oliveirą wędrowała ulicami Paryża "nie szukając się, ale wiedząc, że chodzą po to, żeby się znaleźć",  oczarowała mnie na tyle, że postanowiłam jej imieniem nazwać swoją kotkę. 







Maga nigdy nie była kotem "na kolana". Po pieszczoty przychodzi wtedy, kiedy ma nie ochotę. Potrafi za to być niezwykle irytująca w podążaniu za kimś jak cień ;). Ciągle mi towarzyszy, cokolwiek robię ona zaraz przybiega i obserwuje, potem zasypia zwinięta w kłębek i czuwa przy nogach, laptopie, na pralce czy desce do prasowania ;), żeby w razie czego znów za mną podążyć. 







Z chwilą przyjścia na świat Gabrysia sama postanowiła się trochę wycofać i traktowała go z dużym dystansem. Po jakimś czasie znowu wróciła spać do nas do łóżka. Przed nieokiełznanymi pieszczotami  Potomka zwykle stroniła, uciekając przed nim, później trochę zobojętniała i dała się tarmosić za futro, aż jej się cierpliwość skończyła. Kilka razy wyciągnęła pazur, kiedy Gabryś mocną pociągnął ją za ogon, ale to chyba normalne, bo każde zwierzę ma swoje granice tykalności i  i dopóki oboje nie nauczą się bezpiecznej zabawy rodzic powinien ją nadzorować. 



Wszystko byłoby cacy, ale po roku czasu coś ją opętało i zaczęła syczeć i parskać na babcię Gabrysia, która przychodzi do niego, wówczas gdy ja jestem w pracy (dopóki byłam w mieszkaniu zachowywała się normalnie). Mniemam, że jest zazdrosna o niego albo o mnie (?). Niestety zachowanie to nie okazało się być chwilowym wybrykiem. Zamykanie jej codziennie w osobnym pomieszczeniu, żeby Gabryś mógł się spokojnie pobawić z babcią, stało się dość absurdalnym rozwiązaniem i jego przeciąganie w czasie nie miało sensu. Z ogromnym bólem serca, bo to przecież mój ukochany futrzak, który nieustająco śledzi mnie od 7 lat, zawożę ją do swojej babci. Mam nadzieję, że będzie jej tam dobrze, przyzwyczai się do nowych domowników, którzy z pewnością nie będą wchodzić jej w drogę i pozwolą jej się w spokoju wylegiwać na kanapie. 



Poprosiłam swoją siostrę żeby mi cyknęła pożegnalne zdjęcie z Magą. Oprawię je sobie w ramkę i dołączę do kuchennej galerii na ścianie :)


Na koniec będzie jeszcze panterkowa kiecka w całości, co to mi na wyprzedaży przez przypadek wpadła w ręce. Parę dni temu wybrałam się ze swoją siostrą na rekonesans po galerii za kurtką i próbowałam sobie przypomnieć, kiedy ostatnio chodziłam po sklepach. Chyba dobre 2 lata temu. Odzwyczaiłam się. Wystawy sklepowe nie robią już na mnie wrażenia, ani nawet czerwone hasła wyprzedażowe na pół sklepowej szyby. Wszystko czego potrzebuję, jestem w stanie znaleźć za groszę w lumpeksie. 
Ale wracając do sukienki, weszłam do H&M w poszukiwaniu letniego obuwia. Sukienkę kiedyś widziałam, spojrzałam na cenę i stwierdziłam bez żalu, że mogę się bez niej obejść. Gdyby nie to, że mignęła mi w drodze do kasy cała upstrzona czerwonymi metkami ;) oraz półgodzinne rozważania "brać czy nie", nad którymi przeważył jedynie długo oczekiwany zwrot podatku oraz fakt, że pracowałam jak osioł w tym roku i zasłużyłam na nagrodę to wróciłabym do domu z sandałami i wcale nie śniłabym o niej po nocach ;P. Więcej grzechów zakupowo-wyprzedażowych nie pamiętam. Ach! Zielone pióra i bransoletki z wyprzedaży, ale tej zeszłorocznej ; P.






maxi, sandały: H&M %
bolerko: lumpeks
kolczyki i bransoletki: % nie pamiętam skąd (Aldo?)

niedziela, 7 lipca 2013

Jaka Matka, taki Syn ;)

Nie żebym zanosiła się z zamiarem wyhodowania Potomkowi dreadów na głowie ;).  Choć jak mu przyjdzie za lat naście taka ochota, to mu jeszcze z własnej kieszeni dołożę ;)! Ale że Matka ma słabość do ciuchów, to i Synowi czasem doradzi, jak się z tłumu wyróżnić ;). 
Wiadomo, wygoda to podstawa - a nic jej nie zapewni tak dobrze jak szarawary! Do tego koszulka pod kolor, trampki, zawadiacki uśmiech i można iść na podryw do piaskownicy ;).






Bryś: 
szarawary: KOKO design
koszulka: lumpeks
trampki: prezent od Babci


Ja tutaj dzisiaj tylko gościnnie. Dawno tak nad zdjęciami nie smęciłam :/. Jakieś kosmiczne kolory powychodziły no i na 10 jedno w połowie ostre. Chyba mam jakieś niedobory witamin, albo męża muszę do okulisty wysłać ;). Także poniższy zestaw jeszcze powróci :).









Biżuteria z kolibrami: KOKO design
top, spódnico-spodnie (kombinezon), buty, pasek: lumpeks
bransoletki: indyjski
torba: Mama Africa - własnoręcznie uszyta :)