środa, 24 lipca 2013

Bastet & Maga


Przywiozłam ją do Krakowa jakoś na początku studiów. Pochłaniałam wtedy namiętnie stronice "Gry w klasy" Julia Cortazara. Ach! Muszę koniecznie wrócić do tej książki. Przypomnieć sobie intelektualne i niekiedy bardzo oderwane od rzeczywistości dysputy bohaterów w tym małym, ciasnym mieszkaniu, nieustająco zakopconym dymem papierosowym, którym towarzyszyły dźwięki dobrych płyt jazzowych i opary alkoholu. To właśnie przy tej książce poznałam smak yerba mate a postać Magi, która razem z Oliveirą wędrowała ulicami Paryża "nie szukając się, ale wiedząc, że chodzą po to, żeby się znaleźć",  oczarowała mnie na tyle, że postanowiłam jej imieniem nazwać swoją kotkę. 







Maga nigdy nie była kotem "na kolana". Po pieszczoty przychodzi wtedy, kiedy ma nie ochotę. Potrafi za to być niezwykle irytująca w podążaniu za kimś jak cień ;). Ciągle mi towarzyszy, cokolwiek robię ona zaraz przybiega i obserwuje, potem zasypia zwinięta w kłębek i czuwa przy nogach, laptopie, na pralce czy desce do prasowania ;), żeby w razie czego znów za mną podążyć. 







Z chwilą przyjścia na świat Gabrysia sama postanowiła się trochę wycofać i traktowała go z dużym dystansem. Po jakimś czasie znowu wróciła spać do nas do łóżka. Przed nieokiełznanymi pieszczotami  Potomka zwykle stroniła, uciekając przed nim, później trochę zobojętniała i dała się tarmosić za futro, aż jej się cierpliwość skończyła. Kilka razy wyciągnęła pazur, kiedy Gabryś mocną pociągnął ją za ogon, ale to chyba normalne, bo każde zwierzę ma swoje granice tykalności i  i dopóki oboje nie nauczą się bezpiecznej zabawy rodzic powinien ją nadzorować. 



Wszystko byłoby cacy, ale po roku czasu coś ją opętało i zaczęła syczeć i parskać na babcię Gabrysia, która przychodzi do niego, wówczas gdy ja jestem w pracy (dopóki byłam w mieszkaniu zachowywała się normalnie). Mniemam, że jest zazdrosna o niego albo o mnie (?). Niestety zachowanie to nie okazało się być chwilowym wybrykiem. Zamykanie jej codziennie w osobnym pomieszczeniu, żeby Gabryś mógł się spokojnie pobawić z babcią, stało się dość absurdalnym rozwiązaniem i jego przeciąganie w czasie nie miało sensu. Z ogromnym bólem serca, bo to przecież mój ukochany futrzak, który nieustająco śledzi mnie od 7 lat, zawożę ją do swojej babci. Mam nadzieję, że będzie jej tam dobrze, przyzwyczai się do nowych domowników, którzy z pewnością nie będą wchodzić jej w drogę i pozwolą jej się w spokoju wylegiwać na kanapie. 



Poprosiłam swoją siostrę żeby mi cyknęła pożegnalne zdjęcie z Magą. Oprawię je sobie w ramkę i dołączę do kuchennej galerii na ścianie :)


Na koniec będzie jeszcze panterkowa kiecka w całości, co to mi na wyprzedaży przez przypadek wpadła w ręce. Parę dni temu wybrałam się ze swoją siostrą na rekonesans po galerii za kurtką i próbowałam sobie przypomnieć, kiedy ostatnio chodziłam po sklepach. Chyba dobre 2 lata temu. Odzwyczaiłam się. Wystawy sklepowe nie robią już na mnie wrażenia, ani nawet czerwone hasła wyprzedażowe na pół sklepowej szyby. Wszystko czego potrzebuję, jestem w stanie znaleźć za groszę w lumpeksie. 
Ale wracając do sukienki, weszłam do H&M w poszukiwaniu letniego obuwia. Sukienkę kiedyś widziałam, spojrzałam na cenę i stwierdziłam bez żalu, że mogę się bez niej obejść. Gdyby nie to, że mignęła mi w drodze do kasy cała upstrzona czerwonymi metkami ;) oraz półgodzinne rozważania "brać czy nie", nad którymi przeważył jedynie długo oczekiwany zwrot podatku oraz fakt, że pracowałam jak osioł w tym roku i zasłużyłam na nagrodę to wróciłabym do domu z sandałami i wcale nie śniłabym o niej po nocach ;P. Więcej grzechów zakupowo-wyprzedażowych nie pamiętam. Ach! Zielone pióra i bransoletki z wyprzedaży, ale tej zeszłorocznej ; P.






maxi, sandały: H&M %
bolerko: lumpeks
kolczyki i bransoletki: % nie pamiętam skąd (Aldo?)

30 komentarzy:

  1. Szkoda, ze musialas oddac kota, piekny jest. Mam nadzieje, ze bedziesz mogla Mage odwiedzac.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj jakież mam czarnuszka... i jestem w ciąży , boję się co to będzie

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękna jest... Moje koteczki też czarne :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ha ha Baglady tez upolowała te panterkę:-D ale i Tobie i Magdzie pasuje:-D
    ps. czy babcia (tesciowa) nic nigdy nie zrobiła kotu? nawet go noga nie odepchnęła?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy do kotów sympatią nie pałała (woli psy). Myślę, że nie wchodziła jej w drogę i raczej unikała z nią kontaktu.

      Usuń
  5. bardzo mi się podoba to połączenie panterki i zieleni, przepiękne <3
    Ev

    OdpowiedzUsuń
  6. Bastet, czy mogłabyś napisać, jaki to model wózka?
    Aga

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wiem czy tylko ja tak to odbieram ? bardzo Cię lubię ale nie mogę czytać jak ktoś pisze że tyle lat jest z kotem kocha go a gdy przyjdzie jakiś problem odrzuca , to takie smutne w końcu była jak członek rodziny a teraz po tylu latach zostanie odrzucona . To nie prawda co ludzie mówią że kot nie przywiązuje się do człowieka ! to dlaczego gdy wracam styrana z pracy mój kot siedzi pod drzwiami i czeka aż go pogłaszczę ?! jestem pewna że to już nie będzie ten sam kot gdy go oddasz będzie tęsknił już zawsze .Do tego dobił mnie fakt że szukasz kolejnego po co ? a co będzie gdy sytuacja się powtórzy ? ehhhh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jej wcale nie chcę odrzucać. Nie dopuszczałam do siebie takiej myśli. Nie sądziłam, że kot nagle po roku zacznie być agresywny wobec osoby, którą widzi praktycznie codziennie. I wiem, że się bardzo przywiązuje. Ona zawsze czeka pod drzwiami jak wracam do domu i prosi o porcję czułości. Jej się już wcześniej zdarzały napady agresji. Zaatakowała bez powodu mojego brata, który odwiedził mnie w Krakowie i sytuacja się powtórzyła przy kolejnej jego wizycie - czekała aż wstanie z kanapy i ruszyła za nim z impetem. Broniłam ją, że może poczuła psa albo innego kota. O ile brat przyjeżdża do mnie raz na ruski rok to babcia zajmuje się Gabrysiem niemal codziennie. Wiesz, możesz mnie oceniać jak chcesz, ale to ja musiałam podjąć decyzję (z płaczem) taką a nie inną - albo ona albo babcia, bo babcia najzwyczajniej w świecie się jej bała i po jakimś czasie nie mogła nawet z wnukiem na spacer wyjść, bo kiedy tylko wyszła z mieszkania, kotka otwierałą sobie drzwi. Nie pomogłaby tu żadna terapia, bo jeśli ktoś się boi kota, to kot zawsze będzie nad tą osobą górą. W mojej obecności Maga łasiła się o teściową i wydawała się ją traktować normalnie, ale jak tylko wyszłam z mieszkania traktowała ją jak wroga. Dlaczego chcę mieć następnego kota? Bo nie wyobrażam sobie mieszkania bez niego. Bo dziecko się lepiej rozwija, kiedy w domu jest jakiś czworonóg i dlatego, że fakt, że przed pupilem ktoś ucieka ze strachu na lodówkę (znam taki przypadek), nie oznacza, że wszystkie pozostałe takie będą. Myślę, że mały kot się przyzwyczai do rodziny i swojego miejsca w nim. Najwidocznie Maga nie zaakceptowała tego, że na pierwszym planie będzie dziecko i że chcąc nie chcąc zostanie zepchnięta na bok.

      Usuń
  8. Mam podobne odczucia. Rozumiem: dziecko, babcia, ale... Ale jednak ten stęskniony, przyzwyczajony do danego sposobu życia (i danej rodziny) kotek chyba bardziej przemawia mi do serca. Nie ma opcji, że teściowa trochę jednak przesadza? Dokładnie, okazując strach jest na przegranej pozycji - może więc to z nią jest problem... Wiem jedno: nie oddałabym mojej kotki za nic w świecie, nawet jakby były problemy. Nie byłabym po prostu w stanie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękna kicia, szkoda, że musiałyście się rozstać, ale to zupełnie zrozumiałe - nie mogę pojąć komentarza Anonima powyżej, bardzo dziecinny.

    Wyglądasz wspaniale.

    A co do Cortazara, to zawsze stałam po stronie Magi, zdominowanej przez chłodnych intelektualistów, którzy narzucali jej swój punkt widzenia na literaturę i sztukę. Dlatego ta powieść zawsze wywoływała we mnie żywe emocje. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zwierzeta to nie przedmioty, i uważam że decydując sie na czworonoga ( i nie tylko) jest to decyzja na dobre i na zle.. czy jest łatwo czy niewygodnie.. wiadomo że biorąc zwierza nie wiemy co będzie za np 7 lat.. dlatego właśnie trzeba takie decyzje podejmować świadomie wiedząc że po drodze wydarzyć sie może wiele..pozdrawiam , zgadzam sie w pełni w osoba kilka komentarzy wyżej.. mi też pies kilka razy bardzo utrudnił życie ale nigdy bym nie podjęła decyzji aby gp oddać.konsekwencja i szacunek do innych istot jakoś we mnie bierze górę, choć wiem że różnie ludzie fo tego podchodzą...pozdrawiam.Irena

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie rozumiem niestety takiego podejścia komentujących. Pomimo całej mojej miłości do kotów, nie byłabym w stanie przedłożyć ich dobra nad dobrem dziecka. Może nie musiałyście wybierać pomiędzy czworonogiem a babcią, której ani nie wymienię na inną, ani nie zastąpię nianią. O ile kiedy jestem w domu, mogę swoje dziecko uchronić przed napadem agresji kotki na babcię, ale babcia, która zostaje sama z dzieckiem w domu, będąc atakowaną, może już nie zdążyć odsunąć na bezpieczną odległość wnuczka. Agresja to nie jest utrudnienie tego samego pokroju co np. choroba zwierzaka, która owszem, utrudnia życie, bo trzeba dużo więcej czasu poświęcić
    pupilowi, ale nie wpływa na bezpieczeństwo współmieszkańców. Poza tym nie oddaję kota obcej osobie, ani tym bardziej do schroniska. Póki co jest nadal ze mną na urlopie. Moją babcię już poznała i mam nadzieję, że szybko się przyzwyczai do nowego miejsca, kiedy ja już pojadę.

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo mądre posunięcie Bastet!
    Niestety... także ja musiałam rozstać się z psem, który był ze mną lat 15!!!
    (i co gromy polecą? - a niech!), takie rozstania nie są łatwe i bardzo się je przeżywa i bardzo tęskni.
    Jednak jeśli ktoś nie rozumie... Dziecinada...

    Kiedy urodziła nam się córeczka, pies pomrukiwał, poszczekiwał i nieufnie zerkał. Zwracaliśmy na niego szczególną uwagę, ponieważ długo przygotowywaliśmy się do zetknięcia psa z maleństwem i wiedzieliśmy, co się może wydarzyć. Pełna akceptacja lub całkowite odrzucenie, co mogłoby doprowadzić do nieszczęścia. U nas nastąpiło odrzucenie. Pies (spaniel), mimo poświęcanej mu uwagi i stopniowym "zapoznawaniu" niestety miał własną, psią wizję wspólnego życia. Bywało, że warczał na nas z wystawionymi zębiskami (nigdy wcześniej tego nie robił!), kiedy chcieliśmy podejść do łóżeczka małej. To był wyraźny sygnał, że czas działać - czy lepiej było poczekać, aż komuś zrobi krzywdę? Pogryzie? Czy zagryzie? Dopiero byłyby peany o nieodpowiedzialności rodziców... Z kotem jest bardzo podobnie. Zwierzaki mają swój pogląd na wspólny świat i nie przewidzimy, jakie obrazy ta wizja tworzy w ich móżdżkach.

    Jedno jeszcze, oddanie psa, czy kota BABCI, to nie poniewierka jakaś. I coby nie mówić, to jednak bezpieczeństwo dziecka jest najważniejsze! Chyba, że komuś całkowicie brak wyobraźni... to oddzielny temat.
    Zawsze będę za tym, by zapobiegać, o ile da się pewne sprawy przewidzieć.

    Pozdrawiam umózgowionych -Mira

    OdpowiedzUsuń
  13. a jeśli w nowym miejscu też będzie agresywna? co wtedy?

    mówisz o dobru dziecka i zwierzaka - tak jak w przypadku dziecka, tak w przypadku kota jesteś odpowiedzialna za decyzję posiadania jednego i drugiego. swoim postępowaniem sprowadzasz zwierzę do roli przedmiotu.

    piszesz, że to, co innego niż choroba, a przecież te ataki agresji można potraktować jako chorobę psychiczną. z twoich wypowiedzi w tej notce, w komentarzach, nie wynika, że próbowałaś dociec przyczyn tej agresji (ktoś nawet zapytał, czy nie było incydentu, w którym opiekunka twojego syna jakoś kota skrzywdziła). i już na marginesie - zdecydowanie łatwiej wytłumaczyć coś dorosłej kobiecie (opiekunce) niż kotu...
    wiem, że mój komentarz jest anonimowy i możesz zarzucić, że jako obca osoba nie mam prawa komentować twoich decyzji, ale tak jak napisały osoby wyżej, nie rozumiem takiego postępowania, porusza mnie tak samo jak informacje o oddawania zwierząt, bo były nieudanymi prezentami albo dlatego, że komuś pokrzyżowały plany wyjazdowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja jestem mega kociarą i jestem tez matką małego dziecka. czy wiekszosc tu piszacych są rodzicami? bo to niezmiernie wazne.dlatego iz ja podobna sytuację miałam w najbliszej rodzinie i ja wziełam kota który był mega zazdrosny o dziecko.och kota wziełam ale jakie ja gromy ciskałam na pierwszych włascicieli!!!! idento jak wy-ze nieodpowiedzialni itd.Ale odkad mam swoje dziecko moj punkt widxenia sie zmienił- no bo co w zasadzie mogli robic?czekac az kot cos zrobi dziecku? oddac dziecko?
      owszem dalej nienawidze jak ktos bierze zwierzaka a potem sie pozbywa ale z innych powodów-przecież Bastet kotki nie oddaje bo jej np sika do szuflad czy ze jej sie znudziła. nie wkładajacie jej do jednego wora z takimi osobnikami.

      tylko jedno mnie martwi-czy Maga sie u babci zaklimatyzuje?czy nie ucieknie co by do krakowa wrócic?

      Usuń
  14. A ja mam takie pytanie - ilu kocich behawiorystów zaprosiłaś do mieszkania zanim podjęłaś decyzję?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Radziłam się wielu osób. Tyle w temacie.

      Usuń
  15. Ok, rozumiem ,ze mozna oddac zwirze w momencie gdy wyczerpalo sie WSZYSTKIE inne mozliwosci zalatwienia sprawy i rozwiazania problemu...


    Osobiscie za wszelka cene probowalabym uniknac takiej sytuacji,
    z tego co przeczytalam -
    kot nie jest agresywny w stosunku do dziecka,
    tylko do babci,

    nie uwierze w to ze nie ma mozliwosci zabezpieczenia kota na czas Twojej nieobecnosci , gdy babcia jest u Was...


    Wielu osobom wydaje sie ze jesli jest problem ze zwierzakiem to trudno-klamka zapadla,
    ale de facto czesto mozna znalzc zloty srodek jesli sie chce...

    Dal kota mniejsza trauma bedzie zabezpieczenie (odizolowanie) na kilka godzin, niz zmiana calego jego kociego zycia...


    Mysle ze gdybym nie miala np drugiego pokoju w ktorym moglabym zamknac kota, sprawilabym mu cos w tym rodzaju:
    https://www.google.pl/search?q=kojec+dla+kota&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=HK_zUZjaEsjTswbm4oHoCA&sqi=2&ved=0CFUQsAQ&biw=1152&bih=687

    mysle ze spokojnie mozna sklecic cos podobnego we wlasnym zakresie oszczdzajac zbednych wydatkow..

    NIe lubie oceniac innych osob,
    i zdaje sobie sprawe z roznych sytucji zyciowych,
    ale gdy widze ,slysze lub czytam o oddaniu psa, kota czy jakiegokolwiek innego stwora kilkuletniego to mi sie po prostu cos dzieje ...

    Nie potrafilabym po prostu i uwazam ze zawsze jest to krzywda dla zwierzaka,
    chocby trafil do cudownego nowego domu,
    bo tak moze byc,
    ale wszyscy wiemy ze zwierzeta przywiazuja sie jak glupie do nas :))

    Pozdrawiam-Irena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ireno, nie było możliwości zabezpieczenia kota przed babcią. W moim mieszkaniu są tylko jedne drzwi - dzielące korytarz i kuchnię z pokojem. Nie ma opcji, żeby bacia siedziała wyłącznie w kuchni bądź pokoju. I nie mam ani pół metra kwadratowego, w którym mogłabym postawić klatkę (wybacz, ale to jest dla mnie dużo bardziej aburdalne rozwiązanie niż zapewnienie kotu spokoju w jakimkolwiek innym miejscu). Wyobrażasz sobie babcię próbującą odciągnąć dziecko od klatki? :x Ja nie przeczę, że oddanie kota to wielka krzywda dla niego, bo owszem. Sama bardzo za nim tęsknię. Widzę jak moje dziecko go szuka i nawet jak codziennie rozmawiam z babcią, jak się mój kot miewa, jest mi smutno. Ale sytuacja, do której doszło - teść przychodził kota pilnować, żeby babcia mogła z dzieckiem na spacer wyjść to, już był punkt kulminacyjny.

      Usuń
  16. Dla uściśnienia , pisałam pierwszy komentarz negatywny i odpowiadam tak jestem matką dwójki dzieci i mam wyobraźnie . Mój kot też był spokojny i w pewnym dniu zaatakował starszą córkę i wciąż to się powtarzało , nie powiem w pierwszej chwili chciałam ją oddać ale przemyślałam sprawę no bo jak to tak ,to są moje dzieci ale przecież ten kot jest członkiem rodziny ? i nie może być tak że robi to bez powodu , porozmawiałam więc z córką i okazało się że jak ja nie widziałam ona jej dokuczała , nachylała się do kota i parskała na niego gdy spał i takie tam dlatego kotka gdy ta w mojej obecności się nachyliła żeby coś podnieść ją zaatakowała. Zaczęłam pytać tu i ówdzie i problem został rozwiązany , kot już nie atakuje oczywiście w dużej mierze dlatego że młoda jej już nie dokucza .
    Ja z mojej strony mam wrażenie że wina leży ze strony babci , coś musi być nie tak coś musiała zrobić innej opcji nie widzę ...
    Podjęłaś decyzję Twoja sprawa , ja w każdym bądź razie mam inne zdanie i je wyrażam. .

    OdpowiedzUsuń
  17. Baglady też ma taką :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie rozumiem tych wszystkich wpisów anonimowych komentatorów o biednym porzuconym kotku. Dagmara nie pytała w tym poście o rade na temat kota, tylko oznajmiła czytelnikom że się z Magą rozstaje. To taki wpis pożegnalny dla Magi, tak jak zdjęcie na pamiątkę.
    Rzucanie gromów i roztrząsanie czy wyczerpała już wszystkie możliwości a także proponowanie takich cudów jak kojec dla kota są po prostu z mojej perspektywy śmieszne i niegrzeczne. Co najmniej niegrzeczne, patrząc na to z perspektywy setek postów na blogu w których widać jak Bastet dba o swojego kota.
    Ciekawe Ireno czy byłabyś szczęśliwa gdyby tak ciebie ktoś zamykał w kojcu na czas wizyty np. niezbyt lubianej teściowej?
    Nie mam co prawda i nie zamierzam mieć ani teściowej ani dziecka ni nawet kota. Mam inne zwierzaki i chociaż poświęcam masę czasu i serca to nie jestem w stanie powiedzieć że nie będzie nigdy takiej sytuacji która zmusi mnie do ich oddania. Nie jestem w stanie takich rzeczy przewidzieć.
    Mieszka u mnie susełek który był nietrafionym prezentem gwiazdkowym dla siedmioletniego dziecka. Był zastraszony, gnębiony i przez to niesamowicie agresywny. Susełek został oddany darczyńcy skąd trafił do mnie. Nie uważam żeby jego poprzedni właściciele podjęli złą decyzję. U mnie zwierzak ma spokój, przestał gryźć, wyć po nocach a poprzedni właściciele nie są narażeni na to że zwierzątko atakuje ich dziecko.
    Poza tym Dagmara nie wyrzuca Magi i nie oddaje byle komu. Kot nadal pozostaje w rodzinie.

    A tak zupełnie na temat:
    Piękna ta sukienka, tylko trochę nie pasuje mi do niej tak jaskrawe zielone bolerko. Przynajmniej na zdjęciach. Pewnie na żywo robi inne wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Asiu, za słowa rozsądku :)

      Usuń
  19. Jak przeczytałam, że oddajesz kota to tak jakoś smutno mi się zrobiło ...

    Oj podoba mi się sukienka w panterkę :) Niestety w moim mieście takich nie ma.

    OdpowiedzUsuń
  20. Cóż Asiu

    Każdy z nas jest inny- zdaję sobie z tego sprawę doskonale.

    Owszem - uważam że zwierzęta źle traktowane , zastraszane czy maltretowane- należy odbierać ich "właścicielom" i dla takich zwierząt czasami nawet schronisko okazuje się lepszym miejscem niż "dom".

    Uważam że nijak ma się to do treści tego postu.

    Sądzę że na miejscu zwierzaka,wolałabym chwilową izolację niż rozłąkę z całym dotychczasowym światem .

    Raczej mnie nikt nie odda ani zamknie w kojcu więc wybierać nie muszę, i uważam że przyrównanie sytuacji kota do człowiek jest delikatnie mówiąc niegrzeczne-ale ok, skoro lubisz;)Tylko nie zwracaj uwagi innym ,że to oni są niegrzeczni, bo jak dotąd nikt tu nikogo nie obrażał;)

    Jeśli chodzi zaś o komentowanie sytuacji kota- uważam ją za istotniejszą niż komentowanie ubrania,
    mam prawo wyrazić swoją opinię ,tym bardziej że Bastet napisaLa o tym publicznie, tak jak publicznie pokazała swoje zestawienie - które skomentowałaś - choć też zestawienie wystąpiło tu również jako fakt a nie pytanie.

    Tyle z mojej strony do Ciebie Asiu, nie chce wdawać się w tego rodzaju "dyskusje" bo uważam je za bezcelowe.
    Każdy z nas ma inne wartości, a ja Bastet nie oceniam, ale wypowiadam swoje zdanie odnośnie tego konkretnego aspektu którym publicznie sie podzieliła.
    Mam nadzieję że jasno to napisałam. Kropka.
    Irena:)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ireno, naprawdę wyobrażasz sobie chwilową (6-8 godzin) izolację kota w takiej klatce? Nigdy nie oddałabym kota do schroniska ani obcej osobie. I pewnie gdyby nie moja babcia, to niestety musiałabym rozważyć rezygnację z "usług" babci Gabrysia ;). Poza tym nie wiem, jak się to wszystko potoczy. Gabryś pewnie kiedyś pójdzie do przedszkola. Może wtedy podejmę próbę ponownego przywrócenia kotki do naszej rodziny :).

      Usuń
  21. Napisz proszę, jak miewa się Twoja kicia w nowym domu... ? Pozdrawiam, Ewa

    OdpowiedzUsuń

Komentarze zawierające SPAM oraz jakąkolwiek REKLAMĘ (w tym reklamowanie własnego bloga) będę kasowała!
Anonimie zdradź swe imię! :) Chyba, że chcesz być Anonimem1,Anonimem2, Anonimem3...
Aby załączyć aktywny link zamieść następujący kod:
<a href="adres">nazwa</a>