czwartek, 21 marca 2013

Czarno to widzę...

Kolorem, który wciąż budzi sporo kontrowersji przy wyborze farby jest czerń. Wydawać by się mogło, że pomalowanie ścian w małym mieszkaniu w tym odcieniu to już totalny strzał w kolano. Bynajmniej! Paradoksalnie je powiększy, zacierając granice pomiędzy ścianami i nadając przez to wnętrzu większej głębi. Ponadto czerń stanowić będzie doskonałe tło do wyeksponowania kolorowych dodatków w mieszkaniu. Zadanie to do łatwych należeć nie będzie, ale dla osób obdarzonych fantazją i kreatywnością okaże się fantastyczną przygodą. Taka odważna metamorfoza mieszkania przyniesie na pewno zaskakujące efekty :). Żałuję, że nie mam M4, bo machnęłabym z wielką ochotą jakieś pomieszczenie na czarno. Oj, tak! Czerń i styl etno bardzo do siebie pasują! Póki co, pozostanę jednak przy fioletach i czerwieniach.

Jakie kolory lubi czerń?
Mocne i zdecydowane. Czerwienie, fuksje, amaranty, fiolety, soczyste zielenie i limonkowe zółcie. Ciekawie prezentuje się na tle czerni również turkus. Czym więcej wzorów na kolorowych dodatkach tym lepszy kontrastujący efekt.







































To w jakim stylu urządzimy wnętrze zależy od nas samych. Orientalne, etniczne a może w stylu modern baroque? Czasem wystarczy zmienić lustro czy ramki na zdjęcia, zasłony i narzutę na łóżku aby uzyskać porządany efekt.

Na co uważąć?
Na pewno dużo lepiej prezentować będzie się farba matowa, efekt połysku niekoniecznie przypadnie nam do gustu w tak dużej ilości. Dobrą alternatywą jest również użycie czarnej farby tablicowej.

Koniecznie trzeba zadbać o odpowiednią ilość światła w pomieszczeniu zarówno tego dziennego jak i sztucznego, gdyż czarny bardzo lubi pochłaniać światło.

źródła zdjęć:
http://pinterest.com/designbybastet/
http://www.decoratorium.pl/kolory-2/czern/

niedziela, 17 marca 2013

Makatka z kieszonkami w stylu etno

Przed najmłodszym członkiem rodziny nic się ostatnio nie da ukryć. Fajnie mieć wszystko w zasięgu ręki, zwłaszcza rzeczy codziennego użytku (np. pastę do butów ;)), ale niestety okazuje się, że bywają one wówczas w tak samo częstym użyciu (ofkors w innym celu ;)) wyżej wymienionego. Pojemność najwyższych półek w naszym mieszkaniu została już wyczerpana w zupełności, toteż na gwałt szukałam pomysłu na rozwiązanie tego problemu. Dumałam niedawno na co by tu swoje afrykańskie tkaniny przeznaczyć i wtem (sasasa) zapaliła mi się żarówka! Makatka z kieszonkami! No ba! Co to dla mnie ;). Przypomniało mi się, że mam gdzieś jeszcze kawałek czerwonej bawełny, która cudnie skomponowała się z czerwono-zielonymi maziajami. Wycięłam wszystko pięknie, lekko usztywniłam, zszyłam i jest :D! Docelowo organizer wisi w korytarzu przy lustrze, ale kiepskie tam oświetlenie, więc wybaczycie, że na potrzeby lepszej prezentacji pozuje gdzie indziej ;).






      

piątek, 1 marca 2013

Nie lubię bieli, ale...

Kajam się przed moimi drogimi czytelnikami, że odesłałam blog w "błogi" niebyt. Przez ten czas udało mi się nawet kilka razy o nim pomyśleć i obiecać sobie, że coś konstruktywnego z nim uczynię, po odgrzebaniu zeń  kilku warst kurzu. Nie wyszło mi. Sprawy  życia codziennego stawiały na nim kolejne kreski. Cóż mogę rzec. To nie jest kraj dla młodych ludzi! I gorzko się przekonałam o tym, wkraczając w dorosłe życie. Dawno temu zapomniałam, co to jest czas wolny i niestety zmuszona byłam część (jak nie większość) swoich przyjemności wysłać w kosmos. Próbuję sobie znaleźć miejsce w świecie, bo wreszcie zaczęłam słuchać swojej intuicji (lepiej późno niż wcale ;)). W mojej głowie zakiełkowała pewna myśl i metodą malutkich kroczków próbuję pomóc jej się rozwinąć w dobrym kierunku. Może za rok uda mi się postawić kilka większych kroków :).  Zobaczymy co z tego wyjdzie. Trzymajcie za mnie kciuki!

Jako, że za oknami obserwujemy ostatnie podrygi zimy zostawiam was z inspiracjami w śnieżno-białej tonacji. No nie lubię bieli! Nie cierpię! Białe ściany wywołują we mnie dziwny niepokój i stany maniakalno-depresyjne. W moim mieszkaniu ich ilość szybko została zredukowana do minimum.
Niemniej jednak udało mi się znaleźć w sieci kilka takich wnętrz, nad którymi z przyjemnością zawiesiłam swoje oko i lęk przed bielą na chwilę został oswojony.
Urzekło mnie połączenie bieli ze srebrem i wszelkimi odcieniami szarości. Mimo, że wnętrza te nadal są chłodne, czy nawet zimne to przeważa w ich odbiorze uczucie szlachetności i dostojeństwa. Minimalizm barw został zrównoważony bogactwem dodatków: ram i ich bogatym zdobieniem, poduch, puf, stolików i srebrnych mis. O tak! Biel w wydaniu marokańskim podoba mi się bardzo!
Nie potrafię znaleźć w sobie zrozumienia dla białych podłóg (zwłaszcza tych skandynawskich ;)). To znaczy rozumiem, że zyskuje na tym przestrzeń, bo się optycznie powiększa i wprowadzamy więcej światła do wnętrza, ale jak to się ma do praktyczności w jej użytkowaniu? Podejrzewam, że szybko cisnęłabym mopem o taką podłogę ;).  Na zdjęciach, które pozwoliłam sobie pożyczyć z katalogu El Ramla Hamla , urzekła mnie w szczególności czarno-biało-szara ornamentowa posadzka. To ona gra główną rolę w aranżacji. Wyznacza sterylnej bieli jakieś granice. Na niej focusuje się wzrok i dzięki temu wszechogarniająca biel przestaje nas tak przytłaczać.   W takim wnętrzu mogłabym spędzić wakacje. Spokój, harmonia i ukojenie płyną od samego patrzenia na te zdjęcia. Miłego oglądania!